24 maja 2013

W kilku słowach...

... o hiszpańskich produkcjach.



Ten film ostatecznie przekonał mnie, że historie opowiadane przez Guillermo del Toro są kompletnie nie dla mnie. Oglądając go cały czas przychodził mi na myśl Labirynt fauna. Oba filmy są do siebie trochę podobne. Fabuła dotyczy dziecięcego bohatera, który jest zwykle mądrzejszy od otaczających go dorosłych, oni sami zaś albo są podli albo zajęci własnymi sprawami, a kraj jest ogarnięty jakąś wojną. W Kręgosłupie diabła jest świat duchów, który chce zemsty za wyrządzone za życia krzywdy. Akcja dzieje się w sierocińcu na pustyni, co ma jeszcze bardziej potęgować dramatyzm sytuacji.
Po obejrzeniu nie mam żadnych refleksji, są tylko chaotyczne myśli dotyczące kilku dobrych scen. Estetyka w jakiej lubuje się reżyser mi się nie podoba i nie czułam się też specjalnie przerażona. Nie chcę do niego więcej wracać.




Na czwartym piętrze szpitala mieści się oddział onkologiczny, gdzie przebywają mali pacjenci ze zdiagnozowanym rakiem kości. Pacjenci poruszający się na wózkach, będący w czasie chemioterapii, przed lub po amputacji kończyn. Głównymi bohaterami filmu są czterej chłopcy: Miguel Ángel, Izan, Dani i Jorge, którzy wprowadzają widza w ich codzienne, szpitalne życie. I nie jest to wcale życie nudne. Sami o sobie mówią, że "nie są kalekami, ale karatekami". Mimo trudnej sytuacji zachowują się tak, jak ich wiek przystało. Robią głupie żarty lekarzom i pielęgniarkom (scena ze zdjęciem rentgenowskim - rewelacja), wymieniają się potajemnie posiłkami, organizują wyścigi na wózkach, wymykają się w nocy na schadzki i opalają się na dachu szpitala. To jest ich sposób na namiastkę normalności, bo nie wiedzą, co przyniesie kolejny dzień, ile jeszcze cierpienia będą musieli znieść. To co mi się podoba w tym filmie, to świetne wyważenie elementów dramatu i komedii. Nie ma tu moralizatorstwa, patosu czy drwiny. Ten film ma nas skłonić do refleksji, pokazać nam, że nawet gdy człowieka dotyka cierpienie, to warto spróbować poszukać chociaż małej dawki optymizmu. To jeden z tych filmów, które warto nadrobić.




Ten film mnie zaskoczył. Po pierwsze dlatego, że idzie całkiem w innym kierunku niż wskazuje opis, a po drugie zostawia sporo pytań, na które widz sam musi sobie odpowiedzieć. Laura została porwana i zamknięta w jakimś dużym pomieszczeniu. Ogląda film, na którym jej oprawca - Ramon przyznaje się zabicia kobiety. Potem Ramon proponuje jej grę w słowa. Jeśli wygra to będzie wolna, a jak przegra to straci oko. Laura się zgadza, a potem robi błąd... Nie ma tu jednak rozlewu krwi, jak można by przypuszczać. Okazuje się, że cała sytuacja jest specjalnie zaaranżowana, bo Ramon zna Laurę. Dość dobrze... Im dalej ogląda się ten film, tym więcej pojawia się pytań. Sytuacja co chwilę się zmienia, nie wiadomo co jest prawdą, a co kłamstwem. Sceny w pomieszczeniu są przemieszane z akcją policji, która szuka Laury i przesłuchuje Ramona, jako głównego podejrzanego. Tak więc widz dowiaduje się, że scena porwania zdarzyła się dużo wcześniej i o niej opowiada Ramon śledczym. Tyle że ciągle coś się nie zgadza. Film kończy się w dość szokujący sposób i ciężko taki finał przewidzieć. Myślę, że warto ten film zobaczyć, ale jest to seans na raz.



Diego jest lekarzem pracującym w szpitalu, który ma niesprecyzowane wewnętrzne rozterki i ogólnie mało angażuje się w sprawy swoich pacjentów. Z tego właśnie powodu zostaje nieprzypadkowo postrzelony, by móc to zmienić. Otrzymuje dar. Niestety wiążą się z tym konsekwencje, które ciężko będzie mu zaakceptować... Ciekawy film. Trochę zaplątany, ale powoli spirala wydarzeń się rozkręca, tworząc spójną całość. Wszyscy bohaterowie filmu są ze sobą w jakiś sposób powiązani, choć nie wszyscy się znają. Niektórzy zarzucają filmowi przewidywalność. Trochę mnie to dziwni, bo skoro dowiadujemy się jakie są konsekwencje tego daru, to wiadomo jaki los może spotkać głównego bohatera. Bo ma on wybór - pytanie tylko, co zrobi. Jego decyzja zmieni życie wielu osobom. W czasie oglądania kilka rzeczy mi się nie podobało, ale są to zbyt duże szczegóły, by o nich pisać. Najbardziej podobała mi się koniec filmu - opowiedziany bez słów, bez wyjaśnienia, jakby pozostawiony w kwestii widza.

Źródło zdjęć: www. filmweb.pl

5 komentarzy:

  1. Nigdy nie oglądałam tych filmów, jakoś mam trudność z kinem europejskim. A najgorsze, że jak się człowiek zrazi jednym filmem, to później myśli, że wszystkie są złe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja powoli nadrabiam kino europejskie, ale to będzie długa droga :) Nie zraziłam się jednym filmem Guillermo del Toro. Widziałam kilka jego produkcji, ponieważ wiele osób je chwali. Próbowałam znaleźć w nich coś, co mi się spodoba, ale się nie udało.

      Usuń
  2. Oglądałam tylko 4. Piętro i jestem pod wrażeniem, pozostałe produkcje muszę jeszcze nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No muszę powiedzieć, że mnie trochę 'zagięłaś', bo nie widziałam żadnego z tych filmów. Który z nich najbardziej polecasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej polecam Ci obejrzeć "4.piętro" - to film z kategorii tych, do których chętnie się wraca. Niezły jest też "Inny", choć ma średnie opinie.

      Usuń