31 marca 2016

Podobno w Polsce nie czyta się książek...


Jakiś czas temu Biblioteka Narodowa udostępniła coroczny raport dotyczący czytelnictwa. Według tych badań, w 2015 roku ok. 37% Polaków przeczytało przynajmniej jedną książkę. Oczywiście zaraz potem pojawiło się tysiące dyskusji o spadku czytelnictwa, rozpoczynające się zwykle od takich słów jak: drastyczny, przerażający, wstrząsający raport. Wyborcza pokusiła się nawet o zdanie: "Czyli ponad 20 mln naszych rodaków nie miało żadnej" [w sensie książki].

Przyznam szczerze, że te badania zawsze mnie śmieszą. Nie da się dokładnie badać czytelnictwa, ale jeśli chce się to zrobić, to liczba badanych powinna być jak najwyższa. Tylko wtedy wyniki będą sensowne. W tym roku po raz pierwszy przyjrzałam się dokładnie raportowi BN i w końcu dowiedziałam się jak się bada u nas czytelnictwo.

Cały raport można znaleźć tutaj.

Cytując jeden z artykułów: "Badanie przeprowadzono na reprezentatywnej ogólnopolskiej próbie 3049 respondentów w wieku co najmniej 15 lat. Grupa ta została dobrana metodą random route. Wywiady przeprowadzali ankieterzy w domach respondentów, zapisując ich odpowiedzi na przenośnych komputerach (metoda CAPI). W kwestionariuszu powtórzono szereg pytań z poprzednich edycji, zachowując również ich kolejność w ankiecie, tak aby możliwe było porównywanie tegorocznych wyników z rezultatami badań z poprzednich lat."


3049
 To jest ta reprezentatywna liczba, która decyduje o stanie polskiego czytelnictwa.
 A w Polsce mieszka jakieś 38 milionów ludzi...


Czy nie wydaje Wam się, że to jest śmieszne mało? Nawet jeśli z tych 38 milionów, odejmiemy wszystkich poniżej 15 roku życia oraz osoby, które z jakiś powodów (np. życiowych czy medycznych) czytać nie mogą, to i tak te trzy tysiące to bardzo niewiele. To nie jest żadna reprezentatywna liczba. Już dziesięć tysięcy brzmiałoby lepiej.

Jak już nie raz wspomniałam, pracuję z książkami. Dzień w dzień o nich rozmawiam, widzę jak ludzie ich szukają i jak je kupują. Codziennie jadąc do pracy autobusem, widzę ludzi z nosem w książkach. Chodzę po księgarniach i podpatruję, jaką literaturą ludzie się interesują. Po opublikowaniu badania BN, zrobiłam w pracy małe śledztwo dotyczące czytania. Żadna zapytana przeze mnie osoba, nigdy nie brała udziału w żadnym większym badaniu dotyczącym książek. A większość z nich czyta i kupuje dużo. I każda potwierdziła tezę, że 3 tysiące badanych nic nie znaczy.

Czyta się nie tylko książki papierowe, ale także e-booki na czytnikach i pdf na komputerze. 
Czyta się nie tylko literaturę piękną, ale także popularnonaukową, finansową i techniczną. Znam osobiście takich czytelników.
Książek również się słucha - audiobooki mają się dobrze i nie służą tylko do szlifowania języka obcego.
Czyta się także w innych językach - widzę to na codzień. Ludzie czytają po angielsku, francusku, hiszpańsku czy rosyjsku.

Portal Lubimy czytać  - jedno z ciekawszych miejsc w internecie dotyczące książki. Ilość użytkowników i recenzji tylko umacnia moje przekonanie, że w Polsce czytelnictwo nie upada.
Tak przy okazji: właśnie prowadzą własne badania czytelnictwa. Ankieta dostępna: tutaj i ma naprawdę sensowne pytania.

I książkowe blogi - ich ilość może przyprawić o zawrót głowy :) Codziennie okrywam nowy adres z recenzjami. 

Mogłabym jeszcze pisać o tym jak się czyta w większym i mniejszym mieście, jak to jest z rodzinnymi czytelniczymi tradycjami i czy trzeba mieć duży zer na koncie by kupować książki. O takich rzeczach dowiaduję się nie z anonimowych ankiet, a z rozmów, patrząc ludziom w oczy.

Faktycznie czytelnictwo spada, co do tego nie mam wątpliwości. Ale nie wydaje mi się, by było aż tak tragiczne. Lepiej powiększyć liczbę badanych. Pewnie wyjadą lepsze wyniki.

A teraz zmykam czytać książkę :)
Dobrego dnia lub wieczoru! (w zależności kiedy przeczytacie ten post)