21 lipca 2013

Miszamasz # 6

W telegraficznym skrócie.


W życiu bym nie pomyślała, że nie znajdę czasu na kino, książki i pisanie. Nie na tak długo. Zaczęło mnie to przerażać, zwłaszcza gdy uświadomiłam sobie, że ponad miesiąca nie widziałam żadnego nowego filmu. Jednak filmowy głód jest ciężki do zniesienia. Aby to zmienić, muszę powiedzieć o tym publicznie, bo przekonywanie samej siebie nie dało żadnych rezultatów :)

Ostatnio widziałam cudowny Piękny umysł. Napisałam nawet o nim notkę, której nie zapisałam. I od tamtej pory nic. Zrobiłam za to listę filmów, jakie chciałabym zobaczyć i podzielić się wrażeniami. I nie są to amerykańskie produkcje :)

Z seriali jestem na bieżąco tylko z Żoną idealną. Miałam też nadrobić czwarty sezon Glee, ale informacja o śmierci Cory'ego Monteitha mnie do tego zniechęciła. Nie jestem w stanie pojąć dlaczego doprowadził swoje życie do tak smutnego finału. Iść do piachu w wieku trzydziestu paru lat? I to na własne życzenie?
Próby obejrzenia trzeciego sezonu Gry o tron też spełzły na niczym, ponieważ koleżanka przez przypadek zdradziła mi zakończenie sezonu. I przeszła mi ochota na oglądanie :/

Zaczęłam za to czytać zachłannie książki. Przy moim obecnym trybie życia jedna tygodniowo to duży sukces. Mam nadzieję, że tę liczbę zwiększę w sierpniu. Obecnie zabieram się za ostatnią część twórczości pseudo pisarki E.L. James - "Nowe oblicze Greya". Trzeba sobie podnieść statystykę blogową ;)

Poza tym w kolejności do przeczytania w najbliższym czasie czekają:


"Kosogłos" Suzanne Collins - najnowszy nabytek, aż mnie zżera ciekawość, to się dalej wydarzy.

"Poradnik pozytywnego myślenia" Matthew Quick - najnowszy nabytek numer dwa. Bardzo mi się film podobał, a podobno książka jest o wiele lepsza.

"Dom na placu Waszyngtona" Henry James - zapomniałam o tej książce, ale ostatnio odkryłam, że na jej podstawie został nakręcony film Plac Waszyngtona, z bardzo ciekawą obsadą. Więc trzeba nadrobić.

"Trafny wybór" J. K. Rowling - nie mogę się zabrać za tę książkę, choć stoi na półce i przyciąga mój wzrok. Ale muszę to w końcu nadrobić, bo za jakiś czas dojdzie kolejna pozycja to czytania: pani Rowling napisała powieść The Cuckoo's Calling, pod pseudonimem Robert Galbraith.

Tyle na dziś. Jutro zabieram się za pisanie recenzji "Gwiezdnego pyłu". Wiele razy widziałam film, ale po raz pierwszy przeczytałam książkę. I naszły mnie ciekawe wnioski.

8 lipca 2013

Wybuchu nie było...

"Bomba, czyli alfabet polskiego szołbiznesu" Karolina Korwin Piotrowska 

www.empik.com
Bomba już tyka... Kto powinien się bać? - to pytanie jest chyba najgorszym chwytem reklamowym wymyślonym przez wydawcę. Nie ma żadnego związku z wymową książki z dwóch powodów. Po pierwsze nie ma tu ostrego ataku na show-biznes, który zmienia większość pojawiających się w nim ludzi. Jest to raczej subiektywna opinia o osobach, którzy w mniejszym lub większym stopniu w tym biznesie funkcjonują. Po drugie, wypowiedzi autorki bardzo często można usłyszeć i przeczytać, więc ciężko jest się bać opinii, która gdzieś już się pojawiła.

Trudno jest mi ocenić tę książkę. Bardzo lubię Karolinę Korwin Piotrowską. Jest świetnym obserwatorem, ma trafne osądy i ogromną wiedzę filmową, nie przejmuje się opinią innych i robi swoje. Byłam ciekawa w jaki sposób opisze show-biznes, do którego zwykli ludzie nie mają dostępu, a to co widzą jest tylko ładnym, sztucznym obrazkiem. Myślałam, że obedrze ten medialny świat z całej cukierkowości, w końcu jest dziennikarką z gatunku tych jadowitych. Niestety, zrobiła to tylko w małej części i po lekturze czuje się niedosyt.

To, co zasługuje na wielki plus, to fakt jak trafnie skomentowała pracę stylistów i projektantów, agentów gwiazd, miodowych blogerek. Skrytykowała używanie botoksu, wciąganie do medialnego świata dzieci, brak używania inteligencji i poczucia humoru. Wielu z tych spraw przeciętny widz mógł tylko domyślać, teraz ma potwierdzenie od osoby, która to widzi na co dzień. Brawo.

Inną dobrą stroną książki jest to, że czytając ją, zapisuje się tytuły filmów i spektakli do obejrzenia lub sprawdza w internecie teledyski lub fragmenty występów, które przytacza autorka przy danej osobie. Karolina Korwin Piotrowska to, w tym temacie, skarbnica wiedzy o filmie i muzyce. Dzięki temu zdałam sobie sprawę, jak mało widziałam polskich filmów i  powinnam się tego wstydzić. Lista wypisanych przeze mnie tytułów jest spora i przydałoby się ją najszybciej nadrobić. Jest jeszcze subiektywne kalendarium 1989-2012, które pokazuje zmiany w polskiej kulturze (i stąd też można wyciągnąć kilka interesujących tytułów). Bardzo fajnie napisane.

Są też wady, które w pewnym momencie przyćmiły mi zalety książki. Po pierwsze zestawienie wszystkich osób. Czytając je można odczuć podział na kilka grup:
- na osoby, które chronią swoją prywatność i znamy je głównie z ich osiągnięć na tle zawodowym;
- na osoby, które upubliczniają swoje życie, chodzą na każde możliwe imprezy i robią sesje do kolorowych magazynów;
- na debiutantów, którzy mają potencjał i już udowodniają, że wiedzą jak działa cały mechanizm;
- na osoby, które Karolina Korwin Piotrowska zna osobiście i nie powoli powiedzieć złego słowa.

Brakuje tu obiektywizmu i mocnych słów pod adresem kilku osób. Poza tym mało jest informacji zza kulis, a podawane fakty już gdzieś były usłyszane. Z alfabetu najwięcej dowiadujemy się o samej autorce. I nie mam tu na myśli wstępu, który informuje nas o tym, że książka może być ponad siły czytelnika. W trakcie opisywania osób, dowiadujemy się o tym, co Karolinę Korwin Piotrowską ukształtowało, co lubi słuchać, z kim jej się najlepiej rozmawia i kto jej pomógł, choć się tego nie spodziewała. Te osobiste wstawki mają jednak swój plus - widzimy znane osoby, z zupełnie innej strony.

Jednak największą wadą tej książki jest język. Ja bym to nazwała "totalną maskarą". Jest za bardzo potoczny. Nie wymagam, by był to tekst literacki - nie pasowałby do tematyki, ale przeszarżowanie i brak redakcji tekstu nie pomagają w czytaniu. W notce o Niekrytym krytyku, który napisał książkę, czytamy: "pisze rzeczywiście gorzej, niż mówi". To samo bym powiedziała o stylu Karoliny Korwin Piotrowskiej. Świetnie się jej słucha, ale o wiele gorzej czyta. W tym wypadku lektura książki od deski do deski jest małą tortura dla czytającego, ponieważ co chwila powtarzają się te same argumenty, sformułowania, zwroty. Nie potrafię zliczyć słówek: kupczyć, piar, powala, konia z rzędem temu, obcyndalanie się, czy ulubiononego "przysłowia": gdzie rabotujesz, tam mnie bzykajesz. To razi, ale ma też mały plus, bo jest to dowód na to, że pisała to sama K.K. Piotrowska, a nie jakiś ghostwriter.

Podsumowując. Z jednej strony to skarbnica wiedzy o polskiej kulturze dla takich lekkich ignorantów jak ja. Pod tym względem często będę do niej zaglądać, by sprawdzić, co warto obejrzeć. Z drugiej strony mimo, że książkę bardzo szybko się czyta, męczy język. Ja tego strasznie nie lubię, bo mnie to odrzuca od lektury (plus ilość spolszczonych angielskich słówek - choć może to zabieg celowy). Jeśli więc zdecydujecie się przeczytać alfabet show-biznesu, zróbcie to wyrywkowo. Powtórzenia nie będą tak drażnić.