31 lipca 2014

The Wes Anderson Collection

Jedną z zalet mojej pracy z książkami jest to, że każdy tytuł mogę kupić o wiele taniej niż w księgarni. Cudowna sprawa, zwłaszcza gdy w grę wchodzą książki zagraniczne - dzięki takiemu małemu przywilejowi do mojej małej biblioteki dołączyła ta oto książka:

The Wes Anderson Collection 
by By Matt Zoller Seitz, Wes Anderson, and Eric Anderson

źródło
Poniżej zdjęcie dla uwiarygodnienia, że książkę posiadam ;)


Wes Anderson konsekwentnie tworzy oryginalne kino. Pokazując na ekranie swój wymyślony świat stał się, w ciągu ostatnich dwóch dekad, jednym z najbardziej wpływowych głosów amerykańskiego kina. Znany jest z niepowtarzanego kunsztu i cudownej strony wizualnej swoich filmów. Ci, co tak jak ja kochają jego filmy, wiedzą o czym piszę. Z jednej strony jest prawdziwy zachwyt nad tym co się widzi na ekranie, ale z drugiej pojawiają się pytania o pomysły reżysera. Jak on to robi?

Wes Anderson Collection zabiera czytelnika w podróż po świecie reżysera. Nie tylko po tym filmowym, ale także prywatnym. Bo wszystko to, co spotyka na swojej drodze Anderson, jest inspiracją w pracy. Album jest wydany w cudownym "andersonowskim" stylu. Jest starannie zaprojektowany w duchu jego filmów. Zawiera wcześniej nie publikowane zdjęcia, grafiki i rysunki reżysera z wszystkich jego filmów, nakręconych do 2013. (Szkoda, że nie poczekali rok jak światło dzienne ujrzał Grand Budapest Hotel). Całość jest uzupełniona długim wywiadem jaki przeprowadził z Andersonem Matt Zoller Seitz - wielokrotnie nagradzany krytyk, finalista nagrody Pulitzera i wnikliwy obserwator twórczości reżysera.

Kilka stron możecie zobaczyć na brytyjskim Amazonie  - klik


Na razie zachwycam się albumem i czytam wyrywkowo. Angielski nie jest dla mnie ogromnym problemem, choć pewnie nie obejdzie się bez pomocy słownika. Jak tylko skończę wszystkie moje czytelnicze plany, zabieram się za czytanie od deski do deski.

W międzyczasie obejrzę sobie (po raz kolejny) Grand Budapest Hotel. Nawet mieszkający ze mną kot, wie że to dobre kino :D

Znając Lulę, ten hotel byłby dla niej rajem ;)

P.S. Jeśli zaczynacie swoją przygodę z twórczością Wesa Andersona, nigdy nie zabierajcie się najpierw za Pociąg do Darjeeling. To jest film specyficzny i nie nadaje się na pierwsze spotkanie z twórczością reżysera. Wysłuchałam już kilku opinii z takiej sytuacji, więc wiem co piszę ;)

26 lipca 2014

Miszmasz # 8

W telegraficznym skrócie.



Dziś będzie filmowo, krótko i treściwie. Musiałam szybko coś wykombinować, by mi lipiec nie zniknął z archiwum ;) Gdzieś tam w między czasie zaczęłam pisać dwa nowe posty, ale żeby je opublikować potrzebuję czasu na poszukanie informacji. Jak zwykle w starciu :Klaudyna konta czas, Klaudyna przegrywa :/ A miałam na początku roku tyle planów...

Sprawa pierwsza: kilka ostatnio obejrzanych filmów, które w ogóle mi się nie podobały. Jestem zwolennikiem teorii, że złe filmy też trzeba oglądać i o nich dyskutować, ale czasem po prostu się nie da.

Wkręceni (2014) - przypomniałam sobie o tym filmie tylko dlatego, że widziałam ostatnio Kamillę Baar w moim miejscu pracy. A o tym filmie chciałabym zapomnieć. Nie wiem dlaczego polscy filmowy na siłę próbują przemycić do rodzimego kina zachodnie wzorce fabularne. Za każdym razem to się nie sprawdza, ale oni za każdym razem to robią. Wkręceni mają w miarę dobry początek, ale potem jest coraz gorzej. Fabuła coraz bardziej irytuje, żarty są coraz głupsze, a zakończenie woła o pomstę do nieba.

Kroniki portowe (2001) - nudna była książka i nudny jest film. Wolne tempo, brak kontrastów, irytujący główny bohater. To wszystko sprawiło, że cała ważna treść i przesłanie gdzieś mi uciekło. Więcej takiej męki nie zniosę, choć generalnie jestem cierpliwa.

Watchmen. Strażnicy (2009) - myślałam, że to będzie wielkie coś. Że film wbije mnie w fotel i obejrzę go z wypiekami na twarzy. W końcu chodzi o superbohaterów! Ale niestety, zawiodłam się. Fabuła ciągnęła się jak flaki z olejem, sprawdzałam co chwila ile jeszcze do końca czasu zostało. Nawet aspekty techniczne filmu nie pomogły.

Obcy kontra Predator (2004) - pewnie zastanawiacie się, po co ja to obejrzałam? Cóż, byłam w towarzystwie i nie ja wybierałam tytuł do oglądania. W sumie to się nawet ubawiłam, bo co chwila wymienialiśmy się z kolegą głupimi komentarzami. Nie wiem po co powstał ten film. Chyba nie mieli co zrobić w pieniędzmi. Ale po Obcego pewnie sięgnę. Odważna jestem.


Sprawa druga: Najbardziej poprawiający humor seans kinowy: Transformers: Age of Extinction. Serio! Był taki dzień, gdzie miałam ochotę zniknąć z powierzchni ziemi. Więc koleżanka wyciągnęła mnie do kina. Czwarta odsłona Transformers zrobiona jest przede wszystkim dla pieniędzy, ale co tam - dużo akcji i prosta fabuła są jak miód na zbolałe serce (przynajmniej moje). Brakowało mi starych bohaterów, nowi jakoś specjalnie się nie wykazali (Mark Wahlberg kompletnie tu nie pasuje!!), ale były inne Autoboty i Decepticony - to jest najmocniejszy plus. Ogólnie było trochę śmiechu, trochę irytacji i trochę spoglądania na zegarek. Bo to film zdecydowanie za długi. Ale na poprawę humoru, jak znalazł.


Sprawa trzecia: Znowu będzie szał w mediach. Jeszcze większy niż jest teraz. Po raz kolejny półki w księgarniach zapełnią się literaturą erotyczną najniższych lotów, na pewno z okładką filmową (już pewnie ruszył druk i dodruk). Znów będzie pełno komentarzy, wylewania pomyj na czytających i wtykania nosa w nie swoje sypialnie. Tak, mowa o Pięćdziesięciu twarzach Grey'a.



Pierwszy oficjalny zwiastun jest mało interesujący. Mam wrażenie, że twórcy zrobili wersję ugrzecznioną i wyjdzie z tego kolejna komedia romantyczna. Wtedy wyrządzą krzywdę książce, za którą wiele osób szaleje. Bo nie oszukujmy się - wszyscy chcą zobaczyć jak pokazali "te sceny" (albo jedną scenę w wielu wariantach, jak to woli). Obsada? Córka Dona Johnsona i Melanie Griffith - Dakota nie jest chyba bardzo złym wyborem do roli Any, ale Jamie Dornan - jako Christian Grey mi się nie podoba. Za mało przystojny i nie przyciąga uwagi. Ten zwiastun przypomniał mi, że nie opublikowałam językowej recenzji "Nowego oblicza Greya". Muszę to w najbliższym czasie nadrobić. Tymczasem zmykam kończyć inne teksty do publikacji ;)