25 listopada 2013

Irytujący efekt 3D

Zwykle unikam technologii 3D idąc do kina. Wybieram filmy nakręcone w sposób normalny, bez zbędnego efekciarstwa. Niestety teraz większość kin pozbawia widza wyboru, w jakim formacie chce zobaczyć dany film.


14 listopada 2013

Z serii do czytania - Pan X

Po dłuższej przerwie znów się spotykamy, Drogi Czytelniku. Nasza ostatnia wyprawa nie doszła do skutku, bo straciłam Pana X z oczu. Był nieuchwytny przez miesiąc. W końcu udało mi się go odnaleźć w jednym z biur podróży, gdzie załatwiał większy wyjazd na konferencję. Jest więc okazja, by zobaczyć piękne krajobrazy i pokój Pana X.


Mamy około dwudziestu minut, by zobaczyć jak wygląda pokój hotelowy Pana X, zanim wróci ze spotkania i zacznie się pakować na wyjazd. Wszystko jest zaplanowane: wejście do hotelu, niezauważalne ominiecie recepcji, wdrapanie się po schodach na dziewiąte piętro (panowie obsługujący windy zadają zbyt dużo pytań), znalezienie i dyskretne wślizgnięcie się do pokoju. Pytasz mnie jak się do tego pokoju dostaniemy. Znam kod do drzwi - przyjrzałam się, kiedy Pan X go wpisywał. W tym hotelu nie ma już kart magnetycznych, bo goście mieli w zwyczaju je gubić lub zostawiać w pokojach. Teraz mają problem z zapamiętaniem ciągu pięciu cyfr. Uśmiechasz się, ale widać w Twoich oczach niepewność. Nie martw się, Drogi Czytelniku, to będzie szybka akcja i nikt nie zauważy naszej obecności, jeśli będziemy działać zgodnie z planem. Taką mam nadzieję....

4 listopada 2013

Dziennik Bridget Jones? Tylko ten filmowy.

Nigdy nie rozumiałam fenomenu "Dziennika Bridget Jones". W liceum większość moich koleżanek była zachwyconą książką. Ja przebrnęłam tylko przez kilka stron, po czym stwierdziłam że mając 16 lat nie jestem w stanie zrozumieć problemów trzydziestoletniej kobiety. Nie wróciłam do lektury aż do teraz. I mimo że dziś bliżej mi do wieku Bridget, to nadal nie przemawia do mnie ta książka. Kolejna próba zrozumienia tego fenomenu zakończyła się fiaskiem.

To miała być lekka, przyjemna lektura, pełna humoru i prawd z życia niejednej kobiety. Ostatecznie się wynudziłam, czasem nie mogłam przebrnąć przez niektóre rozmowy bohaterów (m.in. Toma i Sharon), zaśmiałam się jakieś trzy razy i miałam ochotę rzucić książką gdy na pojawiają się matka głównej bohaterki.

Zapiski Bridget są czasem tak durne, że mam wrażenie jakby pisała je nastolatka w okresie dojrzewania. Bridget ma jeden schemat zachowań: solidne postanowienie, próba wytrwania, potem złamanie się i kilkustronicowe biadolenie dlaczego tak się stało - zakończone nadzwyczajnym zebraniem przyjaciół. Gdzieś tam po drodze jest jej codzienne życie, które też jest takie, jak być powinno.

Owszem są wspomniane problemy, z jakimi zmagają się kobiety - wpływ kultury na wygląd, wiek, pozycję społeczną, sprawy seksualne, diety itp. Ale to wszystko gdzieś znika, gdy czyta się o irytującym zachowaniu i myślach bohaterki.

Nie chcę więcej wracać do tej książki. Za to o pewnie nie raz obejrzę film. To jeden z nielicznych wyjątków, gdzie wolę ekranizację niż książkę. Mimo że sporo fabuła mocno różni się od treści książka, to efekt końcowy jest o wiele lepszy. Oglądając film nie raz się zaśmiałam. Nie musiałam oglądać i słuchać idiotycznych zachowań matki Bridget, było o wiele więcej Marka Darcy'ego (w książce tylko co jakiś czas się pojawia, a szkoda) i filmowa Bridget jest zabawniejszą postacią, niż jej pierwowzór literacki. Nie przepadam za Renée Zellweger, ale ona sprawiła, że z chęcią wracam do filmu.