19 czerwca 2012

Miszmasz # 1

W telegraficznym skrócie.



Po pierwsze: ciekawych produkcji filmowych brak. W czerwcu nie obejrzałam żadnego nowego filmu. Bo nigdy nie jest tak, że omijam seanse z daleka. Ostatnio przypomniałam sobie kilka ulubionych filmów. A w związku z tym, że ciągle jestem krytykowana za brak polskiego repertuaru w doborze filmów, przeszukałam domowe zasoby i znalazłam kilka polskich produkcji, o których wkrótce napiszę.

Po drugie: to, co zajmuje mój wolny czas to nadrabianie zaległości w serialach. Jak zwykle mam mega opóźnienie, aż wstyd się przyznawać ;)

Obejrzałam drugi sezon Gry o tron. Mniej mi się podobał niż sezon pierwszy. Nie czytałam książek, więc nie wiem jak daleko posunęli się scenarzyści w skróceniu historii, ale mój zapał przeczytania prozy pana Martina mocno osłabł. Nawet nie umiem dokładnie sprecyzować, co jest nie tak. Tempo fabularne jest zawrotne, a co za tym idzie bohaterowie szybciej się zmieniają. Jest więcej scen walk i pewnie większość powoli się pożegna się z życiem. W tym sezonie jakoś nie odczuwałam konieczności szybkiego obejrzenia dalszych odcinków. Choć muszę przyznać, że finał mnie zaskoczył.

Glee - przyznam szczerze, że od połowy drugiego sezonu oglądam ten serial z przyzwyczajenia. Po rewelacyjnym początku, poziom zaczął spadać i na razie nie widać, by zdarzył się cud. Jedyne, co ratuje tę produkcję to dobór i wykonanie piosenek. Jestem w połowie 3 sezonu a już nazbierało się sporo denerwujących rzeczy. Po pierwsze pan Schuester - nie jest już tym fascynującym nauczycielem z początków serialu. A odcinek "The Spanish Teacher" to jakaś farsa. Po dwóch sezonach dowiadujemy się, że nie umie on uczyć języka i lepszy byłby Ricky Martin. Przecież w początkowych odcinkach prowadził lekcje, sprawdzał testy i jakoś nie wyglądał na osobę nie znającą hiszpańskich słówek. A tu nagle pojawia się facet, kto mówi w tym języku, a pan Schu nie rozumie słów i, o zgrozo, robi błędy. Albo to jakiś brak logiki albo ja nie łapię fabuły. Poza tym coraz bardziej mnie denerwuje Rachel w swoim wielkim mniemaniu o byciu gwiazdą. Ciągle musi być naj, ciągle pierwsza, bo inaczej nikt jej nie docenia. Ludu, ileż można tego słuchać? Bohaterowie mają też tylko jeden sposób na brak wykonywanych solówek - nie mogę śpiewać, to odchodzę. Co sezon, to ktoś inny się buntuje, ale wraca jeszcze szybciej. I najbardziej niezrozumiałe zachowanie Quinn - sezon pierwszy nie chce dziecka, sezon trzeci chce odzyskać dziecko, ale najpierw ma problemy egzystencjalne, potem wszystkich poucza. Zatrzymałam się na odcinku o Walentynach, gdzie działa Boża Brygada (wtf? skąd, kiedy, dlaczego, po co?). Aż się boję, co będzie dalej...


Ale wykonanie piosenki La Isla Bonita przez Nayę Riverę i Ricky'ego Martina - rewelacja.



Po trzecie: przeczytałam "Wieczór trzech króli" W. Szekspira. Jestem zachwycona, choć żałuję że nie miałam przekładu Stanisława Barańczaka. Zrobiłam sobie listę dzieł Szekspira, które koniecznie muszę nadrobić. Bo wstyd znać tylko trzy dramaty :)
Teraz całkowicie pochłonęło mnie czytanie "Stu lat samotności".  Choć trochę się gubię w dziejach rodziny Buendia, to jestem ciekawa jak to się wszystko skończy.




Inspirujące zdjęcie dnia 


I tyle na dziś.

8 komentarzy:

  1. Faktycznie, niestety Glee odrobinę zeszło na psy. A szkoda, bo swego czasu uwielbiałam ten serial bardzo bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy sezon był rewelacyjny :)

      Usuń
  2. Ja też muszę/chcę nadrobić Szekspira. Ale myślę, ze trzeba go sobie dawkować, bo to nie jest literatura, którą się łyka, ot tak. Trzeba się skupić trochę. Czytałaś pewnie Hamleta, Romea i Makbeta...Od siebie dorzucę Króla Leara :) A Wieczór Trzech Króli zamówiłam do recenzji, ale coś długo nie przychodzi...Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam jeszcze "Sen nocy letniej". Króla Leara chyba nie, albo nie pamiętam. Szekspira mogłabym czytać bez przerwy, ale nie zawsze pozwala na to biblioteka :) "Wieczór Trzech Króli" - pewnie to nowe wydanie, podobno jest rewelacyjne.

      Usuń
  3. GOT- no cóż, cięcia i jeszcze raz cięcia, ale myślę, że i tak wyszli w miarę obronną ręką z tej skomplikowanej fabuły:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne :) Ale ja i tak mam mętlik w głowie :)

      Usuń
  4. A ja jakoś nigdy nie mogłam przekonać się do Glee i teraz po raz kolejny widzę, że nie ma czego żałować.
    GoT- jeśli zachwycił Cię pierwszy sezon, to koniecznie sięgnij po książkę :) 1 sezon praktycznie = 1 część, drugi tom trzyma poziom pierwszego. A jako, że widziałaś już kolejny sezon, to lektura dostarczy Ci paru sporych niespodzianek, fabuła serialu zaczyna niebezpiecznie się rozjeżdżać z książkowym pierwowzorem. Czy to zmiany na złe? Tego nie wiem, zdaję sobie sprawę, że przenoszenie tej sagi na ekran musi wiązać się z pewnymi skrótami i uproszczeniami. Z wyrokowaniem jak wypadły trzeba poczekać na kolejne sezony. A wracając do książek, jestem na 3 tomie i jestem zachwycona jeszcze bardziej niż przy pierwszym :) I nie mogę się doczekać sprawdzenia, jak to będzie wyglądać na ekranie.
    A co do Szekspira, też mam listę pozycji do nadrobienia, ale Wieczoru na niej (jeszcze?) nie ma. Chętnie przeczytam Twoją opinię.
    Pozdrawiam :*
    P.S. Jako, że jestem już po prawie wszystkich zaliczeniach, wśród priorytetów na najbliższe dni jest odpisanie na Twoją wiadomość, więc myślę że wieści ode mnie pojawią się jeszcze przed weekendem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie nie mam w planach przeczytania Gry o tron. Muszę ochłonąć :) Nie mogę się zebrać, by napisać kilka słów o Wieczorze trzech króli, ale może się w końcu zmobilizuję.
      Czekam na Twoją wiadomość, bo minęło sporo czasu od ostatniej :)

      Usuń