2 lutego 2016

W kilku słowach...

W styczniu obejrzałam w sumie dwadzieścia filmów, łącznie z powtórkami. Jak na moje niezorganizowanie kulturalne to całkiem dobry wynik. Poniżej kilka wybranych tytułów.

Ex-Machina (2015)


Dla mnie science fiction w wersji kameralnej jest zawsze ryzykowne. Zwłaszcza gdy jest to oryginalny pomysł scenarzysty, a nie adaptacja książki. Pod tym względem Ex-Machina broni się znakomicie. Debiut reżyserski Alexa Garlanda to klaustrofobiczny dreszczowiec, w którym pozornie nic się nie dzieje, ale gęsta atmosfera nasila się z każdą minutą. Minimalizm formy, nieustające napięcie, mnóstwo pytań, zagadnień, niedopowiedzeń - to wszystko nie pozwala się oderwać do końca. I mimo że można się domyślić zakończenia, to warto ten film zobaczyć. Mnie po seansie nurtuje jedno pytanie: jak człowiek będąc osobnikiem inteligentnym i rozpoznającym zagrożenie, może być jednoczenie tak naiwnym...
Ocena: 7/10

Still Alice (2014)


Czytałam same słabe recenzje tego filmu - szału nie ma, gdzieś to już było, nuda, tylko Julianne Moore dała radę... itp, itd. Ja mam odmienne zdanie. To naprawdę bardzo dobre kino. Pokazanie etapów rozwoju choroby Alzheimera to fascynujący ale i trudny do pokazania temat. Powolna utrata pamięci i świadomość zanikania własnej tożsamości, reakcja i zachowanie najbliższych osób z otoczenia na rozwój choroby - świetnie to zostało pokazane. Wiem, że film jest na podstawie książki i różni się od niej znacząco, więc chętnie książkę przeczytam. Dla mnie przykładem nudnego filmu jest Like Crazy lub Breathe In - niby filmy życiowe, ale nie mają nic co by mi po seansie pozostało. Jest jedno - poczucie straconego czasu. Still Alice może i jest filmem powolnym, ale bardzo wartościowym.
Cena: 7/10

Whiplash (2014)


Nie przepadam za jazzem - nie jest to mój gatunek muzyczny, choć znalazłabym kilka piosenek, które lubię słuchać. Whiplash obejrzałam głównie z powodu głośnych zachwytów. Mnie się ten zachwyt specjalnie nie udzielił. To niezły film, ale głównie dzięki świetnej roli J.K. Simmonsa. Nie wiem która scena, jest TĄ SCENĄ - jakoś mi to umknęło,  a sama końcówka mnie rozczarowała i przez nią jeszcze bardziej nie lubię jazzu i perkusji w zespole jazzowym. Gdybym poszła na to do kina (dobrze, że nie wyszło) głowa bolałaby mnie przez miesiąc.
Ocena: 6/10




Cóż za fantastyczna trylogia. Cudownie, prawdziwe i przegadane filmy. Nie spodziewałam się, że kiedyś docenię film, gdzie nie ma mocno zaznaczonych zwrotów fabularnych, a głównym atutem jest rozmowa. Oglądając filmy Linklatera zwraca się uwagę nie tylko na dialogi głównych bohaterów, ale także na gesty, spojrzenia, bo z nich wiele można sobie dopowiedzieć. Najbardziej urzekło mnie to, że bohaterowie są z krwi i kości - nie są idealni, mają wady, popełniają błędy. Są jak ludzie z codziennej rzeczywistości,  a ich rozmowy są bardzo wiarygodne i możemy sami się do nich odnieść w jakiś sposób. Poza tym między Jessem i Celine jest tak cudowna chemia, że ciężko oderwać od nich wzrok.
Ocena dla każdego filmu: 8/10


Joséphine (2013)


Głupiutka francuska komedia o kobiecie, która nie może sobie znaleźć faceta z powodu swojej figury. Zazdrosna o młodszą siostrę, która właśnie oświadczyła że wchodzi na mąż, postanawia ubarwić swoje życie uczuciowe i wplątuje się w wiele skomplikowanych sytuacji. Oprócz ładnych zdjęć, ten film nie ma niczego ciekawego do zaoferowania. Fabuła jest prosta jak budowa cepa, zakończenia można się domyślić od razu, a co druga scena jest żenująca.
Ocena: 4/10



Lubię filmy Nancy Meyers i jestem wobec nich mało krytyczna. Głównie dlatego, że jej filmy są dla mnie idealne na relaks po ciężkim dniu i przekazują tak wiele pozytywnej energii. I lubię do nich wracać. Nie inaczej jest z Praktykantem. To przyjemna, ciepła komedia, która odgrzebuje stare wartości i łączy je z tymi, które obowiązują dzisiaj. Jest kilka świetnych scen, jest uśmiech Annie, jest szarmancki Robert i jest szczęśliwe zakończenie. Czego chcieć więcej? :)
Ocena: 7/10

Oby luty był równie owocny filmowo.

6 komentarzy:

  1. Filmu Still Alice nie widziałam, ale książkę faktycznie mogę polecić, zrobiła na mnie kiedyś spore wrażenie, ciekawe tylko czy dzisiaj również...
    I chyba przekonałaś mnie do tej Ex Machiny, nie lubię w ogóle SF, ale inteligentne kino owszem, więc myślę, że może być warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytałam, że książka Still Alice robi duże wrażenie na czytelniku, więc mnie to mocno intryguje :)
      Ex-Machinę polecam, choć moim zdaniem jest to seans na raz. A najlepiej go oglądać z kimś, bo potem przedyskutować odczucia.

      Usuń
  2. Mnie chyba też przekonałaś do Ex- Machiny. Oglądałaś może Moon? Jeżeli to cos w tym klimacie, to chętnie obejrzę. A ja ostatnio więcej czytam i oglądam seriali. W styczniu obejrzałam 3 filmy! Jestem sama z siebie niezadowolona ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ex-Machina warta jest obejrzenia, bo to dobry do dyskusji film. I więcej tam psychologii niż typowych elementów SF.
      Filmu "Moon" nie widziałam, ale słyszałam że to dobre kino. Też chętnie zobaczę.
      Trzy filmy w miesiącu? Oj, niedobrze :) Ja do takiego wyniku jeszcze nie doprowadziłam. Tak mi się przynajmniej wydaje :)

      Usuń
  3. Nie widziałam tylko trylogii Linklatera i wydaje mi się, że będę niedługo jedyną osobą, która tych filmów nie widziała. Muszę dość szybko nadrobić te zaległości :) Trochę mnie zasmuciłaś tą dość nieprzychylną opinią o "Breathe In". Miałam w planach go niedługo obejrzeć, ale chyba odłożę sobie w takim razie jego seans w czasie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też miałam wrażenie, że trylogię Linklatera widzieli już wszyscy :) Ale nie martw się, w każdym momencie można nadrobić. Może i Tobie się spodoba.

      Absolutnie nie rezygnuj z zobaczenia "Breathe In"! Może Tobie się akurat spodoba? Chętnie poczytam inną opinię. A jak nie, to sobie wspólnie podyskutujemy co było nie tak :)

      Usuń