14 listopada 2013

Z serii do czytania - Pan X

Po dłuższej przerwie znów się spotykamy, Drogi Czytelniku. Nasza ostatnia wyprawa nie doszła do skutku, bo straciłam Pana X z oczu. Był nieuchwytny przez miesiąc. W końcu udało mi się go odnaleźć w jednym z biur podróży, gdzie załatwiał większy wyjazd na konferencję. Jest więc okazja, by zobaczyć piękne krajobrazy i pokój Pana X.


Mamy około dwudziestu minut, by zobaczyć jak wygląda pokój hotelowy Pana X, zanim wróci ze spotkania i zacznie się pakować na wyjazd. Wszystko jest zaplanowane: wejście do hotelu, niezauważalne ominiecie recepcji, wdrapanie się po schodach na dziewiąte piętro (panowie obsługujący windy zadają zbyt dużo pytań), znalezienie i dyskretne wślizgnięcie się do pokoju. Pytasz mnie jak się do tego pokoju dostaniemy. Znam kod do drzwi - przyjrzałam się, kiedy Pan X go wpisywał. W tym hotelu nie ma już kart magnetycznych, bo goście mieli w zwyczaju je gubić lub zostawiać w pokojach. Teraz mają problem z zapamiętaniem ciągu pięciu cyfr. Uśmiechasz się, ale widać w Twoich oczach niepewność. Nie martw się, Drogi Czytelniku, to będzie szybka akcja i nikt nie zauważy naszej obecności, jeśli będziemy działać zgodnie z planem. Taką mam nadzieję....


***

Trzy godziny później. Areszt na komisariacie policji.
Nie odzywaj się do mnie, Ciekawski Czytelniku. Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać i nie licz na to, że nas stąd wyciągnę. Teraz to Twoja działka.
Mieliśmy działać według MOICH wskazówek. To chyba JA jestem tu przewodnikiem i miałeś iść ZA MNĄ! Nie ja za Tobą. 
Początek był zgodny z planem. Przejście przez zatłoczony hol i minięcie recepcji nie było trudne. Dostaliśmy się na schody, ale trzeba było wdrapywać się slalomem, bo ciągle ktoś schodził z torbami. Kiedy dotarliśmy na dziewiąte piętro (piętro VIP), byliśmy nieźle zmachani. Ale to nic w porównaniu z Twoim zachowaniem. Nagle towarzyszący mi Czytelnik postanowił iść przed siebie, nie zachowując żadnych środków ostrożności. Widok ekskluzywnego piętra zrobił swoje. Głośne zachwyty, wpatrywanie się w obrazy na ścianach i moje próby interwencji opóźniły całą akcję. Nie dość, że ciężko było znaleźć właściwe drzwi, to jeszcze przy wpisywaniu kodu nakryła nas pokojówka. Wezwała ochronę, która w trybie natychmiastowym zaprowadziła nas na komisariat. Jakby tego było mało, zobaczył nas Pan X, gdy przeprowadzano nas przez hol. Nie udało mi się ukryć przed nim twarzy. Na pewno się domyśli z jakiego powodu nas zabrano.

Jak ci się podoba, Zbyt Ciekawski Czytelniku, widok zza krat? Fascynujący? Mruczysz coś pod nosem, zapewne nie ze szczęścia. Rozsiadam się na niewygodnej ławce i patrzę przed siebie. Co robię, pytasz. Czekam na rozwój wypadków. Masz teraz Czytelniku, pole do popisu. Skoro przez Ciebie tu jesteśmy, to i dzięki Tobie stąd wyjdziemy. Rusz głową!


***

Kolejne trzy godziny w areszcie.
Siedzisz w kącie ze spuszczoną głową. Żaden z twoich pomysłów nie wypalił. Oddałam ci nawet przysługujący mi jeden telefon. I co? Nadal jesteśmy w areszcie. Mógłbyś chociaż, Ciekawski Czytelniku, przyznać się do błędu i mnie przeprosić. Ale nie, ty nadal nie chcesz ponieść odpowiedzialności. Szkoda. Przecież to moja opowieść i ja tu ustalam reguły. Ty nie masz żadnego upoważnienia do zmian.
Godzinę później przychodzi do nas strażnik. Oznajmia, że jesteśmy wolni, możemy iść do domu, i że to ma się nigdy więcej nie powtórzyć. Podpisujemy papiery i możemy wyjść. Ty od razu kierujesz się do wyjścia, nie oglądając się za siebie. Mnie na chwilę zatrzymuje strażnik - wręcza mi małą karteczkę. Jest tam napisane jedno krótkie zdanie: Lepiej chowaj się w tłumie. Znam ten charakter pisma... Wychodzę przed komisariat. Rozglądam się. Pan X stoi po drugiej stronie ulicy. Jedno spojrzenie, skinienie głowy i znika w tłumie. Po Tobie, Czytelniku, nie ma żadnego śladu. Najwyraźniej za dużo wrażeń jak na jeden dzień.

***


Siedzę w prawie pustej kawiarni, na dworze pada deszcz i próbuję sensownie skończyć pierwszą część książki. Nagle wpadasz do środka i od progu wołasz mnie po imieniu. Siadasz przy moim stoliku i od razu przechodzisz do sedna sprawy - powinnyśmy dziś być razem z Panem X na konferencji. Dlaczego więc nie jesteśmy? - pytasz wzburzonym tonem. Trzeba się było stawić na umówiony termin, Mój Czytelniku, a nie obrażać się za sytuację w hotelu. Jeśli chcesz wiedzieć, to kolejny samolot mamy - patrzę na telefon - na jakieś trzy godziny. Jesteś spakowany?

Jestem pod wrażeniem Twojego tempa pakowania walizek. Mamy przed sobą długą podróż. Lecimy na Bahamy. Byłeś tam kiedyś, Czytelniku? Zatrzymamy się tam, gdzie Pan X, czyli w tym hotelu. Kiedy Pan X będzie siedział na jakimś panelu dyskusyjnym lub czymś podobnym, my będziemy się relaksować.

Gdy docieramy na miejsce jest już wieczór. Szturchasz mnie z pytaniem, czy ten wysoki pan w garniturze przy barze, to X. Nie, to nie on. Aż tak oficjalny nie jest. Spójrz w lewo. Odwracasz się i widzisz faceta w białej koszuli i lnianych spodniach, otoczonego wianuszkiem kobiet. To jego uroda czy inteligencja przyciąga do niego płeć piękną, pytasz z ciekawością. To zależy jak go sobie wyobrażasz. Nagle Pan X wstaje, skinieniem głowy żegna swoje towarzyszki i wygląda tak jakby miał się odwrócić. Wstrzymujesz oddech, bo zaraz zobaczysz jego twarz, ale przed nami przechodzi grupa lekko pijanych facetów w garniturach i zasłania nam widok. Zaraz potem znów widzimy plecy Pana X, który ze szklaneczką w ręku rusza w stronę wyjścia na plażę. Podążamy za nim. Mija rozłożone leżaki i kieruje się wprost w stronę oceanu. Chce się teatralnie utopić? Pytasz z mnie szeptem. Nie dramatyzuj, Drogi Czytelniku, Pan X nie przeżywa żadnych egzystencjalnych dylematów. A Ty nie chciałbyś choć przez chwilę być sam na sam z oceanem?

W pewnym momencie do Pana X podchodzi kobieta. Przytula się do niego, całuje, a potem z całej siły uderza w twarz. Słyszę Twoje ciche "auć". Pewnie coś przeskrobał, myślisz na głos. Kobieta mówi coś jeszcze po czym odchodzi. Pan X pociera sobie twarz ręką, oddala się od nas jeszcze o kilka kroków, kiedy podbiega do niego facet w kapturze i uderza w głowę kijem. Pan X pada na piasek i dostaje kilkanaście kopniaków. Facet ucieka. Co robimy, pytasz. Nie możemy go tak zostawić. Nie możemy, Drogi Czytelniku, ale Ty też nie możesz go zobaczyć, co wszystko utrudnia...

To be continued...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz