środa, 23 maja 2012

Na gorąco...

Właśnie obejrzałam pierwszy zwiastun najnowszej adaptacji książki "Wielki Gatsby".


Jest to już piąta ekranizacja powieści. Tym razem zajął się nią sam Baz Luhrmann, a grają: Leonardo DiCaprio jako Gatsby, Carey Mulligan - Daisy Buchanan i  Tobey Maguire jako Nick Carraway.
Obsada ciekawa, jednak mam pewne obawy co do tego filmu. Jestem ogromną fanką obrazu z 1974 roku, gdzie zagrali Robert Redford i Mia Farrow, a scenariusz napisał Francis Ford Coppola. Dla mnie to jedna z najlepszych ekranizacji.
Nie uniknę porównania, nie mniej jednak jestem ciekawa efektu końcowego. Wiem jedno: będzie widowiskowo.

P.S. Ciekawe: zwiastun filmu o latach 20., a podkład muzyczny zaczerpnięty z płyty Kanye Westa i Jay Z. Nawet dobrze się komponuje.

"Nigdy się nie poddawaj, jeśli masz przyjaciół"

Za oknem świeci słońce, letnia pogoda, a ja zabrałam się za oglądanie filmu związanego z Bożym Narodzeniem. A co tam, w Wielkanoc oglądałam Listy do M
Tytuł filmu, o którym dziś dwa słowa, rozpoczyna kolejną część filmów, których jeszcze nie widziałam, a powinnam. Trafiłam na niego przypadkiem, od razu zabrałam się za oglądanie i jestem totalnie zauroczona.
A ten film to:




George Bailey miał wielkie plany. Chciał podróżować, skończyć collage, zarobić pierwszy milion. Jak każdy marzył, by coś osiągnąć, wyrwać się z małego miasteczka, przeżyć niezapomniane przygody. Niestety życie zweryfikowało te plany. Po śmierci ojca podejmuje decyzję, której nigdy dla siebie nie chciał. Zostaje w mieście, przejmuje rodzinny interes - budowlaną kasą oszczędności, a do szkoły wysyła młodszego brata. Na przestrzeni lat obserwujemy losy George - jego nieustanną walkę o przetrwanie firmy ojca, jego zatargi z bogatym i bezdusznym panem Potterem oraz jego życie rodzinne.
W pewnym momencie kłopoty finansowe przerastają George'a, załamuje się on nerwowo i chce popełnić samobójstwo. W ostatniej chwili ratuje go Anioł Stróż, który został wysłany by uświadomić mężczyźnie jak wielką wartość ma jego życie...

George poświęcił całe swoje życie dla innych. Mimo, że miał wiele okazji do tego, by rzucić wszystko w cholerę i wyjechać, nie zrobił tego. Jest taka scena, kiedy bezduszny pan Potter chcąc przeciągnąć George'a na swoją stronę, mówi na głos to, co zawsze po cichu myślał Bailey: wszyscy jego koledzy wyjechali, dorobili się fortuny, zwiedzają świat, a on siedzi w tym małym miasteczku i ledwo wiąże koniec z końcem. A przecież to on jako pierwszy miał podbijać świat. Mimo, że te słowa są jak najbardziej prawdziwe, George nie zmienia swojego zdania i uparcie stoi przy swoim.
Swoją postawą i decyzjami zyskał o wiele więcej niż mógł przypuszczać. Nikt nie ma mu za złe, że nie dorobił się fortuny. Bo pieniądze szczęścia nie dają, dopiero przyjaciele. A na tych trzeba sobie zasłużyć, czego niewątpliwe dokonał Bailey. 

Ten film opowiada o tym, o czym zwykle zapominamy, goniąc za karierą i pieniędzmi. A mianowicie o przyjaźni. Jej siła potrafi zdziałać cuda. Zwłaszcza w Boże Narodzenie.

Jeśli chcecie wiedzieć, wyglądałby świat bez George'a Bailey i dlaczego jest on najbogatszym człowiekiem na świecie, to sięgnijcie po ten film. Naprawdę warto.

wtorek, 15 maja 2012

3w1 czyli 200% Gratis

Jakiś czas temu pisałam o kupnie pakietu trzech filmów z Empiku. W końcu je obejrzałam.
I tak: najbardziej znany film, który był w zestawie numerem jeden, kompletnie mi się nie podobał. Tytuł drugi chyba przeszedł na świecie bez echa, ale przyciągnął moją uwagę, a trzecia propozycja była mi kompletnie obca i okazała się bardzo miłą niespodzianką.




Po trzech latach spędzonych w więzieniu, Mitchell postanawia zerwać z kryminalną przeszłością i zacząć uczciwe życie. Zatrudnia się w rezydencji gwiazdy filmowej, która ma problemy ze sobą i z fotoreporterami. Za wszelką cenę nie chce wciągnąć się z powrotem w czarne interesy. Niestety, środowisko, w którym obracał się Mitchell tak łatwo nie zapomina i domaga się jego powrotu. Co w takiej sytuacji zrobi Mitchell?

Odpowiedź jest prosta - załatwi to w jedyny sposób jaki potrafi. Nic odkrywczego tu nie ma.
Ten film ma świetne recenzje, a ja oglądając go męczyłam się niemiłosiernie. W ogóle do mnie nie trafił. Żaden z tego melodramat, historia miłosna nie jest na pierwszym planie, jest tylko dodatkiem. Miał być kryminał, a widziałam film gangsterski. Rozmyślając o tym filmie przychodzą mi na myśl cztery rzeczy: papierosy w każdej scenie, przekleństwa co drugie słowo (czyli wybitne dialogi), jeden wyraz twarzy Colina Farrella przez cały film oraz chude ciało Keiry Knightley. Jedyny mocny punkt tego filmu to David Thewlis w roli naćpanego artysty o skłonnościach zabójcy.
Według gustomierza na Filmweb, ten film jest 69% w moim guście. Niestety, albo to totalne nieporozumienie, albo po prostu nie mam gustu.
Ocena: 4/10



Chloe (2009)

Najgorszą rzeczą w dzisiejszym świecie jest osiągniecie wszystkiego, do czego się dążyło. Tak właśnie zdarzyło się w życiu Catherine. Odniosła sukces zawodowy, ma rodzinę, piękny dom. Można powiedzieć, że ma idealne życie. Jedna na tym obrazku pojawiają się rysy. Catherine zaczyna podejrzewać, że mąż ją zdradza, poza tym ma coraz więcej problemów z dorastającym synem. Postanawia sprawdzić wierność swojego współmałżonka, wynajmując call-girl by spróbowała uwieść jej męża, przez co sprawdziłaby jego lojalność. Nie zdaje sobie jednak sprawy do czego zdolna jest tajemnicza Chloe..

Nie nie jest może nowa historia (to remake francuskiego filmu), nie jest to film wysokich lotów, ale dość przyjemnie się ogląda. Jest on co prawda przewidywalny, ale ma coś, co zmusza do dalszego oglądania. W pewnym momencie akcja zmienia swój bieg i robi się bardziej ciekawie, jednak końcówka filmu jest lekko rozczarowująca, nie wiem co scenarzyści mieli na myśli. Duet: Julianne Moore i Amanda Seyfried całkiem udany i niezła muzyka - buduje napięcie.
Ocena: 6/10




Craig Gilner ma 16 lat, cierpi na depresję i chce popełnić samobójstwo. Próba jest jednak nieudana i Craig postanawia dobrowolnie zamknąć się w szpitalu psychiatrycznym. Trafia na odział dla dorosłych, bo ten dla młodzieży jest w remoncie. Przyczyną złego samopoczucia głównego bohatera nie są problemy rodzinne, traumatyczne przeżycia czy mordercze skłonności. To, co go gnębi to zwykle sprawy dnia codziennego: szkolny wyścig szczurów, wysokie wymagania rodziców i ich niewłaściwe pytania, podkochiwanie się w dziewczynie najlepszego kumpla. Craig jest ambitny, inteligentny, utalentowany, ale w żaden sposób nie potrafi tego wykorzystać. Krótki pobyt na oddziale zamkniętym oraz poznani tam ludzie, pomogą mu zrozumieć jego błędne myślenie.

Byłam kiedyś na oddziale psychiatrycznym, oczywiście nie jako pacjent. W czasach liceum pojechaliśmy tam w ramach corocznego programu artystycznego i wręczenia prezentów świątecznych. Nie jest to przyjemne miejsce, bo niektórzy pacjenci potrafią być nieobliczalni, czego miałam okazję doświadczyć.

Co więc w takim miejscu robi 16-latek ze swoimi problemami? Na pierwszy rzut oka, pomysł może się wydawać dziwny, zwłaszcza jeśli pomyślimy o innych filmach, których akcja dzieje się w psychiatryku - Lot nad kukułczym gniazdem czy Przerwana lekcja muzyki.
Całkiem zabawna historia idzie jednak w całkiem inną stronę. Zamiast psychologiczniej głębi, dramat jest przemieszany sytuacjami komicznymi, co nie pozwala na potraktowanie go jako kolejnego filmu o oddziale zamkniętym, a jak coś zupełnie nowego.
Czasy w jakich żyjemy, tempo do jakiego musimy się dostosować, czy tego chcemy czy nie, sprawia że co raz młodsze pokolenie zaczyna się gubić. Ciągła presja otoczenia, przeświadczenie, że wszystko można osiągnąć, stała rywalizacja. Młodzi ludzie coraz częściej sobie nie radzą, a mało kto ma odwagę się do tego przyznać. Ten film to właśnie przykład takiego zachowania. Poznając historię Craiga, dowiadujemy się, że także jego rówieśnicy często mają dość, ale tylko główny bohater miał odwagę coś z tym zrobić. Z drugiej strony sprawy młodzieży zostały skontrastowane z o wiele poważniejszymi problemami dorosłych. To, że ktoś ma jeszcze gorzej, zwykle skłania nas do zastanowienia się na sobą. Wszystkie te poważne sprawy są przeplatane komicznymi zachowaniami i rozmowami pacjentów.

Oprócz fabuły, film wyróżnia się także pod względem montażu. W ciekawy sposób pokazane są retrospekcje i aktualne myśli głównego bohatera (przy okazji twórcy naśmiewają się z kilku programów, np. MTV Cribs).
Drugi mocny punkt to aktorstwo: świetny Zach Galifianakis, którego kojarzyłam tylko z Kac Vegas, tu pokazał, że dramatyczny repertuar nie jest mu obcy. Keir Gilchrist jako Craig i Emma Roberts jako Noelle nieźle się spisali i widać duży potencjał. Jest tu także Jeremy Davies (którego pamiętam z Zagubionych), jest Viola Davis (Służące) i jest także córka Lenny'ego Kravitza - Zoe, której postać jest raczej dodatkiem niż ważną osobą.

Trzeci mocny punkt: świetne dialogi, które charakteryzują bohaterów.
Rozmowa Craiga z rodziną o szpitalu:
"Matka: Moim zdaniem to całkiem przyjemny oddział.
Ojciec: Sam chętnie bym tu został.
Siostra: Ja też mogę?"

Craig do Muqtady (swojego współlokatora): "Powinieneś częściej wychodzić z pokoju. Świat czeka."


Bob do Craiga: "Nie możesz żyć w ciągłym strachu, bo skończysz jak ja." (czyli na długo w szpitalu)

Plus wykonanie utworu Queen - "Under Preassure" przez pacjentów. To trzeba zobaczyć.
Ten film to bardzo miła niespodzianka. Dobrze się go ogląda i niesie ze sobą przesłanie. Jakie? Najlepiej jak przekonajcie się sami :)
Ocena: 7/10


A tak wygląda mój zestaw:
źródło: empik.com

piątek, 11 maja 2012

Inspirations

Każde zdjęcie może być weną dla ludzi kochających modę. Czasem przeglądam tego typu blogi, marząc by mieć podobne wyczucie stylu i pomysły. Niestety, w moim wypadku fantazja skierowana jest wokół sfery pisarskiej, więc postanowiłam wykorzystywać ciekawe zdjęcia do tworzenia fikcji.
Każdy obraz to jakaś cząstka świata, który powstaje w mojej głowie, ale czasem to motywacja dla nowego, kiełkującego hobby.

Subiektywny zestaw zdjęć, które są dla mnie inspiracją w ostatnim czasie.
Kolejny zestaw (ale w innej konwencji) za jakiś czas.


źródło: weheartit.com

poniedziałek, 7 maja 2012

Z serii ulubione - dramat


Jeden z ostatnich egzaminów w sesji letniej. Na liście lektur z powszechnej kilkanaście dużych pozycji. W grupie zapada decyzja: oszczędzamy czas i dzielimy się. Każdy bierze po jednej książce, robi streszczenie i opracowanie dla reszty.

[akcja dzielenia się była mocno brutalna, więc ją pomijam]

Dostałam do opracowania dramat Arthura Millera Śmierć komiwojażera. Problem był jednak taki, że  dramaty zza oceanu nie leżą sobie na półce w bibliotece uniwersytetu, czekając na wypożyczenie. Nie, nie było tak łatwo.
Po dużej akcji poszukiwawczej, w końcu się udało. Jest! Tylko jeden egzemplarz Współczesnych dramatów amerykańskich na uniwersytecie. Mało tego, egzemplarz tylko do czytelni, bez możliwości wypożyczenia, kserowania czy zrobienia zdjęcia...

Więc utknęłam. Na dwa dni.

Przeczytanie dramatu nie zajmuje dużo czasu, a ja nie muszę robić sobie podręcznych notatek, by zapamiętać treść. Ale ciąży na mnie ten cholerny obowiązek wobec reszty. Przecież nikt inny nie pofatyguje się do czytelni. [potem było to potwierdzone jednym zdaniem: "dobrze, że udało ci się to znaleźć".]


Siedziałam więc na niewygodnym krześle, pod pilną obserwacją pani bibliotekarki i strona po stronie próbowałam zapisać przeczytane słowa, tak aby streszczenie było sensowne. Powiem szczerze, jest to najbardziej żmuda praca pod słońcem. Podziwiam ludzi, którzy robili tak przez całe studia, z każdą książką. Rozumiem zapisanie szczegółów, które łatwo znikają podczas czytania. Ale całej treści? Męczyłam się strasznie, moja pamięć nie chciała współpracować, a czas tylko się wydłużał.

Kiedy skończyłam, odetchnęłam z ulgą. Jak to się zwykle mówi: nie ma tego, co by na dobre nie wyszło. Z pośród wszystkich przeczytanych książek, ten dramat zapamiętałam najdokładniej [niestety nie trafił mi się na egzaminie], ktoś dzięki mnie zdał [bo kopie mojego streszczenie rozeszły się w ekspresowym tempie], a ja zyskałam ulubionego autora i utwierdziłam się w przekonaniu, że dramat jest moim ulubionym gatunkiem literackim.

Gdzieś jeszcze mam to streszczanie... 

Zaczęło się od tego, że ze wszystkich lektur, z jakimi musiałam się zmierzyć, najłatwiej pracowało się właśnie z dramatami: szybko się je czyta i łatwo zapamiętuje.
Przebrnęłam przez każdy rodzaj dramatu i przez wszystkie epoki literackie. Poznałam wiele ciekawych pozycji z polskiej literatury, o których w szkole się nie mówi, doceniałam teatr absurdu - który nierozwiązalnie łączy się z dramatem groteskowym.
Jeszcze wiele do przeczytania przede mną. Muszę gdzieś znaleźć dramaty amerykańskie, poczytać o inscenizacjach. Ach, gdyby to wszystko, co przeczytałam mogłabym zobaczyć na scenie, bez wydawania fortuny na bilety...

poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Chwila...

Piątkowe popołudnie. Park w stolicy. Słońce centralnie świeci mi w oczy, kiedy odrywam się od czytania Amerykańskich bogów Neila Gaimana. 
Siedzę na górce i patrzę w dół na ludzi, którzy przyszli odpocząć po całym tygodniu pracy. Słychać gwar rozmów, głośne kawki panoszą się metr dalej, nieopodal migocze jeziorko. 


I niespodziewanie pojawia się pomysł. 
Przed oczami mam brakujący element układanki, początek rozdziału. Nie udało mi się go znaleźć na siłę, sam zdecydował, kiedy się pojawi. 
Porzucam Gaimana, mam nadzieję, że mi wybaczy.
Wracam do siebie, otwieram notatnik i zapisuję zdania, zanim uciekną mi z głowy. Rozpędzam się, kreślę słowa, potem daję sobie spokój. I tak to kilkanaście razy poprawię, by potem wrócić do pierwotnej wersji. 
Jest.
Szkielet fabularny. Teraz muszę to jakoś dopracować, ozdobić w miarę normalną liczbą słów.
Włączam komputer. Szukam inspiracji w obrazach. 
Kończę pisać dość późno. Mojej tendencji do nocnego pisania nie da się tak łatwo pozbyć. 
Mam tekst. Mama początek.
Historia nabrała kształtu. 

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ten wpis powstał w ciągu dziesięciu minut, z powodu braku pomysłu na coś ciekawszego.

Jakiś czas temu przeglądałam blogi poświęcone modzie. Nie bardzo się na niej nie znam, ale spodobały mi się wpisy złożone z samych zdjęć, które są inspiracją dla nowych stylizacji. 
Pomyślałam, że też coś takiego zrobię. Już w maju.

Poza tym majowy weekend zapowiada się bardzo kulturalnie. 

wtorek, 24 kwietnia 2012

W labiryncie biblioteki


Jako miłośniczka książek czytam dużo i często. Nie mam specjalnych ograniczeń gatunkowych, choć nie wszystkie książki są przeznaczone dla mojego umysłu.
Postanowiłam podjąć wyzwanie i zagłębić się w kilka intrygujących pytań, które zostały podkradzione z bloga Subiektywnie o kinie (ale za pozwoleniem :))

Książki Nigdy Nie Przeczytane - takich książek może być setki, nawet tysiące. Do pewnych jeszcze nie dotarłam, o innych jeszcze nie wiem, że chcę je przeczytać, wielu jeszcze nie napisano ;) A do kilku nie chciałabym się przyznawać...

Książki Których Równie Dobrze Możesz Nie Czytać - książki, które są pisane na podstawie scenariuszy filmowych. Najpierw nakręcą film, a potem sprzedają książkę opartą na historii filmowej. Zwykła strata czasu. Poza tym, jeśli najpierw trafi się na taką pozycję, nie ma sensu oglądać potem filmu. Inną kategorią są harlequiny i książki na nastolatek - minęły mi czasy tego typu fascynacji i nie mam ochoty do tego wracać. Z konkretnych pisarzy: John Irving, Henryk Sienkiewicz, Czesław Miłosz.

Książki Przeznaczone Do Innych Celów Niż Lektura - słowniki, które czytam wyrywkowo, szukając haseł. Ostatnio moim przyjacielem został "Słownik poprawnej polszczyzny" oraz książka "100 najlepszych filmów świata. Podróż przez stuletnią historię filmu", którą raczej oglądam niż czytam.

Książki Przeczytane Jeszcze Zanim Je Otwarto Ponieważ Należą Do Kategorii Tych Co Zostały Przeczytane Jeszcze Przed Napisaniem - są to książki, o których wszędzie piszą i mówią, więc mimo szczerych chęci nie mam ochoty do nich sięgać, albo przebrnąć do końca. Dotyczy to takich pozycji jak: "Trylogia Millenium" Stiega Larssona (po przeczytaniu pierwszej części nie nabrałam ochoty na kolejne), "Jedz, módl się, kochaj" Elizabeth Gilbert - jak myślę o tej książce, to widzę twarz Julii Roberts (za którą nie przepadam) i nie chcę mieć z nią nic wspólnego. Nie zajrzę także do książek Jerzego Pilcha i Doroty Masłowskiej. Fragmenty ich książek i naczytanie się wielu opinii wystarczy mi na wiele lat.



Książki Które z Pewnością Byś Przeczytał Gdybyś Miał Przed Sobą Więcej Niż Jedno Życie - zapewne były by to wszystkie pozycje z listy BBC - książki, które trzeba przeczytać. Przeczytałam w życiu bardzo dużą ilość książek, ale do tych z listy BBC zaznaczyłam około 20. To zdecydowanie za mało.

Książki Które Masz Zamiar Przeczytać Chociaż Przedtem Powinieneś Przeczytać Inne - moje plany czytelnicze ciągle się zmieniają. Cały czas planuję po raz kolejny przeczytać "Władcę Pierścieni", ale za każdym razem wypożyczam lub znajduję coś, czego nie czytałam. Teraz zabrałam się za "Buszującego w zbożu", jakiś czas temu znalazłam "Amerykańscy bogowie. Wersja autorska" Neila Gaimana i czytanie Tolkiena ciągle się oddala. A i jeszcze dwie pozycje, wymagają powtórki: "Jak napisać scenariusz filmowy" oraz "Kino bez tajemnic".

Książki Niezbyt Drogie Które Będziesz Mógł Kiedyś Kupić Za Pół Ceny - jest wiele książek, które chciałabym mieć w swojej kolekcji: kilka tomików poezji Gałczyńskiego i Szymborskiej, książki o adaptacji filmowej, wszystkie dzieła Tolkiena, czy kilka klasycznych pozycji z listy BBC.

Książki Które Przeczytali Już Wszyscy A Zatem Jest Tak Jakbyś Ty Przeczytał Je Także - Trylogia Sienkiewicza. Tak wiem, nie powinnam się chwalić tym, że nie przeczytałam w całości "Ogniem i mieczem", "Potopu" i "Pana Wołodyjowskiego". Ale ja i Sienkiewicz do siebie kompletnie nie pasujemy. Wiem, że przyjdzie taki czas, że będę musiała zagłębić się w stylizację językową preferowaną przez Henryka, ale póki co, sama z siebie się za to nie zabiorę.



Książki Które Od Dawna Zamierzasz Przeczytać - z najnowszych: "Jak zostać pisarzem. Pierwszy polski podręcznik dla autorów" (dostałam w prezencie i jestem ciekawa co tam znajdę), "125 zakazanych filmów" Dawn B.Sova, (trzeba wiedzieć, co koniecznie zobaczyć) "Angelina" Andrew Morton (status fanki zobowiązuje), "Hollywood" Charles  Bukowski (intrygujący tytuł). Plus połowa moich domowych zasobów, kilkanaście książek z bibliotek stolicy oraz to, co planuję zakupić.

Książki Których Od Lat Poszukujesz Bez Powodzenia - "32 współczesne opowiadania amerykańskie", "Kotka na gorącym, blaszanym dachu" Tennessee Williams (większość jego sztuk jest mało dostępna, z resztą jak wielu dramaturgów amerykańskich, których chciałabym przeczytać) oraz "Gra o tron" - w każdej bibliotece książka jest wypożyczona. A zanim zdecyduję się na jej kupno, chcę sprawdzić czy inwestycja się opłaci. Zwłaszcza, że to dopiero pierwsza cześć.

Książki Które Dotyczą Tego Czym Właśnie Się Zajmujesz - wszystkie pozycje dotyczące pisania książek: "Jak zostać pisarzem. Pierwszy polski podręcznik dla autorów", "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" Stephen King, "Sztuka pisania. Tajemnice warsztatu pisarstwa odsłaniają Ernest Hemingway, John Steinbeck, Kurt Vonnegut i inni" Isaac Asimov. Bo podobno talent to nie wszystko.

Książki Które Chcesz Mieć Pod Ręką Na Wszelki Wypadek - "Władca Pierścieni", "Kino bez tajemnic", jedna z pozycji dotyczących sztuki pisania oraz ostatnia książka wypożyczona z biblioteki.

Książki Które Możesz Odłożyć Na Wakacyjną Lekturę - w wakacje często czytam książki zaległe, które wymagają skupienia, albo takie które czytam po raz kolejny, bo lubię do nich wracać. Rzadko sięgam po nowości.

Książki Które Rozbudzają W Tobie Ciekawość Niespodziewaną Gwałtowną I Niezbyt Wyraźnie Usprawiedliwioną - książki Harukiego Murakamiego, Arthura Millera i J.K. Rowling. Po pierwszej przeczytanej książce, musiałam sięgnąć po następną.

Dobrnęłam do końca. Wnioski? Pochłania mnie różnorodna literatura, a wspomniałam tylko o kilkunastu książkach z całej mojej biblioteki. Ktoś, kiedyś powiedział: "Czytanie czegoś, na czym można polegać, przynosi pożytek. Czytanie rzeczy różnorodnych sprawia - przyjemność". Jak widać postanowiłam się to wcielić w życie :)