31 stycznia 2015

"Prześle mi Pani bibliografię?"

źródło
To pytanie znajduję w każdym mailu, które dostaję od studentów piszących prace magisterskie o Tolkienie. I za każdym razem coraz bardziej mnie to irytuje... Lubię pomagać, więc jak ktoś zwraca się do mnie z prośbą o wskazanie kierunku szukania, chętnie mu ten kierunek wskazuję. Niestety, ostatnio takie zapytania się nie zdarzają. Są za to bezczelne prośby o podanie całego wykazu książek.

Kiedy zaczynałam pisać swoją pracę miałam tylko temat, pomysł na jeden rozdział i żadnej książki do bibliografii. Szukałam od zera, przeglądając każdą książkę o Tolkienie, jaka mi wpadła w ręce. Miałam do dyspozycji katalogi trzech bibliotek i internet. To była żmudna praca, ale znalazłam to, czego potrzebowałam. Liczba publikacji na temat Tolkiena jest ogromna i obecnie jest ich jeszcze więcej, niż wtedy gdy ja pisałam magisterkę. Więc z czym mają problem owi studenci? Z lenistwem?


Najciekawsze jest to, że:

1. Nikt mnie nie zapytał o temat mojej magisterki.
Nie raz wspomniałam na blogu, że pisałam o adaptacji książki na film, a to się wiąże z określonymi tematycznie książkami. Natomiast z maili dowiedziałam się, że moja praca dotyczyła ogólnie twórczości Tolkiena, a pytający też piszą pracę związaną z jego twórczością. Gdzie tu sens pytania o bibliografię?

2. Nikt mi nie podał swojego tematu magisterki.
Moja bibliografia raczej nie będzie pasowała do każdej pracy o Tolkienie. To jest sprawa tak oczywista, jak to, że rano wstaje słońce. Jeśli ktoś mnie prosi o pomoc, to powinien mi napisać, co z twórczości Tolkiena bierze na warsztat i czy mogę mu coś wtedy podpowiedzieć.

3. Pytający chcą pisać o Tolkienie, ale nie wiedzą jak się do tego zabrać lub co wybrać.
Moja bibliografia i plan pracy (jedna osoba mnie o niego zapytała) mają w tym pomóc. Serio, mam w to uwierzyć? Moja magisterka nie był ogólna tematycznie, więc nie nada się na inspirację. Z drugiej strony bibliografia mogłaby być gotowcem do pracy. A na to nie pozwolę.

Na koniec prośba: Drodzy Studenci, nie proście mnie o przesłanie bibliografii, bo to nie jest żadne rozwiązanie. Jesteście na uczelni, gdzie macie i swoich promotorów i dostęp do bibliotek - tam szukajcie inspiracji tematycznych i odpowiednich lektur. Szukanie jest nieodłącznym elementem pisania pracy magisterskiej i trzeba poświęcić na to czas.

Chętnie pomogę w jakieś pojedynczej kwestii, ale potrzebuję znać szczegóły :)
Tyle.

24 stycznia 2015

Trzy filmy z...


ARNOLD SCHWARZENEGGER


Arnie jako aktor nigdy mi nie przeszkadzał. Wiadomo, nie jest wybitny aktorsko, ale idealnie pasuje do roli twardzieli ze spluwą. Moim zdaniem, wraz ze wzrostem popularności i przyjmowaniem kolejnych ról, pokazał że nie jest aż takim aktorskim drewnem, o jakie go podejrzewano.

Arnie najlepsze role ma już dawno za sobą i już dziś mało czym jest w stanie widza zaskoczyć. Dlatego pozostaje oglądać starsze produkcje z jego udziałem. Mój wybór padł na filmy, których nie widziałam lub pamiętam tylko we fragmentach.

P.S. To chyba wpis tylko dla miłośników kina akcji ;)


Terminator (1984)


Jakimś cudem nigdy nie widziałam pierwszej części, od której wszystko się zaczęło. Dziś trochę mnie ten film śmieszył, bo po tylu latach od premiery jego efekty specjalne są dość groteskowe. I ta fryzura Arnolda! Mimo tego, to kawał dobrego kina science fiction, które znają na pamięć wszyscy fani. Jest tu wszystko: mroczny klimat, ciekawa fabuła, świetna muzyka (genialny motyw przewodni) i bardzo dobra obsada. Kultowa już kwestia T-800 - I'll Be Back. - zawsze mi się podobała ;)
Ocena: 7/10




Kontynuacje rzadko bywają udane i przebijają pierwowzór. Chyba, że za kamerą stoi Cameron. Ta część to prawdziwy majstersztyk. Jest mniej mroczny, ale mocno trzyma w napięciu. Minęło siedem lat i efekty specjalne po prostu zachwycają. Widać, że każda scena jest dokładnie dopracowana (wiadomo, że wyobraźnia reżysera nie zna granic). I bohaterowie nie są z papieru, co często się zdarza w tego typu produkcjach. Terminator to nie tylko maszyna do zabijania, robiąca dużo szumu - ten kierunek bardzo mi się podoba. Dzień sądu do tej pory pamiętałam głównie w urywkach - scena w szpitalu, ucieczka motocyklem, końcowa walka w fabryce. Stwierdziłam jednak, że czas na kompletny seans. Dla tej historii, aktorstwa i efektów warto było. I pewnie  jeszcze nie raz ten film zobaczę.
Ocena: 9/10

Egzekutor (1996)


To taki film z serii: zobaczyć, podekscytować się, zapomnieć. Schwarzenegger był stworzony do takich ról, a i miłośników tego typu produkcji nigdy nie brakowało (i nadal nie brakuje). Dobre kino akcji, ale bez fajerwerków jeśli chodzi o fabułę. Głównego bohatera nic nie jest w stanie zniszczyć :) Nie było jeszcze tych wszędobylskich efektów komputerowych, więc takie filmy niemal dwadzieścia lat temu naprawdę robiły wrażenie. Dziś je oglądamy raczej dla sentymentu, gdy mamy przesyt idealnego obrazu.
Ocena: 6/10

3 stycznia 2015

Noworocznie i urodzinowo

Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!
Życzę Wam samych fascynujących podróży po kulturze :)


Rok 2014 pod względem kultury był bardzo słaby, żeby nie powiedzieć tragiczny. Początek roku zapowiadał się naprawdę dobrze, ale potem wszystko szlag trafił. Źle rozporządzałam czasem. Jestem zła na siebie, ze tak się stało, ale nie ma co tego rozpamiętywać. Mam przed sobą nowe cele i jestem zdeterminowana.

Statystycznie wyglądało to tak:
Obejrzałam w sumie około 120 filmów.
15 filmów widziałam na dużym ekranie - tu akurat jest sukces, ponieważ zwykle wizyt w kinie w ciągu jednego roku zaliczałam około dziesięciu.

Ze wszystkich tych filmów wyróżniłam dziewięć:
Ona (2014) - Ten film to historia wyjątkowa.
Grand Budapest Hotel (2014) - Jeden z najlepszych filmów Andersona. Cudowny wizualnie.
Sekretne życie Waltera Mitty (2013) -  Genialna ścieżka dźwiękowa i fantastyczna, choć prosta fabuła.
Stuck in Love (2012) -  Klimatyczny, życiowy i chętnie się do niego wraca.
Czarownica (2014) -  Bardzo bajkowy film i cudowna Angelina.
Klatka dla ptaków (1996) - Aktorski majstersztyk!
Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 1 (2014) - Świetne wprowadzenie do dalszej części książki, trzymał w napięciu.
Hobbit: Bitwa Pięciu Armii (2014) - Dla mnie to film genialny pod każdym względem. Dostałam to, czego oczekiwałam. I nie przeszkadzają mi zmiany w fabule, Tylko Peter Jackson potrafi tak pokazać Śródziemie.
Kraina Lodu (2013) - Urocza bajka, którą przyjemnie się ogląda. Dla Olafa (i świetnego dubbingu Czesława Mozila) chętnie zobaczę ją jeszcze raz. Ale nie dałabym tej animacji Oscara.

Książki - tu raczej chwalić się nie powinnam. W tym roku przeczytałam (o zgrozo!) - 17 książek. Zwykle czytam około 60-70. Spadek tak drastyczny, że mnie nakłonił do zmian. Usiadłam, przemyślałam sprawę, wzięłam notatnik i z determinacją napisałam 25 postanowień kulturowo-życiowych na ten rok. To pierwsza lista jaką w życiu zrobiłam i postanowiłam ją zrealizować. Mam nadzieję, że mi się uda :)


Dziś mija trzy lata od założenia bloga. 


Czas bardzo szybko leci. I mimo że utrzymuje się u mnie tendencja spadkowa w publikowaniu postów (w porównaniu do roku pierwszego), to bardzo miło mi, że nadal tu zaglądacie. Dziękuję Wam bardzo za to, że czytanie, obserwujecie i nawet czasem coś skomentujecie. Gdyby nie ten odzew, pewnie już dawno bym zniknęła z blogosfery. Jeszcze raz Dziękuję :)

Oczywiście na koniec muszę wspomnieć o urodzinach mojego ulubionego pisarza - J.R.R Tolkiena.
Dziś wypada 123 rocznica jego urodzin.



To tyle na dziś. Chciałabym, aby ten rok był znacznie lepszy niż poprzedni i abym przestała w końcu składać obietnice bez pokrycia. Trzymajcie kciuki za moje postanowienia.
Kolejna notka już wkrótce :)