10 czerwca 2013

Pierwszy film noir

Film, który zapoczątkował jedno z najważniejszych zjawisk kina światowego lat 40. i 50. Czerń tego nurtu odnosi się nie tylko do strony wizualnej, opartej na ekspresjonistycznych efektach światłocienia, ale także do fabuły, która charakteryzuje się posępną aurą i cynizmem, a tematem przewodnim jest zbrodnia, zdrady i klęska postaci. Jednym z podstawowych źródeł filmu noir jest powieść kryminalna, ale inna niż te, które pisali A. Christie czy A. P. Doyle. Tutaj głównym bohaterem jest prywatny detektyw, który dobrze zna się na tym co robi, nie przebiera w środkach, by rozwiązać sprawę, jest bezwzględny i interesuje go tylko wysokość honorarium. Takim bohaterem jest Sam Spade, którego na papierze stworzył Dashiell Hammett, a na ekranie wykreował Humphrey Bogart.


Detektywi Sam Spade i Miles Archer zostają zaangażowani przez panią O'Shaughnessy do poszukiwań niejakiego Freda Thursby'ego, który rzekomo zniknął z jej siostrą. Wkrótce Archer ginie w tajemniczych okolicznościach, a niedługo później zostają znalezione zwłoki Thursby'ego. Spade próbuje sam wyjaśnić te morderstwa. Okazuje się, że zleceniodawczyni nie jest osobą, za którą się podawała. A jej prawdziwym celem jest odnalezienie sokoła maltańskiego - bezcennej XVI-wiecznej statuetki.

[źródło opisu: www.filmweb.pl ]

Ten film wymaga od widza dużego zaangażowania. Ilość informacji, jakie otrzymuje Spade podczas prowadzenia śledztwa jest tak duża, a tempo ich pojawiania się zbyt szybkie, by oglądający dążył je świadomie przyswoić i spróbował racjonalnie wyjaśnić zagadkę. Ma to jednak swój cel. Chodzi o stworzenie gęstej atmosfery, stanu ciągłego zagrożenia, bo nie wiadomo co za chwilę się wydarzy. Taka atmosfera to główny atut filmu. Akcja głównie dzieje się w ciasnych, zamkniętych pomieszczeniach, które są oszczędnie oświetlone. Samo napięcie nie jest jednak obecne cały czas. Początkowe minuty filmu nużą, jest więcej gadaniny i można się trochę pogubić. Potem akcja nabiera tempa, jednak gdzieś w natłoku wydarzeń gubi się kilka elementów, jak choćby w scenie, gdzie Spade otrzymuje tytułowego sokoła. Jak i dlaczego tak się stało, tego do tej pory nie wiem.

Główne skrzypce gra tu bez wątpienia Humphrey Bogart. Stworzył ciekawą postać detektywa, który działa według własnych zasad, przy czym drwi z policjantów. Z jednej strony jest opanowany i wydaje się że ma nad wszystkim kontrolę, ale z drugiej popełnia dość głupie błędy, który musi szybko naprawić. Nie jest jednak postacią pozytywną, jak by się mogło wydawać. Dba wyłącznie o swoje interesy, nie przebiera w środkach jeśli prowadzi jakąś sprawę. Jest sprytny i wie jak zadawać ciosy.

Sokół Maltański to film nie tylko o detektywie, to film o ludziach, których omamiła chęć zdobycia bogactwa i władzy. Nie cofną się przed niczym, by zdobyć to czego szukają. A szukają do upadłego. Wspomina o tym Gutman - skoro tyle lat poszukuje tak bezcennej statuetki, to nie ma znaczenia czy poczeka jeszcze rok lub dwa. Jego plany krzyżuje Spade, ale pewnie za jakiś czas pojawi się ktoś inny z podobnym marzeniem, ktoś kto jest naiwny, nie ma skrupułów by się wzbogacić kosztem innych.    

Czy warto sięgnąć po ten film? Myślę, że tak, choćby po to by poczuć tę gęstą atmosferę niepewności, która do dziś jest wykorzystywana kryminałach.

10 komentarzy:

  1. Widziałem ten film kilkakrotnie na Polonii 1, gdzie jakość filmu nie była najlepsza, a w dodatku dialogi czytał irytujący lektor. Dialogów jest sporo, więc tym bardziej było to wkurzające. Być może dlatego nie zaliczam go do ulubionych filmów noir, ale szanuję jako pionierskie dzieło, które zapoczątkowało ciekawy nurt, będący odzwierciedleniem ówczesnych czasów - brutalnych i cynicznych. Tocząca się wówczas II wojna światowa z pewnością miała wpływ na rozwój "czarnego kina".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znam mało filmów noir. Ten był ciekawy, ale chyba na jeden raz. Inne przykłady mile widziane :) Poza tym chciałabym kiedyś nadrobić filmografię Humphrey Bogarta. Jak

      Usuń
    2. Humphreya Bogarta zaliczam do najlepszych aktorów starego kina, ale w mojej najlepszej trójce filmów noir nie ma jednak filmów z jego udziałem. Te filmy to "Bannion" (1953) Fritza Langa, "Listonosz zawsze dzwoni dwa razy" (1946) Taya Garnetta i "Podwójne ubezpieczenie" (1944) Billy'ego Wildera.
      Najlepszy z Bogartem jest według mnie "Wielki sen" (1946) Howarda Hawksa. Świetną rolę zagrał też w innym filmie Hawksa "Mieć i nie mieć", choć można w tej roli zauważyć podobieństwa do postaci z "Casablanki". Z pewnością warto też zobaczyć oscarową kreację Bogarta w "Afrykańskiej królowej". Niezła jest też komedia "Sabrina", w której Humphreyowi partnerowała Audrey Hepburn.

      Usuń
    3. Ja lubię Humpy'ego w "Bunt na okręcie", sam film również moim zdaniem jest super.
      Warte uwagi są też filmy neonoir :)

      Usuń
    4. Tak, widziałem. I zgadzam się, rola Bogiego jak i sam film - bardzo dobre.
      Neonoiry też lubię, moim faworytem w tym gatunku są "Tajemnice Los Angeles".

      Usuń
    5. Widziałam trochę filmów neo noir - choć sama nazwa mi się jako nie podoba.
      Widzę, że mam trochę filmów do nadrobienia. Dzięki za tytuły :)

      Usuń
  2. Pisałan niedawno o nim :) uwielbiam te klimaty i H. Bogarta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam :) Chyba nawet widziałyśmy go w podobnym czasie :)

      Usuń
  3. Pamiętam, że oglądałam ten film jakiś czas temu i zrobił na mnie dość spore wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
  4. O, jak ja uwielbiam filmy noir! Zwłaszcza te z Bogartem - jeden z moich ulubionych aktorów. Swoją drogą, Humphrey nie należy raczej do najprzystojniejszych (chociaż to też oczywiście kwestia gustu), zresztą musiał nosić buty na obcasie, żeby dorównać swoim partnerkom wzrostem podobno, a jednak na ekranie widzi się go zupełnie inaczej. :)
    "Wielki sen", gdzieś wyżej wymieniony jest rewelacyjny, "Mieć i nie mieć" nieco mniej mi się podobał, ale warto zobaczyć. Zresztą to był pierwszy film z serii Bogart-Bacall, które bardzo lubię, Humphrey i Lauren byli świetną parą na ekranie, w życiu zresztą też.
    A "Sokół maltański" lubię, lubię. No i słynne "The stuff that dreams are made of." ;)

    OdpowiedzUsuń