16 kwietnia 2013

Rushmore (reż. Wes Anderson, 1998)

"Trzeba znaleźć coś, co się lubi i robić to do końca życia. Ja lubię chodzić do Rushmore." - Max Fischer


W Rushmore, w elitarnej i najlepszej w kraju, prywatnej szkole dla wybitnie zdolnych i bogatych, jest jeden dość oryginalny uczeń. Arogancki, irytujący typ, który pozjadał wszystkie rozumy, wszystko wie najlepiej i uważa się za nie wiadomo kogo. I na dodatek bardzo lubi ubarwiać własne życie. Tym kimś jest Max Fischer (Jason Schwartzman), główny bohater filmu Wesa Andersona, bohater którego nikt nie chciałby spotkać na swojej drodze.
Życie Maxa do tej pory było dość proste. Jako jeden z najgorszych uczniów w szkole, starał by go nie wyrzucono (nie żeby przykładał się do nauki, raczej pociągał za sznurki w administracji), skupiał się na działalności kółek zainteresowań i udzielał się w samorządzie. Ponadto wiedząc, że mocno różni się od swoich szkolnych kolegów, Max ciągle wymyśla kłamstwa na swój temat, by dodać sobie prestiżu. Wszystko zmienia się jednak w momencie, gdy przez przypadek poznaje nową nauczycielkę Rosemary (Olivia Williams). Zadurzony po uszy piętnastolatek postanawia walczyć o jej względy. Będzie miał jednak poważną konkurencję w osobie Hermana Blume'a (Bill Murray).

To nie jest historia o młodzieńczej miłości. Ten film to opowieść o rozwijaniu własnych pasji i o radzeniu sobie z rzeczywistością w czasie dorastania.


Główny bohater na pierwszy rzut oka wydaje się być postacią negatywną, mimo to wzbudza sympatię. Jego ekscentryzm, dziwny humor, zakłamanie, zagubienie, ale przede wszystkim pasje, sprawiają, że wzbudza skrajne uczucia. To, co Max kocha najbardziej to Rushmore. Nie jako szkołę, gdzie musi się uczyć, być mieć dobre stopnie i stypendium. On kocha Rushmore jako instytucję, gdzie jest mnóstwo kółek zainteresowań i spraw w samorządzie. Więc zamiast wspinać się po szczeblach edukacji, Max uczęszcza na wszelkie możliwe szkolne koła zainteresowań, jednocześnie im przewodząc, także zalewa zarząd kolejnymi inicjatywami zmian. Jego pasja przeradza się w styl życia, jakby chciał sobie rekompensować braki w innych dziedzinach.

Swoim postępowaniem Max zaimponował Hermanowi Blume’owi, z którym połączyła go przyjaźń. Sam Herman to człowiek sukcesu, wielki darczyńca szkoły. Nie czuje się jednak w tej roli dobrze, gdyż trapią go problemy rodzinne. Jego małżeństwo istnieje tylko na papierze, a synowie to osobniki, od których najlepiej uciekać. Znajomość z Maxem jest czymś, czego od dawna potrzebował. Wszystko zmienia się, gdy obaj poznają Rosemary Cross. Dla Maxa będzie to pierwsze prawdzie zauroczenie, tak mocne, że zrobi dla niego niemal wszystko, a dla Hermana to szansa na prawdzie życie u boku kochanej kobiety. Sęk w tym, że mimo walki i przepychanek obaj nie dostaną tego, czego chcą.


To będzie dla Maxa jedna z najważniejszych lekcji. Nauczy się, że nie wszystko można mieć i nie wszędzie trzeba być. Że każde kłamstwo, prędzej czy później, wyjdzie na jaw. Że nie nie ma sensu udawać kogoś, kim się nie jest, i że trochę pokory jeszcze nikomu nie zaszkodziło. I co ważne: warto rozwijać swoje pasje.

Rushmore bardzo dobrze się ogląda. To zasługa świetnego scenariusza, znakomitej gry aktorskiej (Jason Schwartzman i Bill Murray) i dobranej muzyki. Prosta historia i dobre dialogi sprawiają, że ten film na długo zostaje w pamięci. Mnie ten film skradł serce i na pewno nie raz do niego wrócę.

Ocena: 8/10

Źródło zdjęć: Filmweb.pl

1 komentarz:

  1. Anderson ma naprawdę niesamowity styl. "Rushmore" jest przyjemnym i zabawnym filmem, zgadzam się zupełnie z Twoją opinią. Szczególnie dobrze wypadł Jason Schwartzman, który wręcz zaintrygował mnie swoją osobą.

    OdpowiedzUsuń