16 lutego 2012

W kilku słowach...



Nie przypadł mi ten film do gustu. Nie zachwycił, nie rozśmieszył. Obejrzałam do końca tylko dlatego, że nie mam zwyczaju przerywać filmu w połowie. Sam pomysł na fabułę jest ciekawy: jedna noc z życia boya hotelowego, któremu przytrafiają się sami najgorsi rezydenci. I to w noc sylwestrową. Jednak ani pomysł, ani obsada nie obroniły filmu, gdyż został zmiażdżony przez krytyków, a ci przy okazji narazili się fanom R. Rodrigueza i Q.Tarantino. Cóż, ja fanką tych twórców wymienionych panów nie jestem i ciągle odwlekam obejrzenie "Pulp Fiction". Może dlatego ten obraz do mnie nie trafił. A może nieświadomie podzielam zdanie krytyków, że twórcy mogli się bardziej postarać? 
Ocena: 5/10


Spodobał mi się musicalowy Burton. Mimo, że było dość krwawo i obrzydliwie, to jestem pod wrażeniem wizji reżysera. Scenografia dopracowana do perfekcji to główna zaleta. XIX-wieczny Londyn wygląda rewelacyjnie w mrocznej tonacji, czuć to w każdym ujęciu. Aktorzy u Burtona zawsze są w dobrej formie, bo on wie jak wydobyć z nich to, co najlepsze. Tu jednak musieli się zmierzyć z partami śpiewanymi. Z różnym skutkiem. Nikt z obsady nie śpiewa zawodowo (chyba, że o czymś nie wiem), więc nie ma sensu wymagać od aktorów perfekcji. Najgorzej wokalnie wypadła Helena Bonham Carter, o wiele lepiej słuchało się Johnny'ego Deppa i Alana Rickmana. "Sweeney Todd" to dobry film, mający ten "burtonowski" klimat. Jednak trochę za krwawy jak na mój gust, więc jeden seans mi w zupełności wystarczy.
Ocena: 7/10


Los Angeles. 11 osób i 6 różnych historii. Wśród nich imprezowiczka, której wpada w oko nieśmiały chłopak, mężczyzna podrywający w barze samotne kobiety, starsze małżeństwo w czasie kryzysu, uciekająca od miłości reżyserka teatralna, żona zdradzająca męża z pastorem oraz matka czuwająca przy chorym synu. Każde z nich na swój sposób zmaga się z codziennym życiem, poszukuje właściwej drogi dla swej indywidualności. Ale to co je łączy to potrzeba odrobiny bliskości, która zaprowadzi ich do wielkiego przyjęcia...
Dawno nie widziałam tak dobrego filmu o miłości i związkach w ogóle. Dziś rzadko się zdarza, by ktoś napisał naprawdę dobry scenariusz o takiej tematyce. To jest jedna z takich perełek. "Gra w serca" nie jest też zwykłą 'komedią romantyczną', bo nie wszystko ma tu szczęśliwe zakończenie, a związki między ludźmi nie zawsze są proste. To film, który wzrusza, zmusza do refleksji i pozytywnie nastraja.
Oprócz scenariusza, największą zaletą jest świetna obsada: m.in. Angelina Jolie, Gillian Anderson, Ellen Burstyn, Sean Connery, Dennis Quaid. Jeśli będziecie mieli okazję zobaczyć ten film, to polecam.
Ocena: 8/10




Niesamowicie klimatyczny film. Ale bardzo przygnębiający i smutny. Jednocześnie jest to jedna z najlepszych adaptacji filmowych, jakie miałam okazję oglądać. Scenariusz zawiera wszystko to, co jest istotne w książce, rezygnując z mniejszych wątków, które i tak po jakimś czasie uciekają z pamięci.
Jedyna diametralna zmiana to pokazanie na samym początku jakiego tematu dotyka historia. W książce jest ona ujawniana w miarę czytania.
Im dłużej się nad tym zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że w przypadku tego filmu lepiej zacząć od książki. Jest ona w dużej mierze zbudowana na emocjach bohaterów, ich relacjach między sobą czego tak dokładnie nie widać w filmie, z racji czasu. Wtedy o wiele łatwiej jest zrozumieć zachowanie bohaterów w filmie.
Tematyka, którą porusza film (i książka), jest zwykle zarezerwowana dla filmów sci-fi, takich jak Wyspa czy Surogaci. Klonowanie, donacje, dawcy organów i ich izolacja są zwykle przedstawiane w futurystycznym świece, do którego prawdopodobnie zmierza współczesna cywilizacja. Jednak ta historia dzieje w latach 70. XX w., na angielskiej prowincji, co sprawia że sprawa jest nam o wiele bliższa. I skłania do refleksji.
Warto obejrzeć. Dla historii, dla świetnych aktorów (w szczególności dla Carey Mulligan) i dla wizualnego przedstawienia książkowych pejzaży.
Ocena: 8/10



W istocie, lepiej być nie może :) Świetny scenariusz, świetne dialogi i całkowicie nowe spojrzenie na próby wyrwania człowieka z wyizolowania. Pokazać jak człowiek zmienia się pod wpływem innych (w sensie pozytywnym) to niełatwa sztuka.
Melvin Udall to człowiek, którego denerwuje wszystko. Jest uprzedzony do ludzi i zwierząt, wiecznie niezadowolony, ma nerwicę natręctw, a jego ulubionym towarzystwem jest on sam i maszyna do pisania. Obraża, poniża i wyładowuje swoje frustracje na innych. Ciężko jest zmienić kogoś takiego, prędzej unika się go jako ognia. Sytuacja zmienia się, gdy Melvinowi zaczyna palić się grunt pod nogami. Nagle musi zaopiekować się psem swojego sąsiada-geja (którego nie znosi), a potem z kafejki gdzie zwykle jada, znika jego ulubiona kelnerka (która jako jedyna go toleruje). Zmiany są jedyną rzeczą jakiej chciałby Melvin, ale musi coś zrobić, by wszystko wróciło do normy. Tyle, że odkrywa jak bardzo mu brakuje kontaktu z drugim człowiekiem...
Melvin jest chamem i ignorantem, ale jego zachowanie wynikające z choroby dość często śmieszy i nawet budzi sympatię. Patrząc jak się zmienia, ma się wrażenie, że każde dziwactwo można pokonać :)
Ten film to popis aktorski Jacka Nicholsona (który awansował do rangi moich ulubionych aktorów), Helen Hunt (która mnie zaskoczyła swoją rolą) oraz Grega Kinneara (którego kino chyba nie docenia). Zapewne jeszcze nie raz do niego wrócę.
Ocena: 8/10



Pięciu uczniów musi za karę spędzić całą sobotę w szkole, pisząc wypracowanie na temat: "Kim jesteśmy?" Każdy z nich reprezentuje inną szkolną grupę. Tak więc na zdjęciu od lewej: John Bender (Judd Nelson) wielki buntownik, Allison Reynolds (Ally Sheedy) samotna ekscentryczka, Andy Clark (Emilio Estevez) kapitan drużyny zapaśniczej, Claire Standish (Molly Ringwald) popularna szkolna królowa piękności oraz Brian Johnson (Anthony Michael Hall) typowy kujon do bicia. Teoretycznie nie powinni mieć ze sobą nic wspólnego. Przecież należą do innych kółek wzajemnej adoracji, więc nie rozmawiają ze sobą, ignorują się  wzajemnie. Ale ten jeden dzień, ta jedna sala i to jedno wypracowanie zburzy cały dotychczasowy porządek... Ten film to kino młodzieżowe z najwyższej półki. Nie to, co dziś pokazuje się nastolatkom.
Tempo akcji jest powolne, bo rzecz dzieje się w jednym budynku. Najważniejsze są tu dialogi. Rozmowa sprawia, że powoli kruszą się ściany dzielące bohaterów, nawiązuje się nic porozumienia. Zaczynają się zastanawiać dlaczego zachowują się tak a nie inaczej.
Z ekranu płynie proste przesłanie: tak naprawdę wszyscy jesteśmy tacy sami. Bez względu na status społeczny, widzę czy wygląd. Wystarczy tylko chcieć poznać drugiego człowieka, zacząć rozmowę.
Ocena: 8/10

5 komentarzy:

  1. "Cztery pokoje" ciężko ocenić jako jeden film, bo składa się z czterech nowel filmowych. Nowelki są na bardzo różnym poziomie, jest jedna kiepska (w reż. Allison Anders), dwie przeciętne (Rockwell, Tarantino) i jedna całkiem niezła (Rodriguez).
    Co do Quentina Tarantino to rozumiem, że można go nie lubić, ale "Pulp Fiction" to jednak film przełomowy i każdy kinoman powinien go zaliczyć, by wyrobić sobie o nim zdanie :) Ja cenię tego twórcę, jedynie "Kill Bill" mnie totalnie rozczarował, pozostałe filmy są już dla mnie co najmniej dobre, a "Bękarty wojny" to jeden z najlepszych filmów minionej dekady. Z twórczości Roberta Rodrigueza za najlepsze uważam "Desperado" i "Sin City".
    "Nie opuszczaj mnie" to rewelacyjny film, podobał mi się scenariusz, zdjęcia i aktorstwo (zarówno Carey Mulligan jak i Keiry Knightley). Niebanalny, smutny film, który wciąga mimo wolno toczącej się akcji. Książki nie czytałem, widziałem ją w mojej bibliotece, więc może wkrótce przeczytam.
    "Sweeney Todd" zaskakuje zestawieniem ze sobą dwóch gatunków, które do siebie nie pasują: musicalu i thrillera. Wyszło całkiem nieźle i oryginalnie. Dla mnie także jest to film na jeden raz, jednak nie z powodu krwawych scen, ale dlatego, że do musicali z reguły nie lubię wracać.
    Natomiast film "Lepiej być nie może" oglądałem chyba niezbyt uważnie, bo już nie pamiętam o co w nim chodziło. Swoim wpisem trochę mi przypomniałaś ten film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pulp Fiction" na pewno obejrzę. Mam nawet w domu własną płytę dvd :) Widziałam pierwszą część Kill Bill, średnio mi się podobał. Zrobię sobie za jakiś czas maraton: "Pulp Fiction", "Bękarty wojny" i "Sin City". Mam nadzieję, że dam radę :)
      Do książkowej wersji "Nie opuszczaj mnie" zachęcam. Bardzo dobrze się czyta.

      Usuń
  2. Ciekawy zestaw :)
    Do "4 pokoi" też miałam mieszane uczucia. W sumie niewiele pamiętam z tego filmu, więc to też o czymś świadczy. Chciałam poprzeć Mariusza, w tym, że każdy powinien obejrzeć Pulp Fiction, ale skoro piszesz, że nie lubisz zbyt krwawych filmów, to mam coraz poważniejsze obawy czy Ci się spodoba..."Sweeney Todd" spodobał mi się bardzo, a było to jedno z moich pierwszych spotkań z Burtonem. Na tyle udane, że zainteresowałam się jego innymi filmami i na najbliższe czekam z niecierpliwością.
    "Grę w serca" bardzo trudno gdzieś zdobyć czy znaleźć w tv, więc gratuluję że Ci się udało. Też uważam, że to jeden z lepszych filmów o miłości, dość mało schematyczny. Wątek Angie zdecydowanie najlepszy, w ogóle ona sama tam świetnie wygląda :)
    O "Nie opuszczaj mnie" mam bardzo podobne zdanie. To bardzo udana ekranizacja, gdyż pomimo skrótów udało się zachować niepowtarzalny klimat książki.
    "Lepiej być nie może" chciałabym kiedyś obejrzeć, ale nie tak bardzo jak "Klub winowajców". Ten film zawsze znajduje się gdzieś w czołówce różnych zestawień na najlepsze filmy dla młodzieży, a ja cóż - jeszcze z bycia nastolatką nie wyrosłam :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pulp Fiction" na pewno nadrobię, dla rozeznania. Dla kultowego filmu jestem w stanie znieść zbyt dużo krwi :)
      "Grę w serca" zdobyłam w sposób, którym chwalić się nie powinnam ;P Ale czego się nie robi, by nadrobić filmografię ulubionej aktorki :)
      "Klub winowajców" jak najbardziej Ci polecam. W sieci ciągle gdzieś jest, bo w telewizji się go raczej nie zobaczy (chyba, że o kosmicznie później porze). Za to "Lepiej być nie może" powtarzają co jakiś czas, ale ja widziałam go dopiero w tym roku.

      Usuń
  3. Bardzo interesujące filmy. Coś czuję, że niedługo będę musiała zrobić sobie maraton filmowy, bo mam spore zaległości:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń