31 października 2014

Trzy filmy z...

Taką sobie wymyśliłam serię postów. Filmy, których jeszcze nie widziałam z filmografii losowo wybranego aktora lub aktorki. Nie ma znaczenia czy to była rola pierwszoplanowa czy epizod.


Pierwszy aktor w serii: ROBIN WILLIAMS

Fisher King (1991)


Nie miałam wcześniej styczności z twórczością Terry'ego Gilliama (w ogóle jestem chyba jedną z nielicznych osób, która mało wie na temat grupy Monty Pythona), więc nie wiedziałam czego mam się spodziewać po tym filmie. Obejrzałam go, zachęcona pozytywnymi opiniami. I nie zawiodłam się. Fisher King ma cudowny baśniowy klimat, wciąga od pierwszych minut i na długo pozostaje w pamięci. To historia ludzi, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie. Jack stracił pracę w radio po tym, jak jego nieprzemyślana wypowiedź na antenie doprowadziła do tragedii. Perry to bezdomny, były profesor historii, który po śmierci żony żyje w świecie fantazji i poszukuje św. Graala. Ich kompletnie przypadkowe spotkanie wiele zmieni w ich życiu.
Mimo baśniowej koncepcji, ten film jest do bólu prawdziwy: niespodziewany upadek ze szczytu zawsze jest bolesny, wypowiedzianych słów nigdy nie można cofnąć, a utrata kogoś bliskiego może zagnać człowieka w bardzo mroczne rejony. Ludzie na zakręcie inaczej postrzegają świat, gubią się w podejmowanych decyzjach, bo świat nie zawsze łaskawie na nich patrzy, ale walczą.
Fisher King to według mnie filmów dwóch aktorów: Robina Williamsa i  Mercedes Ruehl. Williams stworzył genialną rolę, balansując na krawędzi komizmu i dramatyzmu A Ruehl stworzyła portret kobiety silnej i mocno stąpającej po ziemi.
Ocena: 8/10




Związki homoseksualne to temat bardzo kruchy i niełatwy w realizacji. Dobrych filmów o tej tematyce jest niewiele. Klatka dla ptaków to właśnie jeden z tych wyjątków. Kapitalna komedia, z inteligentnym poczuciem humoru. I ze świetną obsadą. O czym jest ten film? To historia Armanda i Alberta, którzy żyją w zgodnym związku od wielu lat. Prowadzą razem klub nocny i wspólnie wychowują syna Armanda - Vala. Pewnego dnia Val oznajmia, że się żeni. Jego wybranką jest córka konserwatywnego senatora. Jako, że przyszły teść nie wie nic o rodzicach Vala, musi on ten fakt chwilowo zatuszować. Prosi więc ojca, o uprzątnięcie mieszkania ze wszystkich dwuznacznych przedmiotów oraz... Alberta. Niestety nic nie idzie zgodnie z planem...
Dawno tak się nie uśmiałam. Humor jest tu wyśmienity, nie grubiański czy obijający się o stereotypy (na szczęście o nich w ogóle nie ma mowy). To świetnie napisana historia, z bardzo wyrazistymi postaciami, które od razu można polubić. Oprócz dobrego scenariusza, film jest świetnie zagrany. Genialny Robin Williams jako Armand, cudowny Nathan Lane jako Albert (scena, kiedy Albert uczy się męskiego zachowania - majstersztyk), kapitalny Gene Hackman (ostatnia scen ;)) i urocza Dianne Wiest.
Jeśli nie widzieliście wcześniej tego filmu, to polecam go nadrobić.
Ocena: 8/10




Zdjęcia są po to, by utrwalać tylko piękne chwile. To nimi zawsze się chwalimy, tworząc iluzję, że mało kiedy dotyka nas coś złego. I o tym jest ten film. Sy Parrish jest samotnikiem, pracującym w punkcie fotograficznym supermarketu. Codziennie wywołuje zdjęcia, zna się na nich jak mało kto. Ma jednak małą tajemnicę: kolekcjonuje zdjęcia rodzinie swojej ulubionej klientki. Na podstawie zdjęć, jakie Nina Yorkin przynosi do wywołania, Sy stworzył sobie obraz idealnej rodziny, do której chętnie by należał. Kiedy przypadkowo odkrywa, że w rodzina Yorków ma problemy, postanawia jej pomóc...
Niezły film, z ciekawym zakończeniem. Ale jest to film jednego aktora. Williams świetnie pokazał dramat człowieka skrzywdzonego w dzieciństwie. Człowieka, który żyje w świecie zdjęć innych ludzi, marząc by być ich częścią. I mimo dobrych intencji, jego zachowanie przeraża. Bo spokój potrafi być nieobliczalny.
Ocena: 7/10

P.S. Zdążyłam przed końcem października ;) Mam nadzieję, że w listopadzie będzie więcej notek. W końcu za tydzień szykuje mi się długi weekend ;)
P.S. 2. Suzarro pamiętam o mojej obietnicy notki. Pojawi się wkrótce.