3 kwietnia 2015

Wysoka frekwencja, marne opinie i cicha fascynacja...


źródło
O tym filmie napisano już chyba wszystko. Zanalizowano każdy kadr, każdą minę aktorów i każdy mebel w scenografii. Nie było dnia, bym gdzieś nie natrafiła na recenzję. Po co więc piszę ten tekst? Bo lubię mieć własne zdanie, poza tym nie mam jednoznacznej opinii, co mi się rzadko zdarza.

Kiedy pojawił się pierwszy oficjalny zwiastun, przeszła mi przez głowę myśl, że będzie to wersja ugrzeczniona i ostatecznie twórcy zrobią z tego filmu komedię romantyczną. Moje przypuszczenie okazało się prawdą. Żaden producent nie zrobiłby filmu w kategorii R dopuszczonego w normalnym obiegu kinowym. Ale film musiał się sprzedać, skoro sprzedała się książka. Więc oryginalna historia przeszła przez filtr cenzury, tasak scenarzysty i portfel producenta. Nie wyszło aż tak tragicznie, jak się spodziewałam, choć nie da się ukryć, że pewne zmiany i wybory twórców wołają o pomstę do nieba.

Zanim jednak wypunktuję moje przemyślenia, wspomnę w dwóch słowach o kinowej frekwencji. Jak już zapadła decyzja o wyjściu do kina ("Klaudyna, ten film trzeba zobaczyć w kinie!"; Pani Klaudyno, wybiera się Pani do kina na Pięćdziesiąt twarzy Greya?"), sprawdzałam co jakiś czas wybrane kinowe rezerwacje w internecie. Liczba seansów do wyboru w ciągu jednego dnia była bardzo duża. Tam gdzie klikałam, sale były w większości zapełnione. Na seansie, na którym byłam, sala także była pełna. Kilka dziewczyn gorączkowo dyskutowało o książce, nie mogąc doczekać się filmu. Starsze małżeństwo po sześćdziesiątce chciało zobaczyć o co tyle hałasu, kupili więc popcorn i usiedli w środkowych rzędach. Przemknęło też kilku facetów siłą zaciągniętych przez swoje żony/dziewczyny, którzy udawali, że nie wiedzą gdzie są... Ale wracając do meritum.


Tasak scenarzysty
Ze słabej książki można zrobić niezły (a nawet dobry) film. W przypadku Pięćdziesięciu twarzy Greya dałoby radę to zrobić. Poprawić dialogi, pozmieniać trochę główne wątki, uwiarygodnić bohaterów. Niestety, autorka książki nie pozwoliła na żadne odstępstwa. Nie potrafi pisać, mało zna się na kręceniu filmów czy tworzeniu scenariuszy, ale zagwarantowała sobie udział w pracy nad filmem i wszędzie musiała dodać swoje trzy grosze. I to właśnie widać na ekranie. Fabuła została ograniczona do głównych wątków, pomiędzy którymi jest kilka scen miłosnych i mnóstwo kadrów pięknych wnętrz. Brakuje kilku spójnych elementów, konkretnych wyjaśnień w kwestii zachowania bohaterów. Dziury fabularne rażą. Gdybym obejrzała film zaraz po przeczytaniu książki, to boleśnie odczułabym wszystkie cięcia. Dłuższy dystans czasowy od lektury jest tu bardziej wskazany, bo nie ma aż takiej irytacji.

Gdzie się podziało napięcie?
Większość scen nie intryguje, nie wciąga widza i nie pozostaje w pamięci. Między głównymi bohaterami nie czuć chemii, nie ma iskry, którą widz też odczułby na własnej skórze. Sceny miłosne są nakręcone bardzo "poprawnie", bez szczypty pieprzu i erotyzmu. Nic tu nie przekracza granic, nie szokuje widza. Jest to po prostu zwykła komedia romantyczna, z większą niż zazwyczaj ilością scen erotycznych. A scena w windzie - mogli to lepiej zrobić.

źródło

Jedna twarz pana Greya
Jamie Dornan to zły wybór castingowy. Stworzył kreację mdłą, bez iskry w oku. Cały czas miał taką samą minę, a kiedy wypowiadał kluczowe dla fabuły słowa: Ja się nie kocham. Ja rżnę. I to ostro. - nie zrobił na mnie wrażenia. Doszłam do wniosku, że autorka lepiej przedstawiła tę postać w książce, niż aktor w filmie. Poza tym Dornan wizualnie mi nie pasował do postaci Greya (choć to już kwestia gustu). W ciągu dwóch godzin filmu, tylko na trzech ujęciach przyciągnął mój wzrok i wyglądał naprawę fantastycznie. A to stanowczo za mało.

Jedna dobra rola
Ana w wykonaniu Dakoty Johnson to największy plus tej produkcji. Była świetna w swojej roli, choć nie uratowało to całego filmu. Książkowa Ana wyjątkowo mnie irytowała, głównie przez swoje przemyślenia i wewnętrzną boginię. W filmie tego nie ma, dzięki czemu Dakota mogła w inny sposób pokazać swoją bohaterkę. Jej Ana ma wdzięk i poczucie humoru, jest zabawna i zadziorna. Gdzieś usłyszałam, że miło się na nią patrzy na ekranie, ale szkoda, że tylko ona musiała się całkowicie rozebrać w filmie. I nie było to komentarz kobiety ;)

Małe przyjemności dla widza
Pięćdziesiąt twarzy Greya ma też kilka plusów: dobre zdjęcia, niezłą scenografię, świetną muzykę (słucham, a co!) i jedną fajną scenę (negocjacja kontraktu jako spotkanie biznesowe). Nie jest tragicznie, jeśli w przeciętym filmie znajdziemy coś miłego dla oka i ucha.

Poniżej utwór, który najbardziej mnie zauroczył.



Czy jest aż tak źle?
To zależy od tego, z jakim nastawieniem zobaczymy ten film. Ja chciałam go obejrzeć z czystej ciekawości. Nie miałam oczekiwań i w sumie dobrze się bawiłam. Najpierw przyglądając się ludziom przed seansem, a potem oglądając i komentując po cichu co widzę na ekranie - grunt to odpowiednie towarzystwo ;)
Nie nazwałabym tego filmu złym. Jest po prostu nijaki. Robiony dla widza powyżej 16 roku życia. Jest w nim kilka elementów, które mi się podobały, więc w mojej ocenie nie jest w zakładce "do odstrzału".

Więc jeśli zamierzacie obejrzeć ten film, nastawcie się na komedię romantyczną.

Ludzka ciekawość sprawiła, że film zabronił krocie. I na pewno przy kolejnych częściach też zarobi. Pytanie tylko: czy będzie tak samo nijaki czy może jeszcze gorszy? Za pisanie scenariusza do Ciemniejszej strony Greya zabrała się autorka książki...

PS. Znalazłam jeszcze jedną dobrą stronę ekranizacji. Podskoczyły mi statystyki bloga ;) Nie było dnia, gdyby ktoś w Google nie szukał informacji o książkach pani E.L. James i nie trafił na moje recenzje. 

6 komentarzy:

  1. Wokół mnie przed premierą i już po wejściu filmu do kin, też ciągle słyszałam rozmowy o nim i pojawiały się pytania, czy się wybieram. W pracy, w szkole - dziewczyny, kobiety deklarowały, że są ciekawe, że idą na pewno, albo ściągną, bo kasy szkoda, ale ciekawe filmu są. Kiedy uświadomiłam sobie, że mnie ta premiera zupełnie nie rusza, zaczęłam się zastanawiać, czy coś ze mną jest nie tak.Co ze mnie za kobieta ;) Filmu jestem ciekawa, ale jestem też świadoma, że to będzie strata czasu (a gdybym poszła do kina - także pieniędzy). Chętnie się przekonam, czy Jamie Dornan wypadł faktycznie tak kiepsko. W serialu "The Fall" gra bowiem bardzo dobrze. Ale to pewnie dopiero za jakiś czas, Aż tak bardzo mnie do Greya nie ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oprócz kilku pytań znajomych i osób w pracy, ten cały szum dotyczący filmu mnie ominął :) Gdyby nie fakt, że zostałam namówiona do obejrzenia go w kinie, pewnie jeszcze bym filmu do tej pory go nie widziała. Byłam ciekawa jak ten film zrobią (po przeczytaniu książki nie mogłam tego ominąć) i nie uważam że była to strata czasu, ani pieniędzy :)

      Usuń
  2. Śmieszna sprawa z tym Greyem...
    Wszyscy się z tego śmieją, wiele osób nie potrafi doczytać historii, bo po prostu została tak infantylnie napisana...
    Grafomaństwo po prostu.
    A mimo to - większość i tak poszła do kina, pewnie kupi DVD i zakupi książkę.

    Wiesz co jeszcze jest śmiesznego? Nie znam książki, nie oglądałam jeszcze filmu, ale wiem, że jeżeli nadarzy się okazja - spróbuję chociaż wytrwać kilka minut sam na sam z powieścią/ekranizacją.
    Tak by wiedzieć, co w trawie piszczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, ta ciekawość:)
      Ja się założyłam, że książkę przeczytam - zakładu nie mogłam przegrać ;) A że frajdą było pisanie recenzji językowej tej książki, to zabrałam się za pozostałe.
      Film obejrzałam z ciekawości, na wyjście do kina zostałam namówiona i nie żałuję. Przynajmniej nikt mi nie zarzuci, że wygłaszam opinie, nie znając źródła :)

      Usuń
  3. Beznadziejny film, ale nie dało się chyba nic więcej zrobić z tej tandetnej książki :) Chociaż soundtrack do filmu mi się podobał, także to na plus. P.S. Też mi statystyki podskoczyły z Grey'em ciągle, ktoś wyszukuje recenzji z nim związanych, albo trafiając przez pytania typu: Jakim Mercedesem jeździła Ana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że by się dało, choć potrzebny by był dobry scenarzysta :)
      Do mnie trafiają aktualnie osoby szukające cytatów i fragmentów z Ciemniejszej strony Greya, oraz pragnących dowiedzieć się wszystkiego o wewnętrznej bogini ;)
      Niby wszyscy krytykują, ale zainteresowanie nie spada :)

      Usuń