12 grudnia 2012

"Les temps sont durs pour les reveurs."*

*Czasy są ciężkie dla marzycieli.

Amelia (2001)

Ten film od dłuższego czasu chodził mi po głowie. Widziałam go tylko raz, kilka lat temu, ale postanowiłam obejrzeć go jeszcze raz. Znów mnie urzekł swoją prostą historią.


Amelia (Audrey Tautou) jest nieśmiałą marzycielką pracującą w kawiarni. Jej życie zmienia się, gdy dowiaduje się o śmierci księżnej Diany. Wtedy Amelia w swojej łazience przypadkowo znajduje tajemnicze pudełko. Postanawia zwrócić je właścicielowi. Widząc jego radość z otrzymanej przesyłki, dziewczyna chce od tej pory uszczęśliwiać innych. W czasie swojej "misji" poznaje równie nieśmiałego jak ona Nino. Amelia uświadamia sobie, że myśląc ciągle o innych, zapomniała o własnym szczęściu.
[Źródło: Filmweb.pl]


Pomysł na fabułę jest może trochę oklepany, ale za to ciekawie realizowany. Sposób narracji, pokazanie bohaterów w krótkich charakterystykach, zmiana tempa opowiadania sprawiają, że historia wydaje się całkiem nowa. Ciężko też jest zaliczyć ten film do jednego gatunku. Są elementy komiczne, są baśniowe i dramatyczne, co sprawia, że można go nazwać oryginalnym.

Klimat filmu to jedna z jego zalet. Tłem historii jest Paryż, który piękne wygląda i zachęca do podróży, choć został przy montażu podkoloryzowany. Świetna scenografia i zdjęcia podkreślają inność Amelii i jej świata.


Amelii pierwsze skrzypce gra fantazja głównej bohaterki. To ona pozwoliła jej przetrwać samotne dzieciństwo i towarzyszy w dorosłym życiu. Przez to Amelia postrzega świat inaczej niż przeciętny człowiek. Jej optymistyczne nastawienie i chęć pomocy innym sprawia, że w nawet najdrobniejszych szczegółach znajduje radość.

Ten film pod przykrywką klimatycznej scenerii i muzyki opowiada o najważniejszych rzeczach w życiu człowieka. O poszukiwaniu celu i znalezieniu do niego ścieżki, o miłości do drugiego człowieka oraz o empatii, o której tak często się zapomina.

Amelia pokazuje jak powinno się czerpać przyjemność z codziennego życia. Szkoda czasu na narzekanie, bo zawsze będą pojawiać się smutne i przykre momenty. Po co więc od razu negatywnie się nastawiać. Życie jest jak mozaika - składa się z wielu małych elementów i tylko od nas zależy ile z nich będzie sprawiało radość. Mimo że dzisiejsze "czasy są ciężkie dla marzycieli", to warto pobujać w obłokach i czasem obejrzeć Amelię na poprawę humoru. Naprawdę warto.
Ocena: 8/10

P.S. Mam nadzieję, że data 12.12.12 to dobry znak :)

6 komentarzy:

  1. Amelia to przegenialny film, z tysiącem ciekawych pomysłów. Świetna rola Audrey, piękna muzyka Tiersena.
    w takim razie pewnie spodobałaby (albo podobała) Ci się też "rusałka"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam wspomnieć o Audrey :) "Rusałki" nie widziałam, ale chętnie zobaczę.

      Usuń
  2. Dobry, jak dobry, ale która z nas nie myślała czasem, że jest taką Amelią?:>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie :) Kiedyś spróbuję przez jedne dzień uszczęśliwiać ludzi. Ciekawe czy mi to wyjdzie ;)

      Usuń
  3. "Amelia" to pierwszy francuski film, który obejrzałam jako nastolatka, od razu się zakochałam w tym klimacie, który wyróżnia 'francuzczyznę' pośród filmów z innych krajów :) mam do niej niesamowity sentyment, ale znam też ludzi którzy nawet po trzech podejściach nie potrafią się do takiego kina przekonać, nie wiedzą co tracą :P

    OdpowiedzUsuń
  4. "Amelię" oglądałam jakiś rok temu i film ten wywarł na mnie dość spore wrażenie. Jednak mimo wszystko czegoś mi w nim brakowało, jednak do tej pory nie mogę określić, czego konkretnie :)

    OdpowiedzUsuń