9 grudnia 2013

Gdzieś na Antarktydzie



O Antarktydzie wiem nieco z programów przyrodniczych i z informacji, jakie mi jeszcze pozostały po szkolnych lekcjach geografii. Jakiś czas temu przeczytałam, że na Antarktydzie rozwija się turystyka, która jest źródłem dofinansowania stacji badawczych. Zagłębiając się w temat, przypomniałam sobie dokument Wernera Herzoga, którego fragmenty widziałam kiedyś na zajęciach. 


Herzog pojechał na Antarktydę z ciekawości. W polarnej stacji badawczej McMurdo, która przypomina małe amerykańskie miasteczko, spotyka ludzi, którzy postanowili rzucić życie w cywilizacji i próbują odnaleźć swoje przeznaczenie w lodowej krainie. Mamy okazję poznać bankiera, który kieruje busem, filozofa mającego pod opieką wózek widłowy, kobietę, która zjechała pół świata w dość niewygodny sposób, czy językoznawcę pilnującego szklarni. Dość dziwna sytuacja: doktorzy nauk myjący naczynia i lingwiści przebywających na kontynencie, gdzie nie ma żadnych języków. Oprócz ludzi, którzy chcą zmienić coś w swoim życiu, mamy możliwość podejrzenia pracy naukowców, którzy od wielu miesięcy badają Antarktydę. Biolodzy, zoolodzy, wulkanolodzy i fizycy dzielą się swoimi odkryciami i spostrzeżeniami, mając nadzieję, że dokonają w przyszłości przełomu.


"Spotkania na krańcach świata" to nie tylko spotkania z ludźmi, którzy szukają swojego miejsca w świecie. To też zadawanie pytań, wyciąganie wniosków z przeprowadzonych rozmów i dygresje autor na temat dzisiejszego świata. Herzog mówi, że rodzaj ludzki panoszy się wszędzie. Na mapie świata zostało niewiele miejsc, gdzie człowiek nie postawił swojej stopy. Wystarczy spojrzeć choćby na takie McMurdo - polarna stacja badawcza jest całkowicie przystosowana dla człowieka - małe budynki mieszkalne, komputery, telewizja, bankomat, koncerty, zajęcia z jogi, a nawet maszyna do robienia lodów. Pełna adaptacja w krainie wiecznego śniegu. Jak widać, szukając przygody, nie da się uciec od cywilizacji.

Są dwie rzeczy, które nie podobają się reżyserowi. Jedną uświadamia mu pilnujący roślinek lingwista - wszyscy chcą chronić ziemię, gatunki, ekosystem, ale nikt nie myśli o tym, co może się stać gdy zaczną wymierać języki. Nie te stare, o które nikt już nie dba, a te, którymi dziś się posługujemy. Ludzie cały czas dążą do zmian, nie chcą zatrzymać ewolucji słowa, którą sami rozpoczęli. Więc co się stanie, gdy nie będzie można czytać Tołstoja lub Steinbecka? Gdy znikną podstawy każdego używanego języka? O tym nikt dziś nie myśli.


Druga rzecz, na jaką reżyser zwraca uwagę, to to, że człowiek panosząc się wszędzie, ograbia z własnej godności cuda natury. Mont Everest czy Biegun Południowy są dziś traktowane jako potwierdzenie ludzkich umiejętności i pokonywania niemożliwego niż cuda. Przygoda zatraciła już swoje znaczenie - obecnie liczą się rekordy Guinnessa.

Herzog pewny jest jednego - że rodzaj ludzki wyginie. Nieustanne badania ziemi o tym przypominają. Nowoczesna technika ma nas przygotować na taką ewentualność, ale mało prawdopodobne by się to udało. Zniknęły dinozaury, zniknął i ludzie. Pewnego dnia to się po prostu wydarzy. Pozostaje pytanie: jak będzie wyglądała ziemia za tysiąc lat, gdy już nas nie będzie? Na to pytanie raczej nie otrzymamy odpowiedzi. Jedyne, co można zrobić to zostawić po sobie pamiątki, jak te, które w samym centrum arktycznego pola zostawiają naukowcy. Czy ktoś je odnajdzie? To już tajemnica.

zdjęcia: filmweb.pl

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawe spojrzenie nt. godności natury. Jak się nad tym zastanowi to faktycznie tak jest - natura staje się narzędziem. Przestaje być Naturą. Pozdrawiam koleżankę;)

    OdpowiedzUsuń
  2. a ja tam lubię ciepełko :3 (A)

    OdpowiedzUsuń
  3. Film jest piękny, lecz to dość specyficzny dokument. Znajduje się tu sporo przemyśleń, a Antarktyda wydaje się być raczej dobrą wymówką, żeby o nich opowiedzieć. Suchych faktów się tu dowiedziałem mało, ale świetnie wspominam oglądanie tego dzieła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzieś przeczytałam, że Herzoga ceni się głównie za specyficzność. W przypadku tego filmu, chyba nie chodziło o suche fakty :) Ale ja też dobrze wspominam seans (choć Herzog ma irytującą barwę głosu).

      Usuń