30 listopada 2015

Powrót do lat 90.



źródło: filmweb.pl
Co jakiś czas wracam do filmów, które uwielbiałam oglądać w dzieciństwie i w latach szkolnych. Nie mogę się oprzeć, by sprawdzić jak je odbieram po latach :)

Ten film dość długo chodził mi po głowie. Najpierw nie mogłam przypomnieć sobie tytułu. Potem jak w końcu zaświtał mi w głowie, to nie mogłam go namierzyć na żadnym portalu filmowym. W końcu mi się to udało i to przez przypadek. Tytuł był początkowo był tłumaczony jako "Amerykanin w klasztorze Shaolin" i tak go zapamiętałam. Teraz jednak widnieje jako "Amerykanin z Shaolin". Niby mała różnica, a sprawiła mi tyle kłopotu :)

Historia chłopka, który zostaje upokorzony przez swojego rywala na zawodach kick boxingu i postanawia szkolić się w klasztorze Shaolin, wydaje się banalna i przewidywalna. Drew Carson - bo o nim mowa, nie ma jednak lekko. Od pomysłu do realizacji długa droga, więc z ciekawością ogląda się jego poczynania.

Kiedy widziałam ten film po raz pierwszy, byłam zachwycona. Dziś nadal mi się go przyjemnie ogląda, choć już nie z takim entuzjazmem. Mimo przewidywalności i prostych prawd, film ma kilka naprawdę mocnych punktów:

1. Klasztor Shaolin - główne miejsce akcji jest fantastycznie pokazane. Mimo że film ma już ponad dwadzieścia lat, to scenografia, kostiumy i sceny walki nadal robią wrażenie (przynajmniej na mnie).

2. Muzyka - film ma bardzo charakterystyczny motyw przewodni, który mocno wpada w ucho.

3. Humor - próby przystosowania się Amerykanina do życia buddyjskiego mnicha, nie raz wywołują uśmiech. Zestawienie ze sobą dwóch, kompletnie innych kultur zawsze dobrze się ogląda.

4. Summertime Blues. Uwielbiam tę piosenkę.



Nie mam pojęcia czy ten film to remake, prequel czy jakaś tam inna część jakiejś serii, Dla mnie to tytuł sentymentalny. Przyjemnie było do niego wrócić i zobaczyć jak Drew odzyskuje honor. Fani kina akcji z mojego rocznika wiedzą, jakie to uczucie:)

Do następnego.