19 sierpnia 2014

Klaudyna kontra Obcy

Jeszcze kilka lat temu nie przypuszczałam, że zdobędę się na odwagę i obejrzę Obcego. Filmy z takiej tematyki omijam szerokim łukiem, wzbudzają we mnie wstręt i niesmak, ale jakiś czas temu postanowiłam zobaczyć co mnie tak przeraża.

Przyznaję, że do każdego seansu musiałam się trochę zmuszać. Sam potwór z kosmosu nie jest estetycznie piękny, więc jego widok mocno mnie zniechęcał. Obiecałam jednak, że obejrzę i zrecenzuję, więc starałam się przezwyciężyć to uczucie. Poniżej efekty.

Źródło rewelacyjnych plakatów: KLIK




Najbardziej nudny. Pierwsza część Obcego uważna jest za kultową. Ridley Scott postawił na klimat i powolne tempo akcji. Stopniuje napięcie, by zaskoczyć widza. Mnie nie zaskoczył, raczej śmiertelnie znudził. Cały czas czekałam aż coś się wydarzy, na jakieś prawdziwe wow. Dopiero końcowe sceny obudziły mnie z letargu. W ogóle film ma kilka fabularnych niedorzeczności. Przykład? Kwarantanna. Facet ma na twarzy obcego i leży odizolowany. W pewnym momencie ten obcy znika. I co robi reszta załogi? Wpada do pomieszczenia i zaczyna je przeszukiwać, zostawiając otwarte drzwi. Na tym etapie fabuły bohaterowie jeszcze nie wiedzą, że to coś jest martwe. Więc gdzie ta ostrożność, o której wspominała Ripley kilka scen wcześniej? Bez sensu.




Najwięcej akcji. Dla mnie to najlepszy film z całej serii Obcego. Za scenariusz i reżyserię odpowiedzialny jest James Cameron, więc nie ma mowy o monotonnym budowaniu napięcia. W końcu coś się dzieje. Klimat przeplatany jest atmosferą grozy i scenami akcji, co nadaje fabule płynności. I jest więcej informacji o samym Obcym. Cameronowi zarzuca się, że odszedł od koncepcji naukowej, na rzecz walki i wybuchów. Moim zdaniem to dobre posunięcie - ludzie odkryli już nowy gatunek drapieżnika w kosmosie i nie skończyło się to dobrze. Więc teraz muszą z tym walczyć. Zamiast tego mieliby znów coś odkrywać? Byłoby znów nudno.


Obcy 3 (1992) 


Najbardziej refleksyjny. Debiut fabularny Davida Finchera idzie jeszcze w innym kierunku niż dwa poprzednie filmy. Trzecia część jest klaustrofobiczna, ponura, pełna metaforyki, symboli i wychodzi trochę poza schemat kina science fiction. I to, co moim zdaniem jest najmocniejszym punktem filmu - walka z obcym bez użycia broni. Ludzki umysł kontra maszyna do zabijania - kto, kogo przechytrzy? I mimo, że nie ma tu wielu zwrotów akcji, lepiej się tę część ogląda niż film Ridleya. Świetne jest też zakończenie - jedno z najlepszych jakie widziałam. Smutne, a jednocześnie dające nadzieję. I na tym powinna skończyć się historia o Obcym. Ale producenci postanowili jeszcze zarobić...




Najbardziej krwawy i obrzydliwy. Film, który wyreżyserował Jean-Pierre Jeunet, mógłby nigdy nie powstać. Ma wiele naciąganych i niedorzecznych wątków. Choćby główny. Ripley w trzeciej części została nosicielem obcego - królowej. A takie coś to nie ma nic wspólnego z ciążą - obcy zawsze wyskakiwał z klatki piersiowej. A scenarzyści czwartej części wymyśli sobie, że Ripley będzie mieć matczyne odruchy... Po kolejnym klonowaniu udaje się wyciągnąć obcego. Nacięcie robią poniżej pępka, jakby Ripley była w ciąży. W kolejnym ujęciu, gdy sprawdzają blizny, lekarz patrzy na klatę piersiową, a nie na brzuch. Kompletnie bez sensu. Całość to taka fabularna papka, mimo że wraca do koncepcji naukowej. Tak zmasakrować serię potrafią tylko nadziani producenci bez krzty zmysłu artystycznego.

-------------

Mam już za sobą przygodę z Obcym. Jak widzicie, postanowiłam nie stawiać ocen w skali 1-10. Obejrzałam te filmy z ciekawości i nie chcę oceniać ich na siłę. Wtedy oceny na pewno byłby niskie (bo nie lubię tego typu filmów). A tak mogę powiedzieć, że filmy widziałam, że podobało mi się aktorstwo, kilka wątków fabularnych, muzyka budująca nastrój i efekty specjalne, które jak na tamte czasy są świetne. Seans zaliczony.
A jakie są wasze odczucia? :)

12 sierpnia 2014

Robin Williams (1951-2014)


Ta wiadomość spadała dziś rano jak grom z jasnego nieba. Szok, pewnie nie tylko dla mnie - zmarł jeden z najwybitniejszych aktorów.

Uwielbiałam go od dzieciństwa. Wiele filmów widziałam po kilka razy i zawsze będę do nich wracać. Wszyscy znamy jego najlepsze role, ale ja szczególnie zapamiętam go jako Adriana Cronauera.



Świat filmu już nigdy nie będzie taki sam...

6 sierpnia 2014

"Bo w życiu trzeba być troszeczkę niemożliwym" - rodzinna podróż sentymentalna

Moje blogowanie jest głównie związane z kulturą, ale dzisiejszy wpis będzie trochę inny, choć nadal w tematyce :) Dziś będzie rodzinnie.

Pewnie już nie raz wspominałam, że mam starszego brata. Pojawiał się przy okazji wspomnień z dzieciństwa lub wspólnych wypadów do kina. Ostatnio sobie wymyślił, że powinnam poświęcić mu wpis na blogu. Pomysł był spontaniczny i zapewne mało przemyślany, ale postanowiłam go zrealizować :) Zapraszam Was w małą i lekko chaotyczną  podróż kulturalną po życiu mojego brata.