24 września 2014

"Nowe oblicze Greya" E.L. James

www.empik.com
W końcu zebrałam się w sobie i napisałam ostatnią recenzję językową grafomańskiego fenomenu. Czytanie ostatniej części było potrójnym przejściem przez mękę. Serio. Jak można było stworzyć coś tak słabego? Jak można pisać przez większą część książki o jednej scenie w wielu wariantach? Jak można ostatecznie zrobić z głównej bohaterki kretynkę, a pozostałym postaciom nie dać możliwości rozwoju? Po przeczytaniu książki miałam w Wordzie ponad 20 stron błędów, idiotycznych zdań i beznadziejnych dialogów. Tak mnie ta część zirytowała, że nie miałam siły na pisanie - zabierałam się za to od stycznia...

Pani E. L. James po raz trzeci nie zaskoczyła czytelnika niczym nowym. Pisząc ostatnią książkę nie przyszło jej do głowy, by wymyślić nowe dialogi, zwroty czy zachowania. W końcu jej bohaterowie nie stoją w miejscu i używają mózgu! Ale po co rozwijać pisarską finezję, skoro są sprawdzone schematy? Tak więc, Ana nadal gada w kółko to samo, kiedy mówi Greyu. Ciągle zwraca się do bezpośrednio do czytelnika, choć opisuje wydarzenia, a nie je opowiada. Cały czas burczy, jest skonsternowana i nieustannie zadaje pytanie "jak on to robi". Przez całą książkę Ana i Christian próbują dojść do jakiegoś rozwiązania w sprawie ich wspólnego życia, ale dochodzą tylko w jednej kwestii (wiadomo jakiej). Do znudzenia Ana powtarza, że Christian w każdym ciuchu wygląda cudownie, fantastycznie, elektryzująco i podniecająco (jakbyśmy tego nie wiedzieli po pierwszej części). Poza tym, nie wiem po co i dlaczego, Ana musi opisywać strój każdej napotkanej kobiety (nawet pielęgniarki w szpitalu). A, i za dużo gada sama do siebie.

18 września 2014

Książki ukochane

Nie przepadam za łańcuszkami, ale skoro nominowała mnie Suzarro, to nie mogłam odmówić :)

10 książek, które miały na mnie wpływ

Postanowiłam tę listę połączyć z moim corocznym świętem. Stali czytelnicy wiedzą, że 18 września to moja data urodzin. Więc książkowa lista to moje małe czytelnicze podsumowanie. Zamieszczam w niej ulubione i ukochane książki, do których wracam i do których zawsze będę mieć sentyment. Przedarcie się przez całe moje czytelnicze życie łatwe nie było, ale udało mi się wyłowić te najważniejsze pozycje. Kolejność prawie chronologiczna.

2 września 2014

W kilku słowach...



O tym filmie czytałam same złe recenzje, a najczęściej powtarzający się w nich argument: kiepska ekranizacja książki Janet Evanovich. Nie znam książek Evanovich i pewnie w najbliższej przyszłości po nie sięgnę, ale film postanowiłam obejrzeć. Głównym powodem była Katherine Heigl. Może to zabrzmi dziwnie, ale lubię ten jeden typ dziewczyny z sąsiedztwa, który prezentuje w każdej produkcji. Filmy z jej udziałem może i nie są najwyższych lotów, ale doskonale sprawdzają się, gdy potrzebna jest rozrywka po ciężkim tygodniu pracy. Tym razem zagrała spłukaną kobietę, która musi jak najszybciej znaleźć zajęcie i kasę. Zostaje więc łowcą głów... w świetnych ciuchach.
Ocena: 6/10




Film o rodzinie pisarzy. A dokładniej o miłości w rodzinie pisarzy. Piękny wizualnie, życiowy, bardzo klimatyczny. I świetnie zagrany. Jennifer Connelly, Greg Kinnear, Logan Lerman i Lily Collins razem doskonale wypadają. Jeśli lubicie spokojne filmy na długi jesienny wieczór, to koniecznie go zobaczcie. I niech was nie zniechęci idiotyczny polski tytuł: "Bez miłości ani rusz".
Ocena: 7/10


Ida (2013)


Idę obejrzałam, bo wszyscy o niej mówili, wszyscy zachwalali. I to chyba nie był dobry moment, bo w takich sytuacjach nie skupiam się na historii, ale na opiniach. Więc oglądając ten film chodziła mi po głowie myśl - gdzie jest to arcydzieło? Dla mnie to tylko dobry film. Kameralny, wyciszony, z bardzo dobrym aktorstwem. Zwykli ludzie, mający w swoim życiu wiele poplątanych sytuacji, szukają prawdy. To fascynująca tematyka. Po seansie wiele pytań kłębiło mi się w głowie, ale nie miałam ochoty szukać na nie odpowiedzi. Po prostu w złym czasie obejrzałam ten film. Powinnam poczekać, aż ucichnie medialny szum.
Ocena: 7/10





To był wyjątkowo miły seans. Bardzo subletna opowieść o zderzeniu młodzieńczych idealów z dorosłością. Czas nie zawsze jest sprzymierzeńcem człowieka, ale trzeba nauczyć się go akceptować. To właśnie wyniosłam z tego filmu. Świetna Elizabeth Olsen i bardzo dobry epizod Zaca Efrona. Jednak mimo pozytywnego odczucia, raczej do tego filmu nie wrócę.
Ocena: 6/10




Trzech kumpli postanawia zostać singlami, bo kobiety w pewnym momecie związku chcą czegoś więcej niż seksu i dobrej zabawy. Wspólny pakt nie trwa jednak długo, bo w polu widzenia pojawiają się wymarzone kobiety. Prosta i łatwa do przewidzenia fabuła, głupkowate żarty i ciągłe gadanie o seksie. Zaśmiałam się jakieś trzy razy. Żaden aktor mnie do siebie nie przekonał, a Imogen Poots wygląda w tym filmie strasznie. Nigdy więcej tego typu komedii.
Ocena: 4/10