26 lutego 2014

Historia wyjątkowa

Ona (2013)



Ostatnio rzadko się zdarza, by obejrzany film nie dawał mi spokoju. W przypadku tego tytułu, nie było dnia, by nie wkradał się do moich myśli. Wydawać by się mogło, że ta prosta historia mi gdzieś umknie, bo to co w niej opisane, wydarzyć się raczej nie może w najbliższej przyszłości. Obejrzę, zapomnę i tyle. Stało się jednak inaczej.

***

Opowieść o samotności człowieka, który odnajduje sens życia w cyberprzestrzeni.
Miłość całkowicie inna niż ta, którą do tej pory znaliśmy.
Piękna estetycznie wizja przyszłości - fascynująca, a za razem przerażająca.
Uzależnienie człowieka od technologii.
Brak zrozumienia wobec drugiego człowieka i kryzys komunikacyjny.

***

To jeden z najlepszych filmów tego roku. Świetnie napisany scenariusz składnia do refleksji, rewelacyjna obsada - kapitalny Joaquin Phoenix, Scarlett Johansson nie lubię, ale jej głos w tym filmie jest cudowny. Piękne zdjęcia i miła dla uszu muzyka.

Warto zobaczyć. Dla aktorów. Dla siebie. Dla przemyśleń.


zdjęcie: filmweb.pl

8 lutego 2014

W kilku słowach...

... z kinowych seansów. Coś trzeba robić, gdy się nie ma przez dłuższą chwilę internetu ;)


Co recenzja, to spada na ten film wielki grom. Nic nikomu się nie podoba. Bo za dużo znanych aktorów, którzy przeszarżowali, bo za dużo nieszczęść, bo nie tak jest rozłożone napięcie, bo nie jest to dobra adaptacja sztuki, bo nic nie jest dopowiedziane, bo melodramat, bo producentem jest George Clonney, bo to, bo tamto... A mnie się podobało. Mieszanka dusznego powietrza i gęstej domowej atmosfery trzyma widza w napięciu, by w pewnym monecie wybuchnąć i pozostawić po sobie ślad do osobistej interpretacji. Podoba mi się pomysł rodziny, którą dotykają same najgorsze problemy. Nie widziałam wcześniej filmu, gdzie jest tyle negatywnych emocji w małej przestrzeni i między tyloma bohaterami. Może dlatego moja ocena jest pozytywna. Poza tym świetnie jest tu aktorstwo. Meryl Streep, Chris Cooper, Margo Martindale i Julia Roberts - oni mi najbardziej zapadli w pamięć. Aż chętnie zobaczę ten film jeszcze raz. Jest jednak mały minus: Abigail Breslin. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego została wybrana do tego projektu. Marna z niej aktorka i w ogóle nie pasowała do całej obsady. Mimo to, warto obejrzeć.
Ocena: 8/10


Przyznam, że ciężko mi było ocenić ten film. Sama fabuła nie jest specjalnie powalająca i nie trzyma widza w napięciu. W ogóle opis dystrybutora jest mało czytelny. Główną osią są dialogi - żarty i docinki to najmocniejsze strony filmu. Aktorstwo? Z całej czwórki najlepiej wypadli: Christian Bale i Jennifer Lawrence. Christian oprócz tego, że zmienił się wizualnie, stworzył bardzo ciekawą postać - ohydnego faceta, który przyciąga kobiety i kantuje klientów. Natomiast Jennifer dała naprawdę niezły popis swoich umiejętności. Gdybym miała wybierać, to właśnie za tę rolę dałabym jej Oscara. Wspólne sceny tych dwojga (czyli kłótnie małżeńskie) są najlepsze w całym filmie. Postać Amy Adams gdzieś mi umknęła. Mam wrażenie, że była tylko ładnym dodatkiem z wiecznie widocznym dekoltem do pępka. Nieco lepiej wypadł Bradley Cooper - niezła, pokręcona rola komediowa, a on w takich wypada najlepiej. Całość ma genialny klimat lat 70. i 80. (wygląd Jeremy'ego Rennera najbardziej zwalił mnie z nóg), świetną muzykę i niezłe zdjęcia. Jednak to jest film, który ogląda się w całości tylko raz, a potem tylko najlepsze fragmenty.
Ocena: 7/10 (wysoko, właśnie za kilka dobrych scen)


12 Years a Slave (2013)


Polska dystrybucja jak zwykle idiotycznie dostosowała tytuł, który jest dość łatwy do przetłumaczenia. W wielu recenzjach przeczytałam, że McQueen zrobił ten film trochę w nie swoim stylu - jest za mało warstw do interpretacji, a za dużo tendencyjności. Mnie nie przeszkadza, gdy reżyser obiera inny kierunek niż przy swoich poprzednich filmach. Na pewno taka zmiana McQueenowi nie zaszkodzi. Poza tym jest to adaptacja książki, gdzie z góry narzucony jest bieg wydarzeń i duża ingerencja sfałszowała by historię. Sama fabuła jest niekiedy przydługa i bywały momenty, gdzie denerwowały mnie zbyt długie zatrzymania kamery. Nie odczułam też upływu czasu - miałam wrażenie, że minął rok, a nie dwanaście lat. Ogrom okrucieństwa mnie nie przeraził, ale były momenty, gdy nie mogłam patrzeć na ekran. Jednak to wszystko przestaje mieć większe znacznie, gdy pomyślę o aktorstwie. Genialny Michael Fassbender (ukradł niemal cały film), rewelacyjny Chiwetel Ejiofor, intrygujący Paul Dano i świetna Sarah Paulson. Nie bardzo rozumiem zachwyty nad Lupita Nyong'o. W całym filmie miała tylko jedną naprawdę dobrą scenę, przez resztę jakoś nie przykuła mojej uwagi. To jeden z lepszych filmów na temat niewolnictwa, ale mocno nierówny i przez to ciężko go ocenić.
Ocena: 7/10


Tyle na dziś. Internet już śmiga, więc zabieram się za pisane książkowych recenzji  i innych zamierzonych tekstów.
P.S. Blogspot mi oznajmił, że to już setna notka. A myślałam, że nie przekroczę tej liczby ;)

Źródło zdjęć: filmweb.pl