8 lipca 2013

Wybuchu nie było...

"Bomba, czyli alfabet polskiego szołbiznesu" Karolina Korwin Piotrowska 

www.empik.com
Bomba już tyka... Kto powinien się bać? - to pytanie jest chyba najgorszym chwytem reklamowym wymyślonym przez wydawcę. Nie ma żadnego związku z wymową książki z dwóch powodów. Po pierwsze nie ma tu ostrego ataku na show-biznes, który zmienia większość pojawiających się w nim ludzi. Jest to raczej subiektywna opinia o osobach, którzy w mniejszym lub większym stopniu w tym biznesie funkcjonują. Po drugie, wypowiedzi autorki bardzo często można usłyszeć i przeczytać, więc ciężko jest się bać opinii, która gdzieś już się pojawiła.

Trudno jest mi ocenić tę książkę. Bardzo lubię Karolinę Korwin Piotrowską. Jest świetnym obserwatorem, ma trafne osądy i ogromną wiedzę filmową, nie przejmuje się opinią innych i robi swoje. Byłam ciekawa w jaki sposób opisze show-biznes, do którego zwykli ludzie nie mają dostępu, a to co widzą jest tylko ładnym, sztucznym obrazkiem. Myślałam, że obedrze ten medialny świat z całej cukierkowości, w końcu jest dziennikarką z gatunku tych jadowitych. Niestety, zrobiła to tylko w małej części i po lekturze czuje się niedosyt.

To, co zasługuje na wielki plus, to fakt jak trafnie skomentowała pracę stylistów i projektantów, agentów gwiazd, miodowych blogerek. Skrytykowała używanie botoksu, wciąganie do medialnego świata dzieci, brak używania inteligencji i poczucia humoru. Wielu z tych spraw przeciętny widz mógł tylko domyślać, teraz ma potwierdzenie od osoby, która to widzi na co dzień. Brawo.

Inną dobrą stroną książki jest to, że czytając ją, zapisuje się tytuły filmów i spektakli do obejrzenia lub sprawdza w internecie teledyski lub fragmenty występów, które przytacza autorka przy danej osobie. Karolina Korwin Piotrowska to, w tym temacie, skarbnica wiedzy o filmie i muzyce. Dzięki temu zdałam sobie sprawę, jak mało widziałam polskich filmów i  powinnam się tego wstydzić. Lista wypisanych przeze mnie tytułów jest spora i przydałoby się ją najszybciej nadrobić. Jest jeszcze subiektywne kalendarium 1989-2012, które pokazuje zmiany w polskiej kulturze (i stąd też można wyciągnąć kilka interesujących tytułów). Bardzo fajnie napisane.

Są też wady, które w pewnym momencie przyćmiły mi zalety książki. Po pierwsze zestawienie wszystkich osób. Czytając je można odczuć podział na kilka grup:
- na osoby, które chronią swoją prywatność i znamy je głównie z ich osiągnięć na tle zawodowym;
- na osoby, które upubliczniają swoje życie, chodzą na każde możliwe imprezy i robią sesje do kolorowych magazynów;
- na debiutantów, którzy mają potencjał i już udowodniają, że wiedzą jak działa cały mechanizm;
- na osoby, które Karolina Korwin Piotrowska zna osobiście i nie powoli powiedzieć złego słowa.

Brakuje tu obiektywizmu i mocnych słów pod adresem kilku osób. Poza tym mało jest informacji zza kulis, a podawane fakty już gdzieś były usłyszane. Z alfabetu najwięcej dowiadujemy się o samej autorce. I nie mam tu na myśli wstępu, który informuje nas o tym, że książka może być ponad siły czytelnika. W trakcie opisywania osób, dowiadujemy się o tym, co Karolinę Korwin Piotrowską ukształtowało, co lubi słuchać, z kim jej się najlepiej rozmawia i kto jej pomógł, choć się tego nie spodziewała. Te osobiste wstawki mają jednak swój plus - widzimy znane osoby, z zupełnie innej strony.

Jednak największą wadą tej książki jest język. Ja bym to nazwała "totalną maskarą". Jest za bardzo potoczny. Nie wymagam, by był to tekst literacki - nie pasowałby do tematyki, ale przeszarżowanie i brak redakcji tekstu nie pomagają w czytaniu. W notce o Niekrytym krytyku, który napisał książkę, czytamy: "pisze rzeczywiście gorzej, niż mówi". To samo bym powiedziała o stylu Karoliny Korwin Piotrowskiej. Świetnie się jej słucha, ale o wiele gorzej czyta. W tym wypadku lektura książki od deski do deski jest małą tortura dla czytającego, ponieważ co chwila powtarzają się te same argumenty, sformułowania, zwroty. Nie potrafię zliczyć słówek: kupczyć, piar, powala, konia z rzędem temu, obcyndalanie się, czy ulubiononego "przysłowia": gdzie rabotujesz, tam mnie bzykajesz. To razi, ale ma też mały plus, bo jest to dowód na to, że pisała to sama K.K. Piotrowska, a nie jakiś ghostwriter.

Podsumowując. Z jednej strony to skarbnica wiedzy o polskiej kulturze dla takich lekkich ignorantów jak ja. Pod tym względem często będę do niej zaglądać, by sprawdzić, co warto obejrzeć. Z drugiej strony mimo, że książkę bardzo szybko się czyta, męczy język. Ja tego strasznie nie lubię, bo mnie to odrzuca od lektury (plus ilość spolszczonych angielskich słówek - choć może to zabieg celowy). Jeśli więc zdecydujecie się przeczytać alfabet show-biznesu, zróbcie to wyrywkowo. Powtórzenia nie będą tak drażnić.

12 komentarzy:

  1. cenna opinia, Pani Karolina zawsze mnie drażniła jeśli chodziło o jej ostrą krytykę "szołbiznesu", jakoś nie mogłam znieść jej uzewnętrznienia się na antenie, to pewnie sprawa indywidualna, choć jak mówisz braku wiedzy o muzyce, filmie czy szeroko pojętej kulturze nie można jej zarzucić, więc być może faktycznie warto sięgnąć po książkę tylko z tego powodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dla wiedzy warto tę książkę przejrzeć :) Ja ogólnie lubię panią Karolinę, ale coraz częściej jej ostra krytyka nie dotyczy konkretnych osób, ale spaw ogólnych. Tak więc książka jest pod tym względem rozczarowująca.

      Usuń
  2. Bardzo nie lubię Korwin Piotrowskiej, tak samo jak jej "obnażania brutalnej prawdy", które jest jeno stwierdzaniem powszechnie znanego faktu i oczekiwaniem oklasków. Czy jest skarbnicą wiedzy o polskiej kulturze? Oj, szczerze wątpię, do tej pani nigdy się nie przekonam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a myślałam, że większość ją jednak lubi :)
      Widziałam kilka jej programów związanych z filmami i moim zdaniem zna się na rzeczy. Ale jak wiadomo, każdy ma własną opinię :)

      Usuń
  3. Mimo tych minusów, które wymieniłaś, chętnie zajrzę do tej książki, żeby dowiedzieć się, co warto obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, bo najlepiej samemu się przekonać :) Ja na pewno nie żałuję, że przeczytałam :)

      Usuń
  4. mam do niej taki sam stosunek jak do Kuby W, póki zbytnio się nie wychylał i nie był wszędzie obecny to go lubiłam, Korwin Piotrowska sprzedała się zasiadając w jury tandetnego programu jakim był/ jest "Top Model" i od tego momentu ciągle pojawa się na Pudelku i innych takich to jest strasznie denerwujące bo nie zawsze to co Ona ma do przekazania jest warte tego, najczęściej chodzi o jedno i to samo: atakować i odpierać ataki, to się robi już nudne i godne politowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że gadanie o show-biznesie robi się monotonne. Bez względu na to, kto o tym mówi. Ja swego czasu dużo czytałam plotek, byłam ciekawa o co wielki szum. Dziś mnie to mało obchodzi i szczerze powiedziawszy nie wiem dokładnie co teraz wygadują :) Karolinę Korwin Piotrowską cenię za wiedzę filmową, ale po przeczytaniu jej książki jestem rozczarowana.

      Usuń
  5. Bardzo chciałam przeczytać, ale nie przysłali mi do recenzji, jednak nie czuję aż tak wielkiej potrzeby, by ją kupować. Obawiałam się właśnie tego, że nie będzie zbyt obiektywna i że KPP będzie przede wszystkim pisać o tym, co właściwie już wiemy (swego czasu dosyć regularnie oglądałam Magiel Towarzyski, śledzę ją na facebooku), a to mi się już w sumie trochę przejadło. Naprawdę, mogłaby ona napisać coś o filmach. A co do języka jej książki to pewnie jest to taki język, jakim ona się wypowiada w tv - naprawdę bezpośredni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka nie jest moja, więc nie wydałam na nią pieniędzy :)
      Faktycznie książka o filmach by się przydała. To byłaby o wiele ciekawsze i bardziej odkrywcze. A co do języka - niektórzy w ogóle nie widzą różnic między mówieniem, a pisaniem, więc przydałaby się redakcja, by biednego czytelnika szlag nie trafiał :)

      Usuń
  6. Bardzo fajny blog, postaram się tu jeszcze wpaść.


    pozdrawiam
    O Kulturze

    OdpowiedzUsuń