19 października 2016

W kilku słowach...

... z kina.  Co ciekwe, na dwóch z tych trzech filmów byłam na sali kinowej zupełnie sama. Po raz pierwszy zdarzyła mi się taka sytuacja. To bardzo surrealistyczne uczucie - tylko ty i wielki ekran. Jakby specjalnie dla mnie puszczali film :)







źródło
Jeszcze mi się nie zdarzyło pójść do kina na western. Nigdy nie był to mój ulubiony gatunek filmowy, stąd nie znam oryginalnych Siedmiu wspaniałych z 1960 roku. Kojarzę tylko Siedmiu samurajów, którzy byli inspiracją dla amerykańskich filmów. Jednak zaintrygowana zwiastunem, wybrałam się na seans, nie czytając opisów czy ogólnych opinii. I chyba dobrze zrobiłam. Nie miałam w głowie żadnego porównania, spekulacji i oskarżycielskich komentarzy, których w internecie pełno. Obejrzałam bardzo sprawnie zrobiony film. Film o męskiej przyjaźni, honorze i sprawiedliwej zemście. Aktorstwo na poziomie - każda postać miała swoje kilka minut, świetne sceny akcji i niezła muzyka.
Ocena: 7/10



źródło
Jak już kiedyś pisałam, nie lubię książkowej Bridget. To jeden z nielicznych wyjątków, gdzie wolę film niż książkę. Filmowe perypetie w wykonaniu Renée Zellweger są o niebo lepsze i zawsze poprawiają mi humor. Nie mam pojęcia jak druga i trzecia część odnosi się do pierwowzoru literackiego, ale w wersji ekranowej dobrze się ze sobą zgrywają. Bridget jak zwykle narozrabia, bo wiek jej do niczego nie zobowiązuje, gdzieś po drodze się pogubi i zwątpi, ale ostatecznie znowu znajdzie to, czego szuka. Jest śmiesznie, jest nowocześnie i jest taki nieoczywisty happy end.
Na poprawę humoru jak znalazł :)
Ocena: 7/10



źródło
Książka mi się podobała. Rzadko czytam thrillery psychologiczne, więc dałam się zaskoczyć. Po takim sukcesie marketingowym, film był tylko kwestią czasu. I muszę przyznać, że twórcy nieźle sobie z tą historią poradzili. Nie pamiętam dokładnie fabuły książki, bo czytałam ją ponad rok temu, ale to co mi zostało w głowie, w miarę dobrze współgra z tym, co widziałam na ekranie. Miałam może ze dwa - trzy momenty zgrzytu czy coś nie zostało zmienione. To naprawdę dobra ekranizacja książki, ze świetną rolę Emily Blunt. Nie można od niej oderwać oczu.
Ocena: 7/10

2 komentarze:

  1. "Siedmiu wspaniałych " z 1960r oglądałam dawno temu i jak dla mnie był to typowy średniak. Za to uwielbiam "Siedmiu samurajów" jest to dla mnie nr 1 jeśli chodzi o filmy o tej tematyce a Toshiro Mifune był wręcz idealny do takich ról.
    "Dziewczyne z pociągu" to chyba najpierw sobie przeczytam książkę a później obejrzę film.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Siedmiu samurajów" mam w planach od dawna, bo słyszałam same świetne opinie.

      Polecam najpierw przeczytać "Dziewczynę z pociągu" - wtedy film nie będzie się dłużył :)

      Usuń