7 lutego 2012

Walka o Żelazny Tron rozpoczęta!


     (źródło: deadline.com)

Przekonać mnie do nowego serialu jest naprawdę ciężko. Mało kiedy gonię za nowościami, a jeśli na coś się zdecyduję, to zwykle bardzo długo po premierze. Lista moich seriali przed weekendem liczyła 5 pozycji. Teraz do tego zestawienia dołącza "Gra o tron".
Już od dłuższego czasu kilka osób zachęcało mnie słowami: "obejrzyj, przecież to twoje klimaty". Jakoś tak się złożyło, że w kwestii fantasy to raczej wolę filmy i książki niż seriale. W końcu się jednak skusiłam. Wystarczyły mi trzy dni, by nadrobić pierwszy sezon. Nie było to zbyt trudne przy dziesięciu odcinkach ;)

Nie spodziewałam się, że ten serial mnie aż tak wciągnie. Lubię fantasy, ale w takiej brutalnej wersji jeszcze go nie widziałam. To co pokazuje serial, to nie jest ogólnie pojęte fantasy przeznaczone dla młodych widzów. "Gra o tron" jest pełna krwawych intryg, przemocy, seksu i często wulgarnego słownictwa.

Sama historia oparta na pierwszej powieści George’a R.R. Martina z sagi "Pieśni lodu i ognia". Akcja dzieje się w krainie Westeros, fantastycznym świecie przypominającym średniowieczną Europę. Głównym wątkiem jest walka o władzę, o Żelazny Tron wykuty z tysiąca mieczy. Stawką jest panowanie nad Siedmioma Królestwami i przetrwanie rodu, więc rywalizacja, intrygi i zdrady są na porządku dziennym. Poza tym gdzieś na Północy za Murem, budzi się od dawana uśpione zło...
Ciężko dokładnie opisać tak rozległą fabułę i wymienić wszystkich znaczących bohaterów. Sama początkowo gubiłam się w lawinie nazwisk, rodów, tytułów, oraz kto, gdzie, z kim i dlaczego. Potem już tylko byłam ciekawa co będzie dalej.

                                                      (źródło: gamesofthrones.com)

Po względem wizualnym serial jest świetnie zrobiony, zwłaszcza że budżety telewizyjne są o wiele mniejsze niż filmowe. Ale HBO mogło sobie pozwolić na większe koszty. Na potrzeby pierwszego sezonu zostały stworzone pełne zestawy zbroi i broni, a przygotowanie pojedynczych kostiumów zajmowało nawet sześć tygodni. Plenery nagrywane były w różnych zakątkach świata, od wybrzeży Irlandii Północnej po Maltę i Maroko. Scenografia stworzona ze szczególną dbałością o szczegóły, sprawia że czuje się atmosferę średniowiecza.

Czołówka serialu, nagrodzona statuetką Emmy. 

Aktorsko też jest nieźle. Oprócz znanych i cenionych nazwisk jak: Sean Bean, Peter Dinklage, Lena Headey, Iain Glen, mamy tu sporą grupę debiutantów (w dużej mierze z Wielkiej Brytanii), która obiecująco rokuje na przyszłość. Nie wiem czy są oni dobrze dobrani pod względem pierwowzorów literackich, bo nie czytałam jeszcze książki, ale wizualnie bardzo mi się podobają.

                                                                         (źródło: popcorner.pl)

I muzyka. Skomponowana przez Ramin Djawadi, nadaje serialowi niezwykły klimat i bardzo szybko wpada w ucho.
Teraz tylko pozostaje mi z niecierpliwością czekać na kolejny sezon (już w kwietniu) i zabrać się za czytanie sagi.
Polecam. Nie tylko miłośnikom fantasy ;)

2 komentarze:

  1. A ja już z olbrzymią niecierpliwością czekam na kwiecień, aż zacznie się kolejny sezon i gdyby nie to, że oglądam kilka różnych seriali jednocześnie, chyba bym się zapłakała z tęsknoty :D UWIELBIAM ten serial :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za brutalnym fantasy. Wolę coś w stylu "Władcy Pierścieni" albo Pratchett'a. (A)

    OdpowiedzUsuń