19 lutego 2013

"Angelina" Andrew Morton


"Już kilka tygodni po rozpoczęciu zbierania materiałów odkryłem w biografii Angeliny nieznaną wcześniej i frapującą historię, z której aktorka nie zdaje sobie jasno sprawy, ale która miała decydujący wpływ na to, kim jest i co robi. Dzięki odkryciu tych faktów i towarzyszącym im okoliczności wiedziałem więcej niż sama Angelina o tym, co ją kształtowało i czym się w życiu kierowała".*

Biografia z założenia powinna być rzetelna i obiektywna. Ma opisywać w sposób wyważony życie zawodowe i prywatne danej osoby. I nie ma tu znaczenia autoryzacja. Zbieranie materiałów jest jak spisywanie obserwacji, bez dodawania własnych komentarzy.

Ta książka nie jest jednak typową biografią. Opiera się głównie na życiu prywatnym Angeliny i ma ujawnić to, co nigdy nie powinno zostać powiedziane. Fascynujący kąsek dla fanów, prawda? Dowiedzieć się czegoś więcej o aktorce, która sama o sobie bardzo dużo mówi, jakby nie miała sekretów. Nie mam nic przeciwko takiemu podejściu, ale wymaga ono od autora dużej samokontroli, by nie wpaść w pułapkę dodawania własnego zdania. I właśnie to autorowi się nie udało.

Jak pokazuje początkowy cytat, Morton uwielbia własne interpretacje. Przewijają się one przez całą książkę, przez co nabiera ona subiektywnego charakteru i trudno uwierzyć, że to co napisał jest w jakieś części prawdą. Gdyby był obiektywny, to nawet brak autoryzacji, nie przeszkodziłby uwierzyć w to, co się czyta.

Moim głównym zarzutem co do całej książki jest to, że Morton wyrobił sobie o Angelinie opinię jeszcze przed zbieraniem materiałów. W podziękowaniach pisze, że kiedy zobaczył ją po raz pierwszy "na żywo" podczas premiery filmu, jej wygląd go rozczarował. Nie mógł też zrozumieć dlaczego aktorka podróżuje po niektórych najniebezpieczniejszych krajach Azji i Afryki, skoro nawet przedstawiciele wyższych instancji mają zakaz wjazdu. Te dwie sprawy były powodem do rozpoczęcia zbierania materiału. Motywacja Mortona wynika z chęci pokazania "prawdziwej" Angeliny, ponieważ według niego to, co sama mówi, mija się z faktami.

Co do samej treści. Nie jestem jakoś bardzo zszokowana. Wiele informacji zawartych w książce znam z innych źródeł. Jako fanka Angeliny, jestem mniej więcej na bieżąco z wiadomościami na jej temat. Choć muszę przyznać, że było kilka faktów zupełnie dla mnie nowych, choćby jej liczne romanse w czasach młodości, długoletnie ćpanie czy zdjęcia z sesji dołączone to książki. Zawsze widziałam, że w młodości nie należała do grzecznych osób, więc musiała mieć barwne życie, zanim się ustatkowała. Morton to w dość drobiazgowy sposób opisał.

Próba pokazania życia Angeliny jest jednocześnie szczegółowa i chaotyczna. Zaczyna od jej dziadków i rodziców. Dokładne opisane dzieciństwo miało, według autora, bardzo duży wypływ na późniejsze zachowanie Angeliny. Od czasów nastoletnich po teraźniejszość Morton opisuje jej pełne zawirowań życie, początki kariery, zachowanie na planach filmowych i poza nim, romanse, problemy rodzinne i co najśmieszniejsze - jej przypuszczalne myśli. Swoją wiedzę opiera na wywiadach, wycinkach prasowych, osobach z otoczenia całej rodziny Marcheline Bertrand i Jona Voighta oraz współpracowników z branży. Jednak najwięcej do powiedzenia mają osoby, która są bliskimi znajomymi lub krewnymi, chcącymi zachować anonimowość, bądź osoby, które miały kontakt z Angeliną w krótkim okresie czasu. Można by rzec, że całość opiera się w dużej mierze na zbieraniu i interpretacji pojedynczych wydarzeń i wypowiedzi różnych ludzi, którzy niekoniecznie muszą mówić prawdę. A to wszystko w logicznym kontekście. Morton koniecznie chce dowieść, że Angelina co innego mówi, a co innego robi, i nikt tego nie weryfikuje.

Próżno tu szukać dokładnych dat czy chronologicznego układu zdarzeń. Wszystko jest podane bardzo ogólnie i jeśli ktoś nigdy wcześniej nie czytał informacji o aktorce, będzie musiał sięgnąć po inne źródła. Ciekawostką jest, że autor pomylił nawet datę poznania się Marcheline i Jona. Napisał, że poznali się wiosną 1971 roku, a ślub wzięli 12 grudnia 1970. To się nazywa dobre przygotowanie.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że Morton próbuje przedstawić skomplikowaną osobowość Angeliny za pomocą uwag psychologów i psychoanalityków (których nazwiska podaje) oraz kilku innych specjalistów, którzy pragną zachować anonimowość. Mało tego, ci lekarze nigdy nie spotkali, nie leczyli Angeliny ani nikogo z jej bliskich, a swoje opinie opierają na schematycznych zachowaniach z podręcznika. Co jest raczej nadinterpretacją. Przecież takie samo zachowanie u dwóch różnych osób może oznaczać kompletnie coś innego - tak przynajmniej mówili na zajęciach z psychologii.

Mortonowi zdarzyło się też parę razy zaprzeczyć temu, co napisał kilkanaście stron wcześniej. Przykładowo. Przez całą książkę przewija się postać Micka Jaggera, który szalał za Angeliną, ale ona nie była nim zainteresowana. I nagle pod koniec twierdzi, że jednak mieli romans. Dziwne jest także opisywanie zachowania byłych partnerek mężczyzn, z którymi związała się Angelina. Dziewczyna Jonny'ego Lee Millera, Laura Dern - narzeczona Billy'ego Boba Thorntona czy Jennifer Aniston - była żona Brada Pitta. Każda myśli i czuje tak samo, jakby autor przypisywał im emocje. Początkowo nic nie podejrzewają, potem są zaskoczone, następnie smutne, wpadają w rozpacz i muszą sobie zaleźć kogoś, kto je pocieszy.

Na plus zaliczam to, że książkę bardzo dobrze się czyta. Morton ma dobry warsztat pisarski i dobrze sobie radzi z natłokiem informacji. Przy okazji można się dowiedzieć ciekawych rzeczy o innych aktorach, którzy pojawiali się w życiu Angeliny. Tylko czy to też jest prawda?

Ciężko mi jest jednoznacznie ocenić tę książkę. Pierwszy raz czytam tak subiektywną biografię, gdzie autor ewidentnie chce udowodnić światu, a w szczególności osobie o której pisze, że zna ją o wiele lepiej niż ona sama. Wątpię żeby Angelina już teraz analizowała swoje życie. Jeszcze przyjdzie na to czas. A nawet jeśli już to zrobiła, nie musi się tym chwalić. Tylko ona wie jak było naprawdę. I żadne osoby pragnące zachować anonimowość tego nie zmienią.


* Cytat: Andrew Morton, Angelina, Wyd. Magnum, Warszawa 2010, s.314.

9 lutego 2013

Kultura jest wszędzie...

Dosłownie.
Poszłam dziś do supermarketu. Nic fascynującego poza tym, że sobota to najgorszy dzień na zakupy. Patrząc na to, co i ile ludzie wkładają do koszyków, trudno powiedzieć by był jakiś kryzys. Ale nie o tym miałam pisać :)

Przechadzam się między sklepowymi półkami wraz z koleżankami, gdy nagle nasz wzrok pada na stoisko rybne. 
Widziałam już filmy w gazetach i tabloidach, filmy w koszach na środku supermarketu w dziale promocja. Widziałam nawet filmy dodawane w paczce podpasek Always.
Ale tego jeszcze nie widziałam:



Tak więc moi Drodzy, jeśli najdzie Was ochota na śledzie Lisnera, to jako dodatek dostaniecie film - za dość przystępną cenę, według jednego supermarketu. 
Ciekawe co by na to powiedział Woody Allen? Ja tego nie ogarniam...

1 lutego 2013

W kilku słowach...

Chwilowy brak aktywności został spowodowany nowym serialem. Nadrabiam go hurtowo, więc pisanie zeszło na dalszy plan (ale nie bardzo daleki). Jak tylko skończę pierwszy sezon, to coś o nim napiszę. Teraz kilka słów o filmach, które jakiś czas temu widziałam. Jest tylko jedna produkcja z oscarowego wyścigu, bo nie mam w zwyczaju oglądać na bieżąco nominowanych filmów. Choć jeszcze jeden wyjątek zrobię.


Zapaśnik (2008)

Zmusiłam się by obejrzeć ten film. Nie lubię patrzeć na wrestling, ale ciekawiła mnie rola Mickeya Rourke'a. Przymykając oczy w scenach walk, wytrzymałam jakoś te dwie godziny i przyznam szczerze, że nie jestem jakoś specjalnie zachwycona. Zobaczyłam film, który ma kilka bardzo dobrych scen. Prosta historia o człowieku, który ma pasję i poświęca dla niej dosłownie wszystko, a kiedy zostaje mu ona odebrana pozostaje z niczym. Co więc w takiej sytuacji zrobić? Spróbować żyć dalej czy wrócić za wszelką cenę na krótką chwilę triumfu? Bohater dokonuje wyboru, ale tylko od nas zależy jak to zinterpretujemy. Cały film dźwiga na barkach Mickey Rourke. Nikt inny nie pasował mi bardziej to tej roli. Powrócił do aktorstwa w niezłym stylu.
Ocena: 7/10



Brytyjczycy nabijają się z amerykańskiego kina akcji. Fabuła jest (pozornie) prosta. Najlepszy policjant w Londynie - Nicholas Angel, dostaje awans i otrzymuje przydział w spokojnym miasteczku Sandford. Główna przyczyna to zawstydzanie innych kolegów z komisariatu. Na prowincji kompletnie nic się nie dzieje. Do czasu. Nagle dochodzi do serii morderstw, a wszyscy twierdzą, że to zwykle wypadki, nie mające znaczenia. Odkrycie prawdy okaże się mocno skomplikowane.
Oglądając ten film nieźle się ubawiłam. Szybkie tempo, niezły montaż i szalony, makabryczny wręcz humor. Plus świetny duet Simon Pegg/Nick Frost.
Ocena: 7/10



Z oceną tego filmu miałam spory problem. Głównie ze względu na jego tematykę, która na razie jest zupełnie obca - kryzys w małżeństwie, które trwa ponad trzydzieści lat. Na początku film był zabawny, ale kiedy Kay i Arnold trafili na terapię, nie śmiałam się zbyt często. Byłam raczej zażenowana i miałam wrażenie, że podglądam rodziców, którzy mówią o swoich intymnych problemach. Z drugiej strony twórcy poruszają ważną kwestię dotyczącą współczesnych związków, gdzie króluje dewiza: lepiej się poddać niż walczyć. Chcą się jej przeciwstawić, pokazując że warto spróbować i jeszcze raz dać szansę drugiej osobie, bez względu na pojawiające się przeszkody. A jest ich nie mało.
Film powinien reklamować znany demotywator: kiedyś jak coś się psuło, to się to naprawiało, a nie wyrzucało do kosza. O tym trzeba pamiętać, bez względu na wiek.
Ocena: 6/10


Gran Torino (2008)

Ten film ogląda się głównie ze względu na ostatnią aktorską rolę Clinta Eastwooda. Sama historia nie jest zbyt odkrywcza, ale pokazana w całkiem nowy sposób. Walter Kowalski to zgorzkniały typ, pełen złych cech. Ma uprzedzenia, klnie i nie warto z nim zadzierać. Nie lubi swoich sąsiadów-emigrantów, są dla niego złem koniecznym. Ale z nimi nie walczy. Kiedy przez przypadek im pomaga, nawiązuje się dziwna przyjaźń. Okazuje się bowiem, że więcej go łączy z sąsiadami niż własną rodziną. Nie ma tu porywającej akcji, ale fabuła wciąga - co jest dużą zasługą gry Eastwooda. Początkowo zachowanie i życie bohatera wywołuje śmiech, potem z ciekawością obserwujemy zmiany w jego zachowaniu, a na końcu kręcą się łzy. Nie spodziewałam się takiego zakończenia. Zakończenia bez dużego rozlewu krwi, ale za to pełnego poświęcenia w imię przyjaźni. Długo siedziałam gapiąc się na napisy końcowe.
Ocena: 8/10



Nie bardzo wiem jak mam ten film zrozumieć. Jest dla mnie dziwny, trochę niejasny. I jakoś mnie na duchu nie podniósł. Chodziło o życie na marginesie? O życie na wolnej ziemi, z dala od cywilizacji? O życie po katastrofie? A może główną osią fabuły była dziwna relacja ojca i córki? Biegnące bestie są prawdziwe czy to tylko metafora? Żadne klarowne odpowiedzi nie przychodzą mi do głowy. Podziwiam tych, którzy doszukali się czegoś w tym filmie. Ja jedynie doceniam muzykę i małą Quvenzhané Wallis. Choć jest urocza, to nominacja jest trochę na wyrost.
Ocena: 6/10


Big Lebowski (2008)

Film totalnie zakręcony. Nie wiadomo co się do końca dzieje, ani dlaczego tak się dzieje, ale chyba nie ma to żadnego znaczenia. Historia Jeffa Lebowskiego, znanego jako "Koleś", ma nam pokazać, że nie mam przymusu uczestniczenia w codziennym "wyścigu szczurów" do kariery, do bycia lepszym od innych. Koleś woli proste życie, a jego motto brzmi: "idź przez życie powoli, abyś się nie przemęczył". Kiedy przez przypadek zostaje wciągnięty w dziwną intrygę, próbuje z tego wyjść własnie w najprostszy sposób. Niestety nie udaje mu się to, głównie z powodu najlepszego przyjaciela Waltera Sobchaka, który spokojny raczej nie bywa. Koleś zmuszony jest więc przeżyć szalone przygody, by wrócić do tego, co lubi najbardziej, czyli do trawki, muzyki i kręgli.
Big Lebowski to film dość specyficzny, ale warty obejrzenia. Ma niezłe teksty, kilka świetnych scen i rewelacyjny duet Jeff Bridges/John Goodman.
Ocena: 8/10



Nie oszukujmy się, gdyby nie Jack Sparrow, ten film by nie powstał. Fabuła głównie opiera się na tej własnie postaci, gubiąc gdzieś po drodze resztę. Nie ma już tego klimatu, który towarzyszył poprzednim filmom, co pewnie jest wynikiem zmiany reżysera. Rob Marshall nie przeskoczył poprzeczki, jaką ustawił Gore Verbinski. Przyjemnie było wrócić do świata karaibskich piratów, ale to nie jest już to samo. Nie pomógł nawet hiszpański akcent Penélope Cruz.
Ocena: 5/10

Źródło zdjęć: Filmweb.pl