4 grudnia 2012

W kilku słowach...



Na temat tego filmu czytałam same mało pochlebne recenzje. A to dlatego, że ma pozytywne zakończenie, jest w nim za dużo patetycznych słow i ogólnie jest "made in Hollywood". A to podobno źle. Mało tego, jego reżyserem jest Stephen Daldry, który ma na swoim koncie Godziny i Lektora. Jak taki reżyser mógł nakręcić tę historię? A się pytam: dlaczego nie? Czy każdy dramat musi mieć otwarte zakończenie i zmuszać do ciężkich refleksji? Nie lepiej czasem zobaczyć film, który nas wzruszy i jeszcze dobrze się skończy?
Gdyby słońce zgasło, jego promienie docierałyby do ziemi jeszcze przez 8 minut. Oscar wykorzystuje ten fakt wobec własnej sytuacji - braku ojca, który zginał w zamachu 11 września. Przemierza więc Nowy Jork, by rozwiązać zagadkę klucza, który zaznał w jego szafie. W taki sposób chce poradzić sobie z tym, co się stało. Bez względu na to, jaka wydarzyła się tragedia, najgorszy jest każdy dzień potem. Czas leczy rany, ale bardzo powoli. I ten film o tym mówi. Może i nadzieja jest matką głupich, ale nadzieja choćby słaba, jest lepsza od rozpaczy.
Ocena: 7/10



Debiut Sofii Coppoli jest o nadopiekuńczym wychowaniu rodziców. Ja go tak odebrałam. Nie wiem  czy słusznie, bo nie czytałam książki, na podstawie której powstał. Wszystko dzieje się wokół pięciu młodych dziewczyn, które muszą sprostać regułom ustanowionym przez rodziców. Gdy najmłodsza popełnia samobójstwo, sytuacja staje się jeszcze gorsza i doprowadza to tragedii. Podobało mi się w tym filmie to, że cała wiedza o rodzinie Lisbon jest przedstawiona z perspektywy kilku chłopców, którzy interesowali się dziewczynami. Wiemy tylko to, co oni zaobserwowali. Wielu spraw możemy się tylko domyślać, lub też zrozumieć je na swój sposób. Według mnie córki państwa Lisbon zostały odcięcie od najważniejszego okresu w swoim życiu: czasu szkolnych miłości, potańcówek, babskich pogaduch i wyjść do kina. Próba buntu skończyła się niesprawiedliwie surową karą i przelała szalę goryczy. Więc zamiast stwarzać pozory szczęśliwej rodziny, czasem warto porozmawiać ze swoimi dziećmi.
Ocena: 7/10


Somewhere  (2010)

Dawno mnie tak żaden film nie zmęczył. Miałam ochotę wyłączyć w połowie, ale cierpliwie obejrzałam do końca. Początkowo myślałam: co za nudny film, tu się nic nie dzieje. Potem jednak zaczęłam się zastanawiać. Sofia Coppola sportretowała celebrytę, aktora, który osiągnął wszystko, ma wszystko i może tylko odcinać kupony. Kto z nas by tak nie chciał? Robić to, na co ma się ochotę, bez zastanawiania się czy starczy nam na rachunki?
Tak naprawdę w takim życiu nic się nie dzieje. Johnny Marco jest sam, nic nie sprawia mu przyjemności, nic go nie cieszy. Po prostu się nudzi. Kiedy musi dłużej zająć się córką, również ją wciąga w swoje życie. I nudzą się razem, bo we dwoje raźniej. I w pewnym momencie skorupa pęka. Kilka słów córki sprawia, że Johnny uświadamia sobie co się z nim stało, że nie jest tym, kim powinien być. Obserwacje Coppoli są niezwykle celne: cena za bycie popularnym jest wysoka. Więcej się traci niż zyskuje, jeśli nie ma się mocnej psychiki i dystansu. Po raz pierwszy jestem ciekawa jej najnowszego filmu, również związanego ze światem aktorskim.
P.S. Ma ktoś może pomysł dlaczego polski dystrybutor dodał tytuł "Między miejscami"? Bo mi przychodzi na myśl tylko nawiązanie do tytuły "Między słowami".
Ocena: 7/10


Cena odwagi (2007)

Nie spodziewałam się, że mnie ten film wciągnie. Solidny dramat, w konwencji paradokumentu, który pokazuje do czego zdolni są fanatycy religijni. Cała historia jest opowiedziana z perspektywy  Mariane Pearl, żony uprowadzonego. Bardzo dobra rola Angeliny Jolie, na której barkach jest tak naprawdę cały film. Zagrała kobietę, której działania i niezłomna wiara napędzają akcję. Była w ciąży, w obcym państwie, bez najbliższych u boku. Ale mimo to nie straciła nadziei, że odnajdzie męża. Jest postawa jest godna podziwu. Podobno tę rolę początkowo miała zagrać Jennifer Aniston. Będąc aktorką jednego typu roli, wątpię czy by podołała zadaniu, tak jak to zrobiła Angelina.
Ocena: 7/10


Sagę Zmierzch oglądałam z ciekawości. Mimo że scenarzystka nie zrozumiałam książki i nie zrobiła z przeciętnej fabuły dobrych filmów. Mimo że twórcy od niszowego, klimatycznego pierwszego filmu przeszli do widowiskowych dwóch ostatnich.
Ta część nie jest nawet zła, bo tak samo jak pierwsze Przed świtem jest nakręcona książkowo. Nadal nie mogę patrzeć na Pattinsona. Jest on największą pomyłką tego filmu. Robert nie jest przystojny, ma ciągle tę samą minę cierpiętnika i ogólnie gra jak by był kawałkiem drewna. O wiele lepsza była panna Stewart. Fizycznie nawet pasuje do Belli, a w ostatniej części pokazała jakieś emocje. Gdyby były jeszcze kolejne części Zmierzchu, przy dwudziestej zobaczylibyśmy prawdziwą grę aktorską. Reszta obsady jakoś mi przeszkadzała, choć nie podobała mi się filmowa Renesmee. Wyglądała na jakieś siedem lat, a w książce była o wiele młodsza. Rosła dość szybko, ale nie aż tak jak w filmie. Miałam też dziwne wrażanie, że w pewnych momentach była poprawiona komputerowo. Tak na marginesie - plakaty promujące są tragiczne. Dawno nie widziałam tak sztucznych twarzy, poprawionych przez program graficzny. Ogólnie nie czuję, że zmarnowałam dwie godziny oglądania. Naszła mnie jednak chęć na ponowne przeczytanie książki i recenzowania w nietypowy sposób.
Ocena: 6/10


Film obejrzany całkiem przypadkowo. Romantyczna historia jakich wiele, ale przyjemnie się ogląda. Urocza Emily Blunt i rozbrajający Ewan McGregor tworzą niezły duet. Najlepsza jednak była Kristin Scott Thomas w roli rzecznika prasowego premiera. Film na poprawę humoru i na babski wieczór jak znalazł.
Ocena: 6/10


Wielki rok (2011)

"To historia prawdziwa. Zmieniono jedynie fakty" - tymi słowami rozpoczyna się film o zapalonych  ornitologach. Trzech facetów bierze udział w Wielkim Roku - przez 365 dni muszą zobaczyć jak największą liczbę różnych gatunków ptaków. Fabuła jest ciekawa, bo obserwowanie ptaków nie należy łatwego hobby, zwłaszcza jak się szuka mało pospolitych okazów. Mimo obecności Steve'a Martina, Owena Wilsona i Jacka Blacka, myślę że jest to raczej film przygodowy niż komedia. Jest trochę humoru, ale brzuch od śmiechu nie boli. Są za to piękne krajobrazy.
Ocena: 6/10

10 komentarzy:

  1. Widzę, że tym razem bez ocen w skali od 1-10. Widziałam filmy Coppoli i Cenę odwagi. Na temat tego drugiego niewiele już pamiętam, ale chyba jakoś szczególnie mi się nie spodobał. Choć oczywiście Angelina bez zarzutu. I w tej fryzurze wygląda ciekawie, dobry pomysł ;)Coppolę uwielbiam, więc cieszę się, że filmy Ci się spodobały. Somwhere może nudzić, ale nie zmienia to faktu że to bdb film. Taki właśnie miał być. A polski podtytuł z pewnością został dodany w celach czysto marektingowych, by kojarzył się z Między słowami. Jednak trzeba przyznać, że pasuje do tematyki filmu, bo przecież bohater jako aktor często jest "między miejscami" właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o skali ocen :) Zaraz dodam. Ciekawe, bo jak oglądałam film to lektor przeczytał samo "Między miejscami". Racja, aktorzy ogólnie są na walizkach, ale ten w filmie ma to już za sobą :) Ja to tak odbieram :)

      Usuń
  2. A mi się "Strasznie głośno.." nie podobało, bo przez pierwszą połowę fabuła była naprawdę ślamazarna. Główny bohater mnie niestety irytował (wiem, że prawdopodobnie miał Aspergera, co nawet chyba zamieściłam w swojej jakiejś tam recenzji).
    "Przekleństwa niewinności" również uważam za udane,a jeśli chodzi o "Somewhere", to myślę tak jak Malwina, że mądry inaczej dystrybutor chciał za wszelką cenę naprowadzić nas na fakt, że reżyserką jest Coppola;]
    Muszę obejrzeć "Połów szczęścia"-mam tylko nadzieję, że jest lepszy niż "Debiutanci".

    " Gdyby były jeszcze kolejne części Zmierzchu, przy dwudziestej zobaczylibyśmy prawdziwą grę aktorską. "- się uśmiałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W "Strasznie głośno.." główny bohater trochę mnie irytował, ale spodobała mi się Sandra Bullock. Jak miło ją zobaczyć nie w komedii romantycznej. A na tempo nie zwróciłam uwagi.

      Przesadziłam z tymi dwudziestoma częściami? ;P Bella dopiero w piątym filmie porządnie się wściekła, więc tempo postępu jest ślamazarne :)

      Według mnie "Połów szczęścia" jest lepszy niż "Debiutanci". Na "Debiutantach" lekko się wynudziłam, a "Połów szczęścia" ma wiele śmiesznych sytuacji, no i McGregor jest świetny.

      Usuń
  3. Sporo interesujących propozycji... Z chęcią sięgnęłabym po "Strasznie głośno..." i "Cenę odwagi". Ostatnio niestety mam coraz mniej czasu na oglądanie filmów :-/
    pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym czasem jest najgorzej - zawsze go mało :)

      Usuń
  4. "Strasznie głośno" mi się bardzo podobał, pomimo wszystkich niepochlebnych opinii :)

    Hmm, ostatnia część sagi na ekranie mnie momentami bardzo rozśmieszała, chociażby wtedy, kiedy Bella wraz z Edwardem biegną radośnie przez las na polowanie. Mimo wszystko, oceniłam ją dość wysoko, chyba ze względu na sentyment. I na to ogromne zaskoczenie pod koniec filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, było czasem śmiesznie :) Końcówka też mnie zaskoczyła, zwłaszcza że to był pomysł samej pani Meyer.

      Usuń
  5. Te Filmy Coppoli mam wciąż do nadrobienia, za to widziałam 'Cenę Odwagi'- jedną z lepszych ról Jolie w karierze; na Połów szczęścia nadal się zbieram [abstrakcyjność fabuły trochę mnie odrzuca] a reszty nie widziałam [no prócz zmierzchu, ale moje fanostwo nadal leczy się z traumy jaką doświadczyło w kinie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Połów szczęścia" jest niezłym filmem, idealnym na relaks. Kinowa trauma? Więc żałujesz, że Zmierzch dobiegł końca? :)

      Usuń