19 marca 2017

Cisza

Jak cicho kręci się świat, kiedy człowiek rozmyśla w samotności.

Eleanor Catton – Wszystko, co lśni




Takie chwile zdarzają mi się ostatnio bardzo rzadko. 

28 lutego 2017

Z książkowej półki



Dawno mnie tu nie było. Blog co chwila powracał w moich myślach, ale nie miałam żadnego pomysłu na notkę. Ciężka jest walka z brakiem weny, ale w końcu odniosłam małe zwycięstwo :) Zanim jednak rozpiszę się na bardziej konkretne tematy, zostawię tu kilka zdjęć książek, które najbliższym czasie mam zamiar przeczytać. 




Ocean na końcu drogi Neil Gaiman - lekturę tej książki mam już za sobą. To dla mnie pozycja wyjątkowa. Po pierwsze dlatego, że odczarowała mi twórczość Gaimana, a po drugie to jedna z nielicznych książek, które dostałam w niespodziewanym prezencie.

Muza Jessie Burton - bardzo ciekawi ta książka, bo opowiada w intrygujący sposób o malarstwie. Czytałam same pozytywne recenzje, choć duża część czytelników twierdzi, że Burton nie dorównała poziomem swojej debiutanckiej powieści. Chętnie do sprawdzę :)

Hygge. Duńska sztuka szczęścia Marie Tourell Søderberg - życiowa filozofia Duńczyków jest ostatnio bardzo modna. Mnie ta książka zaintrygowała głównie pod względem estetycznym. Ale przy okazji przeprowadziłam kilka miłych rozmów dotyczących hygge i bardzo mi się podobała ta koncepcja. Moja artystyczna dusza na pewno na tym skorzysta.

Jeszcze nie umarłem Phil Collins - mam wielką słabość do muzyki Phila, główne za czasów jego występów z Genesis. A to wszystko przez mojego tatę, który w czasach mojego dzieciństwa słuchał Collinsa non stop. I mi się udzieliło :) Nigdy jednak nie byłam na bieżąco z jego muzyczną karierą, więc dzięki książce coś tam nadrobię.



W moim aktualnym czytaniu jest Przeminęło z wiatrem Margaret Mitchell. Zobaczymy, w jakim czasie przebrnę przez 1136 stron. Podobno dla Scarlett warto ;)




Jakiś czas temu w pracy przeszukiwaliśmy pół świata, by zdobyć różne wydania Dzieci z Bullerbyn Astrid Lindgren. Ostatecznie miałam w rękach wydanie gruzińskie, chorwackie, łotewskie, bułgarskie i rumuńskie. Spędziłam na wyszukiwaniu tak dużo czasu, że naszła mnie ochota na przeczytanie tej książki jeszcze raz. Udało mi się znaleźć w domu egzemplarz mojej mamy, który pochodzi z 1968 roku. Jak na swoje lata dobrze się trzyma :) Dzieci z Bullerbyn były moją ulubioną książką w latach szkolnych - ciekawe jak dziś będzie mi się ją czytać.


Tyle treści na zakończenie lutego ;)

4 stycznia 2017

Klaudyną być...


źródło

Pierwsza tegoroczna notka nie będzie podsumowaniem roku poprzedniego, nie będzie też spisem przyszłych kulturalnych premier. Ten wpis będzie o mnie. A dokładniej o tym, jak to jest mieć bardzo oryginalne imię.

----
Za każdym razem jest tak samo. Kiedy się przedstawiam, nowa osoba patrzy na mnie z niedowierzeniem. Widzę po jej minie, że moje imię nie od razu zostało zapamiętane i pewnie będę musiała powtórzyć jeszcze nie jeden raz... Mamy XXI wiek, mnóstwo zapożyczonych imion, jeszcze więcej imion wymyślonych, a moje nadal budzi zdziwienie :) Zwłaszcza, że to imię nosi ponad 1600 Polek...
----

Zaakceptowanie faktu, że imiennie zawsze będę się wyróżniać, zajęło mi sporo czasu. W dzieciństwie byłam śmiertelnie obrażona na rodziców za tę oryginalność. Nikt nie potrafił zapamiętać mojego imienia, więc zostawałam Klaudią albo Klementyną, potem dla zgrywy Klaunem lub Klaudiuszem. W szkole zawsze były mało przyjemne docinki, więc znienawidziłam własne imię. Jak przychodziłam do domu wścieka, moja mama miała zawsze tą samą odpowiedź: z reklamacją idź do ojca. To on ci wybrał takie imię. Oczywiście ojciec nie widział problemu :) A miałam przechlapane przez wszystkie klasy szkoły podstawowej, a potem gimnazjum. Plus jeszcze wszystkie wakacje, wyjazdy i przypadkowe poznawanie ludzi. Wpadłam też w małą pułapkę ludzkich wymysłów: niektórzy sądzili, że jak mam dziwnie imię, to na pewno jestem dziwna. A ja byłam porażająco zwyczajna ;)

Dodatkowo problemem była pisownia. Większość pisała przez "ł"- Klałdyna. Myślałam, że mnie szlag trafi :) Musiałam od razu zaznaczać, że moje imię pisze się przez "u". Podobno to nie było takie oczywiste. Przepraszam bardzo: Klaudyna a Klałdyna - chyba jest różnica? :D

A kiedy nastąpił przełom w moim myśleniu? Chyba na początku liceum. Polubienie własnego imienia wynikało z faktu, że w klasie było 28 dziewczyn, a ich imiona się powtarzały. Mnie nikt nie pomylił i miałam z tego powodu radochę :) Poza tym skończyły się docinki i przezwiska, a zaczęły pytania dlaczego wybrano mi takie, a nie inne imię. Wkurzona na cały świat, nawet tego nie sprawdziłam, więc trzeba było to nadrobić. 

Tata zaczerpnął natchnienie z książki Sidonie-Gabrielle Colette Klaudyna w szkole. Miałam jedną próbę zmierzenia się z tą książką, ale polegałam. Do tej pory nie zrobiłam drugiego podejścia, choć ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy nie spróbować jeszcze raz. Jak czytam, że to owiany skandalem dziennik młodej dziewczyny z początku XX wieku, to przypomina mi się pewna rozmowa przed maturą, gdzie dowiedziałam się (chyba po raz pierwszy) jaką kontrowersyjną pisarką była Colette. Może się skuszę, bo jeszcze zaczną mi zadawać pytania czy mam coś wspólnego z jej literacką bohaterką ;)

-----
Dzisiaj nadal spotykam się z niedowierzeniem ludzi, gdy usłyszą imię, ale bardziej mnie to śmieszy niż razi. Przynajmniej mnie zapamiętają. Czasem też usłyszę komplement, że Klaudyna to fantastyczne imię i że do mnie pasuje. Nie jestem tylko w stanie zaakceptować jak ktoś mnie nazwie Klaudią lub Klaudi - dostaję wtedy białej gorączki i potrafię być niemiła. Niektórzy się o tym przekonali na własnej skórze ;) 

Sama geneza mojego imienia jest mi obojętna. Każde źródło podaje inne dane. Wiem jedno: Klaudia i Klaudyna to są dwa różne imiona. I tego wszyscy powinni się trzymać. Może oprócz obcokrajowców. Oni nigdy nie wiedzą jak się do mnie zwrócić. W takie sytuacji zostałam: Claudiną lub Claudine - zaczerpnęli to z łaciny i francuskiego, więc nie jest źle :)

----
Jeszcze na zakończenie postanowiłam sprawdzić, co oznacza moje imię według przeróżnych portali... Więc tak:

Mam mocny charakter, nie odstępuję od swoich zasad, można na mnie polegać i potrafię wywierać wpływ na innych ludzi. Jestem przebojowa i towarzyska. Ale... 

Nie należę do osób zaradnych życiowo, tylko dzięki innym ludziom potrafię pokonywać trudności. Łatwo się denerwuję i nie jestem pewna słuszności własnych decyzji. Co z tego, że jestem zainteresowana otaczającym mnie światem, skoro w życiu pragnę być tylko idealną panią domu z dużą klasą. I jeszcze zdarza mi się być pesymistką nienawidzącą zmian...

Teraz to mam kryzys egzystencjalny ;p

Tato, dzięki za fajne imię :)

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Dodatkowo


Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!
Niech Wasza tegoroczna podróż kulturalna będzie jeszcze bardziej fascynująca :)


P.S.

Wczoraj mój blog świętował piąte urodziny. Aż sama się dziwię, że nadal kontynuuję pisanie, choć mam na to coraz mniej czasu. Jak zwykle dziękuję wszystkim, którzy tu jeszcze zaglądają :)

30 listopada 2016

Mój książkowy format


Dzisiaj książki czyta się na wiele różnych sposobów. Jakkolwiek by to zdanie dziwne nie brzmiało, jest to prawda. Jednak ja, w świecie nowoczesnych wynalazków i udogodnień, jestem tradycjonalistką i czytam głównie książki wydrukowane - kupione, pożyczone czy wypożyczone.

Oczywiście to nie oznacza, że nie miałam styczności z innymi czytelniczymi formami. Eksperymenty mi jednak nie wyszły :)

E-book. Przeczytałam kilka książek na komputerze. Było to dość niewygodne, bolały mnie oczy i musiałam za każdym razem gdzieś sobie zapisywać, na której stronie skończyłam. Najgorzej jednak było, gdy dostałam do recenzji książkę pdf. Czas mnie naglił, więc czytałam też na telefonie. To było najtrudniejsze - ogarnąć ile przeczytałam na telefonie, a ile na komputerze. W takim wypadku najrozsądniejszym posunięciem byłoby kupienie czytnika. Cały czas słyszę, że czytnik ma same zalety i każdy mol książkowy powinien go mieć. Przeanalizowałam moje codzienne życie i doszłam do wniosku, że przydałby mi się tylko w jednej sytuacji -  gdy jeżdżąc codziennie do pracy, nie mam możliwości się oprzeć lub usiąść w autobusie czy pociągu. A że to rzadko się zdarza, to nie jest to argument, który przekona mnie do wydania pieniędzy.

Audiobook. Z  tą książkową formą to miałam styczność już w dzieciństwie, kiedy rodzice kupowali bajki na kasetach magnetofonowych i puszczali nam je przed snem. Coś musieli wykombinować, gdy skończyły im się pomysły na wymyślane opowiastki, a my z bratem chcieliśmy by je opowiadali non stop :) Dzisiaj nie potrafię się skupić na słuchaniu książek. Kilka razy próbowałam, ale zawsze mnie coś rozpraszało lub zaczynałam myśleć o czymś innym. Może to wynika z mojego przyzwyczajenia słuchania muzyki w trackie czytania książki.

Kiedy czytam książkę jadąc do pracy lub będąc w jakiejś podróży, zawsze mam słuchawki w uszach. Muzyka w tym przypadku zagłusza wszystkie dźwięki i rozmowy dookoła. Nic mnie nie rozprasza i mogę się skupić na tym, co czytam, bo całą listę utworów znam na pamięć. Czasami się przełączam - przestaję czytać i wsłuchuję się w jakąś melodię, a potem wracam do lektury. Dziwnie to brzmi, ale dobrze się sprawdza :)

Wolę jednak papierową książkę. Jej wygląd, wykonanie i zapach -  to coś, czego żaden elekroniczny wynalazek nie uchwyci.
Kiedy pracuje się z książkami, to chyba nie ma innego wyjścia :) A jeśli pracuje się z książkami wydawanymi w innych zakątach świata, to człowiek się uzależnia. Widuję prawdziwe dzieła sztuki introligatorskiej.

A jak jest u Was?

31 października 2016

Książkowe nowości na półce

Kiedy codziennie ma się wokół siebie tysiące książek, ciężko jest czegoś nie kupić :) Ostatnio przyhamowałam ze zdobywaniem nowych tytułów, ponieważ nadrabiam to, co mam już na półce.

Ostatnia notka dotyczące książek pojawiła się w maju, a od tamtej pory niewiele nowości znalazło się na mojej półce. Powinnam być się siebie dumna :) Choć myślę, że to stan nie będzie trwać długo. Jeszcze chwila i zabieram się za przygotowywanie kulturalnych list świątecznych. A książki są na takich listach priorytetem ;)

Poniżej pięć tytułów, które czekają na przeczytanie.

Wydawnictwo Literackie

źródło

Jeszcze jeden oddech Paul Kalanithi

Paul Kalanithi był jednym  z najzdolniejszych amerykańskich neurochirurgów i ogromnym miłośnikiem poezji. W wieku 36 lat, po blisko 10-letniej pracy w charakterze neurochirurga i pod koniec wyczerpującej rezydentury, w momencie gdy Paulem zaczęły interesować się najważniejsze instytuty badawcze i najbardziej prestiżowe kliniki, młody lekarz usłyszał diagnozę IV stadium raka płuc. W jednej chwili Paul zmienia się z lekarza ratującego życie w pacjenta, który sam podejmuje walkę z chorobą.

Po przeczytaniu tego opisu wiedziałam, że sięgnę po tę książkę. Jednego dnia układasz plany i cieszysz się życiem, a drugiego otrzymujesz wyrok śmierci. I jak sobie z tym poradzić? Co zrobić w takiej ekstremalnej sytuacji? Nie jest to łatwe zadanie, ale opowiada o tym ktoś, kto tego doświadczył.




źródło


Wodnikowe Wzgórze Richard Adams

Źle się dzieje w królikarni Sandleford. W miejscu, w którym króliki wiodą spokojny żywot, ma powstać nowe osiedle. Wygodne nory i zielone łąki zostaną unicestwione. Nie jest łatwo opuścić swój dom. Stado kłapouchów pod wodzą dwóch niezłomnych braci – Piątka i Leszczynka – musi jednak wyruszyć w podróż w poszukiwaniu nowego miejsca na ziemi. Tak rozpoczyna się królicza epopeja. Nie trzeba dodawać, że po drodze naszych bohaterów czeka  mnóstwo przygód i jeszcze więcej niebezpieczeństw.

Tę powieść chciałam przeczytać od momentu, gdy Andrzej Sapkowski wspomniał o niej w swoim przewodniku, po uroczym tytułem: Rękopis znaleziony w Smoczej Jaskini
Brzmiało to tak: Opowieść o królikach, którym grozi zagląda i eksterminacja ze strony ludzi. Zagrożone królicze plemię musi wyłonić ze swego grona grupę śmiałków, która wyruszy na bohaterską wyprawę, aby zdobyć jakiegoś króliczego Graala, pokonać jakiegoś króliczego Saurona i uratować współplemieńców.


Wydawnictwo Albatros

źródło
Rok 1997. W miasteczku Carter Crossing w Missisipi znaleziono kobietę z poderżniętym gardłem. Czy zabójcą jest ktoś z pobliskiej bazy wojskowej? Na miejsce zostaje wysłany major żandarmerii wojskowej Jack Reacher. Ma ocenić sytuację i złożyć przełożonym raport. Sprawą zajmuje się szeryf okręgowy, Elizabeth Deveraux. Niestety, śledztwo nie posuwa się ani o krok. Reacher tymczasem zaczyna zdawać sobie sprawę, że stoi wobec decyzji, która rozstrzygnie o jego karierze wojskowej. Czy będzie mógł żyć sam ze sobą, jeśli zrobi to, czego oczekuje od niego armia? Czy armia będzie mogła żyć z nim, jeśli tego nie zrobi? Czy to jego ostatnia sprawa w mundurze?
Tę książkę dostałam w prezencie. Nie czytałam do tej pory nic Lee Childa. Widziałam tylko dwa filmy nakręcone na podstawie jego powieści. Zobaczymy, czy mi się spodoba, zwłaszcza że zacznę w połowie serii :)




Wydawnictwo Media Rodzina

źródło
Harry Potter i przeklęte dziecko. Część pierwsza i druga Joanne K. Rowling, Jack Thorne, John Tiffany

Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej nie ma go teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym. Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, którego nigdy nie chciał przyjąć. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.

Nie da się uciec od Harry'ego Pottera. Dorastanie z książkami pani Rowling powoduje, że przeczyta się wszystko, co jeszcze napisze, bądź sygnuje swoim nazwiskiem. Ta książka wywołała radość, jeszcze większy entuzjam, falę krytyki oraz mocne poczucie rozczarowania. Zauważyłam jedną rzecz: nikt nie zwraca uwagi na okładkę. Jest tam napisane: na podstawie oryginalnej opowieści J.K Rowling. Co oznacza, że książka nie jest jej autorstwa. Poza tym to sztuka sceniczna - inaczej się  ją odbiera niż powieść. Może to stąd te wszystkie sprzeczne reakcje? Wkrótce sprawdzę :)


Wydawnictwo Znak

źródło
W codziennym zabieganiu wydaje nam się, że wszystko jest tymczasowe, a kiedyś zaczniemy żyć naprawdę. Ale to właśnie zwykłe dni decydują o tym, jak przeżywamy swoje życie. Wyobraź sobie, że masz czas na odpoczynek, na spacer, pogłaskanie kota, popołudniową wycieczkę. Że możesz sobie pozwolić na przerwę i wolny dzień. Nie odkładaj życia na potem. Planuj odpoczynek. Wyznaczaj priorytety. Próbuj nowych rzeczy. Znajdź czas na codzienne rytuały. Życie we własnym tempie jest sztuką. Zacznij stawiać pierwsze kroki.

Bardzo rzadko czytuję tego typu książki. Jednak lubię czytać bloga Joanny - styledigger.com, więc pomyślałam sobie, że sprawdzę co ciekawego ma do przekazania. Zwłaszcza, że mam ostatnio spory bałagan życiowy :) Jak już przeczytam, to na pewno podzielę się przemyśleniami.



Tyle ode mnie. 
K.