25 listopada 2013

Irytujący efekt 3D

Zwykle unikam technologii 3D idąc do kina. Wybieram filmy nakręcone w sposób normalny, bez zbędnego efekciarstwa. Niestety teraz większość kin pozbawia widza wyboru, w jakim formacie chce zobaczyć dany film.


Ostatnio wybrałam się do kina na najnowszego Thora. Nie spodziewam się, że kontynuacja może być tak udana. Świetnie się bawiłam i pewnie nie raz do niego wrócę, zwłaszcza że Thor to mój ulubiony superbohater z Avengers. No i Loki w wykonaniu Toma Hiddlestona - rewelacja.

Jednak cały magiczny efekt oglądania filmu w kinie został popsuty przez 3D. Wybierając seans były tylko trzy możliwości: 3D napisy, 3D dubbing, 2D dubbing. Przepraszam, a gdzie opcja 2D napisy? Dlaczego widz ma być skazany albo na trójwymiar albo na beznadziejnie dobrane głosy?(W filmach Marvela powinni kategorycznie zabronić dubbingu). Pewnie chodzi o większe zyski ze sprzedaży biletów (puls kilka złotówek za okulary). Zaryzykowałam, poszłam na to 3D, bo dubbingu jeszcze bardziej bym nie zdzierżyła. Ciężko się ogląda film mając na nosie dwie pary okularów. Muszę się nie tylko skupić na filmie, ale także na tym, by mi te okulary z nosa nie spadły. 

Thor, nie jest filmem, który koniecznie trzeba oglądać w technologii 3D. Przez pierwsze dziesięć minut faktycznie jest wielkie "wow" (jak z resztą na każdym seansie w trójwymiarze), a potem wzrok się przyzwyczaja i ogląda się jak normalne 2D. Momentów, gdzie naprawdę było widać ten efekt można policzyć na placach jednej ręki. Poza tym położenie napisów w tej technologii jest dziwne - są małe literki w prawym dolnym rogu, bardzo blisko widza. 

Nie bardzo rozumiem dlaczego miemal każdy komercyjny film musi być w 3D. Jeszcze bardziej nie rozumiem odświeżania starych filmów i premier w 3D (patrz: Jurassic Park), ale o tym pisali na Kurtula (klik), więc nie będę się na ten temat rozpisywać.

Technologię 3D, która naprawdę zrobiło na mnie wrażenie, widziałam tylko dwa razy. Raz w IMAX, gdzie oglądałam dokument "Podwodny las" i dookoła mnie pływały rybki (i to było wieki temu). Za drugim razem był to seans "Avatara" - filmu, za którym nie przepadam, ma strasznie prostą i przewidywalną fabułę, momentami się dłuży, jednak pod względem technicznym zachwyca.  

Tyle na dziś. Idę się teraz wkurzać na kolejną część grafomańskiego fenomenu, robić negatywne zestawienie aktorskie i wściekać się na nudny jak flaki z olejem głos Wernera Herzoga. 

4 komentarze:

  1. Ja generalnie 3D nie lubię i nie chodzę na filmy 3D do kina. Nie umiem się do nich przekonać, denerwują mnie te wszystkie efekty, które tak jak w Twoim przypadku potrafią czasami zepsuć seans...

    OdpowiedzUsuń
  2. D O K Ł A D N I E. Przepraszam, wiem że capslock jest niegrzeczny, ale po prostu tak głośno zgadzam się z postem. 3D jest męczące. Pamiętam pierwszego Thora i seans 3D w kinie z moją żoną. Nic nie widziałem w tych okularach. Ciemno, kiepsko, irytująco. W zwiastunie widziałem więcej Thora, niż Thora w Thorze 3D :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja lubię 3D i zawsze lubiłam, choć wiadomo, że filmy w 3D najczęściej mają wiele słabych stron jak np. fabuła i w większości są zarezerwowane dla filmów o bogach, jakiś bitwach i innych niedopracowanych, stereotypowych nudziarstwach.
    Coolturalny-tygodnik.blogspot.com Zapraszam..

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja raz byłam na 3d na Avatarze i całkiem mi się podobała. Ale zazwyczaj chodzę na 2d ze względów bardziej prozaicznych;)

    OdpowiedzUsuń