17 września 2012

Musicalowa perfekcja




W dzieciństwie piosenka Singin' in the rain kojarzyła mi głównie z reklamą warzyw Bonduelle :) Wiele lat potem trafiłam na właściwy film, ale musiało minąć jeszcze trochę czasu, zanim pokochałam musicale.

Takich filmów już dziś się nie kręci. Filmów, które mając prostą fabułę, potrafią bawić, wywołać uśmiech na twarzy samym wspomnieniem jakiejś sceny. Szkoda, bo dziś brakuje takich muzycznych historii, gdzie liczy się jakość, a nie ilość nazwisk w obsadzie, scenografii i wydanych pieniędzy.

Stany Zjednoczone. Koniec ery filmu niemego. Producenci jednej z większych wytwórni filmowych mają duże problemy z udźwiękowieniem swoich nowych filmów, gdyż ich wielka gwiazda, Lina Lemont (Jean Hagen), ma głos, który...przypomina skrzypiące drzwi. Mimo lekcji wymowy Lina nie "brzmi" dobrze - ani na ekranie, ani w życiu prywatnym. Jej partner, słynny amant, Don Lockwood (Gene Kelly) poznaje bardzo interesującą młodziutką aktorkę, Kathy Selden (Debbie Reynolds), która zarabia śpiewając na przyjęciach. Pomimo początkowej niechęci ta dwójka zaprzyjaźnia się i w końcu zakochuje w sobie. Pozostaje już tylko jeden problem: głos Liny, który trzeba zastąpić cudzym. Na szczęście przyjaciel Dona, Cosmo Brown (Donald O'Connor) znajduje rozwiązanie.
(Źródło opisu: Filmweb.pl)



Ten film ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Niezapomniane piosenki i rewelacyjne układy taneczne. Kultowa deszczowa choreografia Singin' in the rain, cudowne Good Morning i zabawne Make'em Laugh, zostają na długo w pamięci. Aż marzy się, by mieć taki talent i lekki ruchy w tańcu. Między piosenkami przeplata się ciekawa, choć mało skomplikowana fabuła, która została wymyślona po napisaniu utworów. Scenarzyści musieli połączyć wszystko w logiczną całość, co im bardzo zgrabnie wyszło. Świetne aktorstwo to dopełnienie całości. Gene Kelly to klasa sama w sobie, Donald O'Connor to mistrz komizmu - zasłużony Złoty Glob. Jean Hagen jest idealna w roli rozkapryszonej, skrzeczącej i mało rozgarniętej aktorki, a Debbie Reynolds w swojej pierwszej znaczącej roli wypadła bardzo wiarygodnie.


Deszczowa piosenka to najlepszy musical w dziejach kina. Bez względu na to, czy jest się fanem tego gatunku czy nie, warto obejrzeć. Entuzjazm bijący z ekranu od razu poprawi humor. Polecam.
Ocena 9/10

8 komentarzy:

  1. Nie przepadam za musicalami, ale gdybym miał wymienić najlepszy z nich to zdecydowanie "Deszczowa piosenka" by zwyciężyła. Ale nie uważam jednak, że to film bez wad. Bo np. nie podobała mi się ciągnąca się w nieskończoność sekwencja taneczna z udziałem Cyd Charisse. Podobał mi się za to humor w wielu momentach, no i fenomenalne aktorstwo (uwielbiam Debbie Reynolds, która w tym filmie w jednej piosence została zdubbingowana, w kilku dialogach również, pewnie z powodu teksańskiego akcentu, który nie podobał się Kelly'emu, ponoć i taniec sprawiał jej problemy, ale tego zupełnie nie widać, wszelkie braki nadrobiła talentem, pewnością siebie i wigorem).

    To co w musicalach najważniejsze czyli piosenki, także bardzo dobre, nie przeszkadzały w oglądaniu, no i zostały perfekcyjnie wykonane, lepiej niż w oryginale. Bo większość piosenek została napisana dawniej do innych filmów (np. "Good Morning" śpiewała wcześniej Judy Garland w filmie "Babes in Arms" z 1939 roku, zaś "Singing in the Rain" można usłyszeć w "Hollywood Revue" z roku 1929). Jedynie dwa utwory napisano specjalnie do "Deszczowej piosenki" i jeden z tych utworów okazał się plagiatem (chodzi o "Make Em'Laugh", który jest plagiatem "Be a Clown" Cole'a Portera).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sekwencja taneczna z Cyd Charisse też mi się nie podobała, ale przymknęłam na to oko :) Czytałam o tym jak traktował Gene 'profesjonalista' Kelly młodą Debbie Reynolds. Mimo to rewelacyjnie wywiązała się z zadania.
      Nie wiedziałam, że te piosenki już gdzieś się pojawiły. Co jak co, ale mnie zawsze będą się kojarzyć z "Deszczową piosenką" :)

      Usuń
    2. Ja dodam jeszcze, że to nie tylko jeden z najlepszych musicali, ale także jeden z najlepszych filmów o robieniu filmu. Świetnie przedstawiono tu ten chaos jaki zapanował w wytwórniach w trakcie przełomu dźwiękowego. Kiedy pojawił się na ekranach "Śpiewak jazzbandu" braci Warner każda wytwórnia zamarzyła, by mieć własny film dźwiękowy. I w końcu narodził się znienawidzony przez niektórych gatunek, taki jak musical, w którym możliwości dźwięku można najpełniej wykorzystać. W filmie Donena i Kelly'ego przełom dźwiękowy pokazany jest w formie humorystycznej, ale sporo w tym prawdy. A postać grana przez Jean Hagen reprezentuje wielu aktorów kina niemego, którzy z powodu nieodpowiednich warunków głosowych musieli się pożegnać z karierą.

      Usuń
    3. Zgadzam się. Ten film pozwala zobaczyć jak się kiedyś kręciło filmy. I początki kina dźwiękowego - widać, że to nie było łatwe dla aktorów.
      "Deszczową piosenkę" mam na DVD w dwupłytowym wydaniu. Niestety dodatki są w oryginale, ale obejrzę je któregoś razu, by zobaczyć ten film "od kuchni".

      Usuń
  2. Chciałam bardzo obejrzeć, ale jakoś do seansu jeszcze nie doszło. Myślę, że swoją pozytywną recenzją skutecznie mnie zachęciłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się :) To na pewno będzie pozytywny seans.

      Usuń
  3. Mnie dziwi, że taki kultowy musical został tak słabo nagrodzony. Bardzo mnie cieszą takie wpisy o starszym kinie- zawsze miło jest sobie odświeżyć dobry seans;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też, ale wiele świetnych filmów zostało docenionych dopiero po dość długim czasie. Ja teraz mam fazę na stare filmy, bo niektórych aż wstyd nie znać :)

      Usuń