8 lutego 2014

W kilku słowach...

... z kinowych seansów. Coś trzeba robić, gdy się nie ma przez dłuższą chwilę internetu ;)


Co recenzja, to spada na ten film wielki grom. Nic nikomu się nie podoba. Bo za dużo znanych aktorów, którzy przeszarżowali, bo za dużo nieszczęść, bo nie tak jest rozłożone napięcie, bo nie jest to dobra adaptacja sztuki, bo nic nie jest dopowiedziane, bo melodramat, bo producentem jest George Clonney, bo to, bo tamto... A mnie się podobało. Mieszanka dusznego powietrza i gęstej domowej atmosfery trzyma widza w napięciu, by w pewnym monecie wybuchnąć i pozostawić po sobie ślad do osobistej interpretacji. Podoba mi się pomysł rodziny, którą dotykają same najgorsze problemy. Nie widziałam wcześniej filmu, gdzie jest tyle negatywnych emocji w małej przestrzeni i między tyloma bohaterami. Może dlatego moja ocena jest pozytywna. Poza tym świetnie jest tu aktorstwo. Meryl Streep, Chris Cooper, Margo Martindale i Julia Roberts - oni mi najbardziej zapadli w pamięć. Aż chętnie zobaczę ten film jeszcze raz. Jest jednak mały minus: Abigail Breslin. Nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego została wybrana do tego projektu. Marna z niej aktorka i w ogóle nie pasowała do całej obsady. Mimo to, warto obejrzeć.
Ocena: 8/10


Przyznam, że ciężko mi było ocenić ten film. Sama fabuła nie jest specjalnie powalająca i nie trzyma widza w napięciu. W ogóle opis dystrybutora jest mało czytelny. Główną osią są dialogi - żarty i docinki to najmocniejsze strony filmu. Aktorstwo? Z całej czwórki najlepiej wypadli: Christian Bale i Jennifer Lawrence. Christian oprócz tego, że zmienił się wizualnie, stworzył bardzo ciekawą postać - ohydnego faceta, który przyciąga kobiety i kantuje klientów. Natomiast Jennifer dała naprawdę niezły popis swoich umiejętności. Gdybym miała wybierać, to właśnie za tę rolę dałabym jej Oscara. Wspólne sceny tych dwojga (czyli kłótnie małżeńskie) są najlepsze w całym filmie. Postać Amy Adams gdzieś mi umknęła. Mam wrażenie, że była tylko ładnym dodatkiem z wiecznie widocznym dekoltem do pępka. Nieco lepiej wypadł Bradley Cooper - niezła, pokręcona rola komediowa, a on w takich wypada najlepiej. Całość ma genialny klimat lat 70. i 80. (wygląd Jeremy'ego Rennera najbardziej zwalił mnie z nóg), świetną muzykę i niezłe zdjęcia. Jednak to jest film, który ogląda się w całości tylko raz, a potem tylko najlepsze fragmenty.
Ocena: 7/10 (wysoko, właśnie za kilka dobrych scen)


12 Years a Slave (2013)


Polska dystrybucja jak zwykle idiotycznie dostosowała tytuł, który jest dość łatwy do przetłumaczenia. W wielu recenzjach przeczytałam, że McQueen zrobił ten film trochę w nie swoim stylu - jest za mało warstw do interpretacji, a za dużo tendencyjności. Mnie nie przeszkadza, gdy reżyser obiera inny kierunek niż przy swoich poprzednich filmach. Na pewno taka zmiana McQueenowi nie zaszkodzi. Poza tym jest to adaptacja książki, gdzie z góry narzucony jest bieg wydarzeń i duża ingerencja sfałszowała by historię. Sama fabuła jest niekiedy przydługa i bywały momenty, gdzie denerwowały mnie zbyt długie zatrzymania kamery. Nie odczułam też upływu czasu - miałam wrażenie, że minął rok, a nie dwanaście lat. Ogrom okrucieństwa mnie nie przeraził, ale były momenty, gdy nie mogłam patrzeć na ekran. Jednak to wszystko przestaje mieć większe znacznie, gdy pomyślę o aktorstwie. Genialny Michael Fassbender (ukradł niemal cały film), rewelacyjny Chiwetel Ejiofor, intrygujący Paul Dano i świetna Sarah Paulson. Nie bardzo rozumiem zachwyty nad Lupita Nyong'o. W całym filmie miała tylko jedną naprawdę dobrą scenę, przez resztę jakoś nie przykuła mojej uwagi. To jeden z lepszych filmów na temat niewolnictwa, ale mocno nierówny i przez to ciężko go ocenić.
Ocena: 7/10


Tyle na dziś. Internet już śmiga, więc zabieram się za pisane książkowych recenzji  i innych zamierzonych tekstów.
P.S. Blogspot mi oznajmił, że to już setna notka. A myślałam, że nie przekroczę tej liczby ;)

Źródło zdjęć: filmweb.pl

10 komentarzy:

  1. Jeśli chodzi o "American Hustle" niesamowite wrażenie zrobił na mnie Bale, widziałam z nim mało filmów i wreszcie zobaczyłam na własne oczy na czym jego geniusz polega. Był świetny, nie tylko grał, ale naprawdę wszedł w tę rolę. Z całej trójki zdecydowanie najgorzej wypadł "Zniewolony..", chyba mogę napisać, że wręcz mnie nieco zawiódł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widziałaś "American Psycho"? Tam też świetnie zagrał. Polecam. "Zniewolony" na świetną obsadę i to mi się najbardziej podobało. Poza tym muzyka jest cudowna.

      Usuń
    2. Taaaak :) To akurat tak, ale nic poza tym z tych ważnych ról. Ja kurczę nie mogę napisać, że obsada świetna, bo główny bohater.. Niestety miałam jakiś problem. Chyba mi troszkę zniknął przy innych barwnych postaciach (czekałam tylko aż pokażą Fassbendera - to cała prawa :P)

      Usuń
    3. Z Bale'm trzeba zobaczyć "Fightera". Ja sama natomiast mam do nadrobienia jego podobno wybitną rolę w "Mechaniku".

      Usuń
  2. "Sierpnia..." nie widziałam jeszcze. Jeśli chodzi o starcie (oscarowe zresztą) "American Hustle" i "Zniewolonego" to wygrywa dla mnie ten pierwszy. "Zniewolony" jest dość nudny, ale broni się aktorstwem. Ale i tak obydwa te filmy to są filmy na raz. Polecam Ci "Witaj w klubie" z Jaredem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wolę jednak "Zniewolonego", choć pewnie drugi raz go nie zobaczę w najbliższej przyszłości. "Witaj w klubie" na pewno obejrzę, zapewne w kinie. Chyba, że coś lub ktoś te plany zmieni.

      Usuń
  3. Z tego zestawienia najsłabiej oceniłam Zniewolonego, po prostu wydaje mi się ciut naciągany i przesadnie wolno prowadzony mimo dobranych aktorów. O American Hustle nasłuchałam się sporo słów krytyki ale mi się bardzo podobał, zwłaszcza ten klimat i kreacja Bale'a, który jak zwykle dał czadu :) Sierpień też na plus, uwielbiam melancholijne klimaty bo najbardziej do mnie przemawiają. Dołączę się do Malwiny: Witaj w klubie jest świetny. Widziałaś już Złodziejkę książek? Bardzo dobry film ale nie mogę porównać do książki bo jej jeszcze nie miałam okazji przeczytać więc sama się musisz przekonać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam "Złodziejki książek", ale podobał mi się zwiastun, więc pewnie niedługo nadrobię :) Zastanawiam się nad książką - słyszałam dość mieszane opinie.

      Usuń
  4. Naprawdę ludzie czepiają się tego, że Clooney jest producentem? Ech te fora filmowe.

    W tym roku jestem lekko na bakier z Oscarowymi nominacjami, ale mam nadzieję nadrobić "Sierpień.." i AH, bo zawsze kusiły mnie skrajne opinie. "Zniewolony" mi się podobał (choć to być może niewłaściwe słowo), McQueen zrobił film po którym poczułam się niepewnie i niezręcznie, ale to chyba jego domena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, naprawdę się czepiają :) Główny zarzut wobec niego: za dużo znanych aktorów w filmie. Nawet ktoś to zaznaczył w recenzji ;)
      "Sierpień..." Ci polecam, bardziej niż American Hustle. Faktyczynie McQueen ma coś takiego w swoim stylu opowiadania, że ciężko się poczuć komfortowo po seansie. Ale to raczej zaleta.

      Usuń