10 czerwca 2012

Lestat, Chodzący za dnia i inne nowe świecidełka...

Z reguły trzymam się od horrorów z daleka. Jeśli jakiś obejrzę, to moja wyobraźnia zawsze wtedy płata figle i śnią mi się koszmary. Są jednak wyjątki od tej reguły czyli kilka filmów o wampirach, które nazywane horrorami, nie są aż tak straszne.


Moda na wampiry trwa. Czy nam się podoba czy nie powstają coraz to nowsze historie uwiecznione na taśmach filmowych czy kartkach papieru. Faktem jest, że to co pojawia się teraz jest coraz mniej mroczne, straszne i krwawe. Tak, tak, dobrze się domyślcie, że nawiązuje do Sagi Zmierzch.
Liczba filmów, które widziałam zamyka się w liczbie 9. Mało, ale wystarczająco by spostrzec różnice jakie z  biegiem czasu zarysowują się w tym temacie.


Nie widziałam starych filmów o wampirach: Nosferatu z Klausm Kinski, czy Draculi Francisa Forda Coppoli. Domyślam się jednak, że nie są to bajki dla dzieci, jakie serwuje się dziś, ale to filmy o morcznym, gotyckim kilimacie. Widziałam za to rewelacyjny Wywiad z wampirem, który pokazuje "prawdziwe" życie wampira, takie jakie się utarło i jest klasykiem w swoim gatunku.


Potem przerzuciłam się na filmy akcji z wampirami. I tu na scenę wskakuje Blade. Przez wiele osób zaliczany do grona lepszych filmów o krwiopijcach, przez niektórych uważany za kicz. Cóż, jedno jest pewne: tu też wampiry są pokazane tak jak trzeba: spala je słońce, zabija srebro i czosnek. Sama postać Blade'a jako pół-wampira pół-człowieka jest ciekawym pomysłem (btw: jak wpisałam ten termin w Google to w wynikach przeważa Renesmee ze Zmierzchu - Blade jest już mało znaczący). Nie bardzo wiem o co chodziło z tymi wampirami czystej krwi - urodzonymi jako wampiry, a nie zmienionych poprzez ukąszenie. Przecież one się nie rozmarzają. Wiec jak? Najwyraźniej coś mi umknęło. Dalsze części przygód Chodzącego za dnia (niektórzy tłumacze wolą Dzienny Marek) nie ją aż tak dobre. Druga część została urozmaicona przez żniwiarzy - o wiele gorszą wersję wampirów i jest okropnie krwawa (ale reżyserem był Guillermo del Toro, więc nie ma się co dziwić). Trzecia część, zamykająca trylogię, to już lekka porażka. Fabuła jest  powiedzmy do zaakceptowania, gadżety są bardziej nowoczesne, ale gra aktorów i dialogi to już żenada.


Po wyczynach Blade'a obejrzałam Underworld. Kolejny film, który mi się podobał, a krytyka go lekko zmiażdżyła (a może bardzo?). W tym wypadku mamy walkę pomiędzy wampirami i wilkołakami. Ci pierwsi pochodzą z arystokratycznych rodów, są zamożni i dobrze wykształceni, a ci drudzy, zwani Lykanami, to brudne, nieokiełzane kreatury, żyjące w ciemnych zakamarkach. Jak dobrzy bogaci przeciwko złym biednym. W tym wydaniu wampiry mają niebieskie oczy (bez wyjątku), noszą mało wygodny lateks, ale też nie znoszą światła i srebra. Ten film ma niezły klimat: ponuro, ciągle pada, a dominujące kolory to szary, czarny i ciemny niebieski. Część druga, zwana Underworld: Evolution, podobała mi się mniej. Losy hybrydy: pół-wampira pół-wilkołaka, i pokazanie początku wielkiej walki są tylko pretekstem do widowiskowych walk.

Potem gdzieś po drodze przyplątał się Van Helsing - pogromca wampirów i innych dziwnych stworzeń. I następny film, który został chłodno przyjęty przez krytyków i wielu moich znajomych. Ale nie o ocenę filmu chodzi, ale o wampiry. Tu coś nowego. Hrabia Drakula jest odporny na kołki, czosnek, wodę święconą i krzyż, ale nadal jest wrażliwy na światło. Przez wiele lat egzystencji baraszkuje sobie z trzema wampirzycami. Co prawda nie mogą się rozmnożyć, ale w tym wypadku jest nadzieja. W zamku wisi pełno martwych płodów - kokonów, a ożywić je może prąd z ciała Frankensteina (o ile dobrze pamiętam, bo oglądałam dość dawno). Dość to dziwne, nawet idiotyczne, ale sam film jest zbiorem dziwnych postaci, więc przymykam na to oko.


Miałam jeszcze okazję zobaczyć Daybreakers - Świt. Tu sytuacja jest odwrotna niż w innych filmach, a więc niejako jest powiew świeżości. Stało się to, czego obawiał się Blade - wampiry doszły do władzy. Nadaj zabija je światło, ale w dobie nowoczesności da się to ominąć. Jest tylko jeden problem: równowaga została zachwiana, ludzi prawie wyginęli i wampiry nie mają się czym żywić. Pracują nad substytutem krwi, by przeżyć. Ale tu także pojawia się nadzieja: można odwrócić proces: znów stać się człowiekiem, ponownie ożyć przy pomocy światła. Umarli nie powracają do życia, więc wygląda na to, że wampiryzm to wirus, choroba, którą można pokonać.


I na koniec seria filmów, które sprawiają, że filmy o krwiopijcach stają się coraz bardziej cukierkowe i młodzieżowe. Saga Zmierzch (mimo, że są to cztery filmy, traktuję je jako jedną historię). Kiedy czytałam książki nie było jeszcze medialnego szumu, wrzeszczących fanek, a twarz Roberta Pattisona pojawiała się przy każdym słowie jakie wpiszę w wyszukiwarkę obrazu. Przyznam szczerze, że książkę czytało się nieźle, pomimo wielu zastrzeżeń. Mam gdzieś nawet recenzję napisaną o 5 nad ranem :) Potem pojawił się film i do reszty zniszczył moje dobre zdanie.
O książce i filmie mogłabym napisać oddzielny tekst, ale chcę tylko wspomnieć o wykreowanych wampirach pani Meyer. Chodzą za dnia, świecą się w słońcu, nie piją ludzkiej krwi tylko zwierzęcą (że niby wegetarianie), zmienia im się kolor oczu, nie działa na nie woda święcona i srebro, oraz co ciekawe mogą spłodzić potomstwo. A i mają różnego rodzaju zdolności (co mi się nawet podoba).
Cóż, w świecie wampirów powiedziano już wszystko, za każdym razem są oni do siebie podobni, więc pani Meyer chciała zrobić coś całkiem nowego. Tyle, że jej wyobrażenie jest trochę śmieszne, a połączone z nastoletnią, infantylną historią o miłości daje efekt tragiczny w skutkach. W ostatniej części, kiedy Bella w końcu staje się wampirem, Meyer przedstawia świat wampirów z jej perspektywy - jest on tak idealny, że aż się niedobrze robi. Wszystko jest lepsze, prostsze, cudowne, rewelacyjne. Nie ma rysy na obrazku. (prawie rzucałam książką). Na forach rozbrzmiewały dyskusje co czuje Edward, kiedy Bella ma okres, gdzie chowa plemniki, z jakiej odległości jest widoczny śniący w świetle wampir, i gdzie zapodział kły. Gdyby ten świat nowym wampirów został tylko na kartkach papieru, byłby do zniesienia. Jednak w filmowej wersji jest za bardzo denerwujący.

Dlatego wolę te stare filmy, wolę Blade'a, Selenę i Lestata. Nawet jeśli są to kiepskie filmy, to przynajmniej wampiry są takie jak trzeba. I tym kończę mój dziwnie napisany tekst. Powinnam jeszcze wspomnieć o dwóch serialach: Pamiętnikach wampirów i Czystej krwi. Ale może przy innej okazji.

10 komentarzy:

  1. Chociaż jestem wielką fanką horrorów, to nie za bardzo przepadam za filmami o wampirach, ale zdarzają się takie perełki takie jak "Wywiad z wampirem", którego owego czasu omijałam szerokim łukiem, sądząc że to kolejny schematyczny film. Ku mojemu zaskoczeniu "Wywiad... " okazał się bardzo interesujący i w pełni zasługuje na te wszystkie "ochy" i "achy" :)
    "Underworld" to moim zdaniem świetny film akcji. Nie jest to może wielkie dzieło, ale dobrze mi się oglądało. Po za tym od tego filmu zostałam wielką fanką Michaela Sheen'a :)
    Uwielbienie do pana Sheen'a sprawiło że obejrzałam "Zmierzch: Księżyc w nowiu". No, niestety film ten okazał się tak nudny i męczący, że powinnam dostać jakiś medal w nagrodę, że obejrzałam go do końca :P z całym szacunkiem dla Michaela ale kolejnych części nie obejrzę.
    A z poza Twojej listy mam jeszcze swoje dwa ulubieńce - "Zagadkę nieśmiertelności" i "Straceni chłopcy" :) (A)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie przepadam za filmami o wampirach dlatego ich mało widziałam :) Naszło mnie tylko na refleksje. O "Straconych chłopcach" gdzieś czytałam, ale o "Zagadce nieśmiertelności" nie słyszałam. Ale grat tam D.Bowie, więc może się kiedyś skuszę :)

      Usuń
  2. Temat fajny, ale no właśnie "Srajlajt" trochę niszczy reputację przeraźliwych krwiopijców. I nie, to nie jest dobre kino, a ja mam już powyżej uszu Stewart."Blade'a" jedynkę lubię-chyba głównie z sentymentu;). "Dracula" Coppoli jest ciekawy dzięki kreacji Oldmana i Winony Ryder, ale psuje go drewniana jak nigdy gra Keanu Reevesa (aż ma się ochotę, by go ktoś sprzątnął;3). "True Blood" moim zdaniem najbardziej wychodzi ze schematu ugrzecznionego świecącego jak wróżka wampirka i to jest bardzo duża ulga- przynajmniej dla mnie;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie lubi Keanu Reevesa :) Zwykle czytam na jego temat same złe rzeczy, a go nawet lubię. Nie jest może rewelacyjnym aktorem, ale na pewno lepszym niż pan Pattison (którego porównuje się, o zgrozo, do Jamesa Deana). Fakt, True Blood pokazuje mroczną i seksualną stronę wampirów. Nie jestem ogólnie wielką fanką wampirów, więc jeden sezon mi wystarczył :)

      Usuń
  3. Oczywiście, że Blade jest mało znaczący, kto by się pochylał nad Snipesem w skórzanym płaszczu kiedy jest pomiot po Sparklącym Edwardo ;)
    Szczerze... nie przekonuje mnie żadna z tych produkcji (choć tylko do na tłajlajtową serię mam alergię...). "Wywiad z wampirem" jeszcze jako tako lubię, choć dobór obsady jest według mnie całkiem chybiony. Już mniejsza o Cruise'a w roli Lestata, jak to się stało, że Banderas zagrał "drobnego, hermafrodytycznego chłopca" na zawsze pozostanie dla mnie tajemnicą o.0 I chociaż kolejna ekranizacja "Kronik" była porażką, to Townsend o wiele lepiej sprawdził się jako Lestat.
    Generalnie wampiry lubię, dlatego strasznie irytuje mnie cały ten bum i... no, bądźmy szczerzy, zwykłe szmacenie tego tematu.
    A wpis bardzo ciekawy, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Sparkląc Edwardo" - podoba mi się to określenie :) Ja nie jestem jakąś wielką fanką wampirów, tak mi tylko przyszło na podsumowanie zmian. Masz rację to zwykłe szmacenie tematu, zwłaszcza w najnowszych produkcjach :)

      Usuń
  4. Nie przepadam za filmami o wampirach i wśród moich ulubionych horrorów nie ma żadnego filmu wampirycznego. Najlepsze są według mnie "Dracula" Coppoli i "Wywiad z wampirem" Jordana. Dobrze oglądało się również filmy akcji z wampirami: po dwie cześci "Blade'a" i "Underworld". Dość nietypowymi filmami o wampirach, mającymi swój urok, są ambitna "Zagadka nieśmiertelności" (debiut reżyserski Tony'ego Scotta) oraz szalone i zabawne "Od zmierzchu do świtu" (według scenariusza Quentina Tarantino). Ze starszych filmów o krwiopijcach mogę polecić komedię Polańskiego "Nieustraszeni zabójcy wampirów" i staroświecki "Dracula" Johna Badhama z 1979 roku. Również nie należę do fanów "Zmierzchu" (oglądałem dwie pierwsze części, pierwsza jest średnia, druga beznadziejna).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Od zmierzchu do świtu" mam gdzieś w domu z wydania gazetowego. Jak zwykle obawiam się kina Tarantino, ale za jakiś czas ten film obejrzę.
      "Nieustraszeni zabójcy wampirów" - to może być ciekawe, zwłaszcza że powinnam nadrobić filmy Polańskiego. Co do "Zmierzchu" - mimo że to czytadło dla młodzieży, to można było zrobić z tego film, który obejrzy się bez bólu, niestety scenarzystka nie zrozumiała wielu wątków z książki i wyszło jak wyszło :)

      Usuń
  5. pewnie będę wyjątkiem, ale cóż, nie lubię starego, klasycznego obrazu wampira, na Nosferatu nie wysiedziałam, a do Drakuli nigdy mnie nie ciągnęło; filmy o wampirach preferuje mniej więcej od "Wywiadu z wampirem" z tym zastrzeżeniem, że wolę tylko te w których widać "wampirze człowieczeństwo", stąd brak szczególnej sympatii do Blade czy Van Helsing

    nie wspomniałaś tu o najlepszej części Underworld, czyli Buncie Lykanów z Michaelem Sheenem w roli głównej czy Istocie Doskonałej, w której jak pamiętam wampiry skupione w bractwie cieszyły się dość dużym poważaniem społecznym--> obejrzyj

    obrony zmierzchu podejmować się nie będę, nieprzekonanych nie przekonasz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wspomniałam "Buncie Lykanów", bo go jeszcze nie widziałam :) Zabieram się za ten film od roku i jeszcze mi się nie udało. O "Istocie doskonałej" nie słyszałam, ale zbadam teren :)
      A więc Tobie Zmierzch się podobał? Zdarzyło mi się spotkać fanów książki, ale filmu o wiele rzadziej. Ja sama wolę czytać niż oglądać Zmierzch. Przekonywać nie mam zamiaru, bo nie musimy mieć takiego samego zdania :)

      Usuń