28 lutego 2017

Z książkowej półki



Dawno mnie tu nie było. Blog co chwila powracał w moich myślach, ale nie miałam żadnego pomysłu na notkę. Ciężka jest walka z brakiem weny, ale w końcu odniosłam małe zwycięstwo :) Zanim jednak rozpiszę się na bardziej konkretne tematy, zostawię tu kilka zdjęć książek, które najbliższym czasie mam zamiar przeczytać. 




Ocean na końcu drogi Neil Gaiman - lekturę tej książki mam już za sobą. To dla mnie pozycja wyjątkowa. Po pierwsze dlatego, że odczarowała mi twórczość Gaimana, a po drugie to jedna z nielicznych książek, które dostałam w niespodziewanym prezencie.

Muza Jessie Burton - bardzo ciekawi ta książka, bo opowiada w intrygujący sposób o malarstwie. Czytałam same pozytywne recenzje, choć duża część czytelników twierdzi, że Burton nie dorównała poziomem swojej debiutanckiej powieści. Chętnie do sprawdzę :)

Hygge. Duńska sztuka szczęścia Marie Tourell Søderberg - życiowa filozofia Duńczyków jest ostatnio bardzo modna. Mnie ta książka zaintrygowała głównie pod względem estetycznym. Ale przy okazji przeprowadziłam kilka miłych rozmów dotyczących hygge i bardzo mi się podobała ta koncepcja. Moja artystyczna dusza na pewno na tym skorzysta.

Jeszcze nie umarłem Phil Collins - mam wielką słabość do muzyki Phila, główne za czasów jego występów z Genesis. A to wszystko przez mojego tatę, który w czasach mojego dzieciństwa słuchał Collinsa non stop. I mi się udzieliło :) Nigdy jednak nie byłam na bieżąco z jego muzyczną karierą, więc dzięki książce coś tam nadrobię.



W moim aktualnym czytaniu jest Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell. Zobaczymy, w jakim czasie przebrnę przez 1136 stron. Podobno dla Scarlett warto ;)




Jakiś czas temu w pracy przeszukiwaliśmy pół świata, by zdobyć różne wydania Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren. Ostatecznie miałam w rękach wydanie gruzińskie, chorwackie, łotewskie, bułgarskie i rumuńskie. Spędziłam na wyszukiwaniu tak dużo czasu, że naszła mnie ochota na przeczytanie tej książki jeszcze raz. Udało mi się znaleźć w domu egzemplarz mojej mamy, który pochodzi z 1968 roku. Jak na swoje lata dobrze się trzyma :) Dzieci z Bullerbyn były moją ulubioną książką w latach szkolnych - ciekawe jak dziś będzie mi się ją czytać.


Tyle treści na zakończenie lutego ;)

3 komentarze:

  1. Też nadrabiam zaległości w literaturze.Staram się czytać różne gatunki różnych autorów, ale prędzej czy później kończy się na Stefciu Kingu ;P Jednak ostatnio przeczytałam "Diunę" Herberta i jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki. Dawno już fabuła aż tak mnie nie wciągnęła a "powrót z Arrakis" był bardzo trudny:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, "Diuna". Mam ją gdzieś na liście do przeczytania, więc pewnie kiedyś uda mi się nadrobić :) I zastanawiam się też czy nie sięgnąć po chociaż jedną książkę Kinga - chciałabym sprawdzić czy jego pisarstwo mnie wciągnie, choć nie gustuję na co dzień w takiej tematyce :)

      Usuń
  2. Jeśli chodzi o Kinga to polecam ci "Lśnienie" naprawdę świetna książka :)

    OdpowiedzUsuń