30 maja 2013

Z muzycznego katalogu

30 Seconds to Mars - "Love Lust Faith + Dreams"

www.empik.com
Długo wyczekiwany czwarty album Marsów podzielił fanów. Tak przynajmniej wynika z wypowiedzi, jakie przeczytałam w Internecie. Sama płyta zbiera dość pozytywne recenzje, a w Polsce ma już po tygodniu status Złotej Płyty. Mimo to fani nie są zadowoleni. Bo niby to już nie ten sam zespół, bo wybrali komercję, bo zapomnieli czym jest 'prawdziwa' muzyka... itp. Czytam i mam wrażenie, że gdzieś to już było. Ach tak, przy okazji premiery poprzedniego krążka This Is War. Też poszli w stronę komercyjną i już nigdy nie nagrają niczego, co będzie brzmiało jak A Beautiful Lie. Najwyraźniej nie są to oddani fani, bo inaczej wiedzieliby, co na ten temat mówi zespół:

„Prawdziwi "Believers" wiedzą, że nigdy nie nagramy dwa razy tego samego albumu. Pragnę odkrywać nowe terytorium [...]. Niektórym ludziom czasami trudno pogodzić się ze zmianami. Zawsze znajdą się osoby, które w kółko chcą słuchać tego samego albumu, ale mnie to nie interesuje, nigdy tego nie zrobię.” -  Jared Leto (Music Feeds, Australia, kwiecień 2013)

Gdyby nagrali kolejny, bardzo podobny brzmieniowo krążek, to pewnie dostałoby się im za to, że nie potrafią stworzyć czegoś innego. Ech, ciężko jest zadowolić wszystkich. Warto jednak pamiętać, że żaden artysta nie tworzy muzyki z myślą, czy to się spodoba jego fanom. Zawsze można nie słuchać i nie wygłaszać w kółko tego samego zdania.

Nowy album jest, cóż... trochę inny, jakby lżejszy stylem, ale nadal w duchu marsowych dźwięków. Musiałam go przesłuchać kilka razy, by się do niego całkowicie przekonać. Nie spodziewałam się, że zastanę tu elektroniczne dźwięki, orkiestrę i skrzypce. Singlowe Up In The Air było dla mnie wielkim zaskoczeniem i początkowo myślałam, że cała płyta będzie w podobnym tonie. Włączyłam i słucham.

Początek to orkiestrowe Birth, gdzie skrzypce idealnie łączą się z perkusją. Potem jest mocniejsze uderzenie i Conquistador - tutaj słychać mocną gitarę i chór fanów, który pojawia się w dalszych utworach. Kolejny to Up In The Air - kawałek, który jakoś mi nie pasuje do całej płyty, ma trochę taneczny wydźwięk. Tutaj następuje chwilowe wyhamowanie i słucham spokojnego City of Angels, by zaraz potem genialny wstęp na skrzypach rozpoczynał jeden z moich ulubionych utworów na płycie: The Race. Zaraz po nim jest cudowne End of All Days, to zdecydowanie mój numer jeden. Następny utwór to bardzo oryginalny Pyres of Varanasi, który jest mieszanką indyjskich klimatów i elektroniki. Kolejne kawałki: spokojny i trochę ubogi tekstowo Bright Lights nie przypadł mi zbytnio do gustu, lubię natomiast energetyzujący Do or Die, ma świetny początek. Ostatnie utwory z płyty mniej mi się podobają. Convergence jest w całości instrumentalny i zagrany jakby na jedną nutę, przez co jest nudny. Northern Lights to bardzo mroczny kawałek i jest zapowiedzią końcowego Depuis Le Début, który składa się z trzech części: najpierw złowieszczy głos śpiewa "There will be blood", potem pojawia się motyw jak z Pyres of Varanasi, a na końcu pozytywka gra motyw z "Jeziora łabędziego" Czajkowskiego. Ostatnie dźwięki przypominają kołysankę.

Wyłączam płytę. Ale mam ochotę włączyć ją raz jeszcze. Bo mimo zmian, to dobra płyta, która po jakimś czasie się obroni. Jestem ciekawa jak będzie brzmieć na koncertach i w wersji akustycznej. Bo Marsi bardzo dużo koncertują. Dlatego też w tych piosenkach jest dużo zwrotów, typu: "hey", "o-o-o-u-u". Te partie są przeznaczone dla publiczności, która przez to staje się częścią utworu, a jej głos instrumentem.

Nie znam się na recenzjach muzycznych, to pierwsza jaką w życiu napisałam. Powstała pod wpływem chwili, bo chciałam uporządkować myśli. Nie wiem czy ktoś z czytających słucha 30 Seconds to Mars, ale może komuś spodoba się jakaś piosenka. Wystarczy kliknąć na tytuł. Ja tymczasem wracam do czytania książki.

3 komentarze:

  1. Fajna recenzja :) This is war było mają pierwszą płytą Marsów i bardzo przypadła mi do gustu, nowej jeszcze nie słuchałam, ale po tym co napisałaś chyba od kogoś pożyczę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja już od kilku lat kompletnie porzuciłam ten zespół. Nie wiem czy to kwestia dojrzewania, czy po prostu zmiany gustu muzycznego. Dla mnie "This is war" było w wielu miejscach podobne do U2 i choć nie przeszkadzało mi to by pójść na koncert (to było chyba 4 lata temu jak ten czas leci), w tej chwili zespół jest mi raczej obojętny. Cóż, bywa i tak;).

    OdpowiedzUsuń
  3. bardzo chciałabym lubić zespół Jareda, ale tak jak pisze suzarro, też jest mi on w tej chwili obojętny. Nie trafia do mnie ta muzyka. Natomiast jeśli chodzi o to co pisałaś na początku, że zdania fanów są podzielone, to tak jest niemal zawsze, w przypadku każdego zespołu. Bardzo mnie to irytuje.

    OdpowiedzUsuń