23 listopada 2017

Kartki papieru



"Jesteśmy wtórnymi alfabetami. Nie tylko przestaliśmy czytać książki – przestaliśmy pisać. Wodzić dłonią po papierze i trzymać długopis lub pióro. Zamiast tego cały czas atakujemy palcami plastik wbijając w niego myśli. Opuszki palców stają się coraz bardziej zgrubiałe, a nasz umysł rozleniwia się. Wie przecież, że możemy pozwolić sobie na błędy ortograficzne, bo sprytny program komputerowe podkreśli je nam na czerwono lub wręcz poprawi je za nas. Nawet, jeśli mamy sporządzić krótką notatkę, to sięgamy prędzej po komórkę niż skrawek papieru. Po sklepach chodzą zombie i skrolują listę zakupów." 


5 listopada 2017

A creepy old man cut my hair off!

Thor: Ragnarok (2017)

źródło

Thor jest moim ulubionym superbohaterem z uniwersum Marvela. Przeglądając w internecie materiały związane z trzecią częścią dowiedziałam się, że wcześniejsze filmy z udziałem nordyckiego boga niespecjalnie podobają się krytykom. Jak przeczytałam w jednej recenzji - to najbardziej pokiereszowana seria od Marvela, nie ciesząca się specjalnie entuzjazmem. Coż, ja mam zupełnie inne zdanie dotyczące dwóch poprzednich filmów :) Ale co do najnowszego, to muszę się zgodzić z większością optymistycznych recenzji - to znakomita rozrywka trzymająca poziom. 

27 października 2017

Filmowe zainteresowanie


W sztuce filmowej nie chodzi wyłącznie o opowiadanie historii, ale także o sposób, w jaki ta historia staje się doświadczeniem wizualnym i dźwiękowym. Trzeba mieć świadomość materii. Film ma swoje ograniczenia, dlatego ważne są proporcje: ruchome obrazy muszą złożyć się w całość w określonym czasie. Efekt zaś powinien być jak najbardziej osobisty i tak prawdziwy, jak tylko to możliwe.

Ira Sachs



Jakiś czas temu trafiłam na tekst Zwierza Popkultularnego dotyczący szumu, jaki powstał po premierze filmu Botoks. Wpis nie jest o samym filmie, ale o czynnikach, które doprowadziły do jego popularności. Z dziesięciu trafnych punktów, moją uwagę przykuł ostatni. Pozwólcie, że go zacytuję:

Na koniec punkt dziesiąty, Chcecie wiedzieć skąd się bierze popularność Vegi? Z naszych wieloletnich zaniedbań. Z tego, że Polacy są obecnie bardzo marnymi widzami. Bez względu na wiek, płeć czy pochodzenie społeczne. Jeśli przez tyle lat ma się gdzieś jakąkolwiek edukację filmową to czego w sumie się spodziewać? Kino w Polsce to kwestia bardzo prywatna istniejąca poza granicami wykształcenia i edukacji. Ludzie mają dyplomy ale kiedy zaczynamy rozmawiać o kinie niewiele wiedzą. Niewiele ich interesuje. Jak pokazują wspomniane wcześniej informacje – pójdą do kina z dzieckiem, póki jest małe. Ale po tym okresie chodzenia na kreskówki chodzenie do kina się urywa. Z wielu powodów – także ekonomicznych, kino jest w Polsce drogie, widzowie w mniejszych miejscowościach mają małą szansę na obejrzenie czegoś poza największym hitem sezonu (np. Botoksem). Tam gdzie nie ma kanonu, gdzie nie ma nacisku społecznego, gdzie każdy sobie sterem żeglarzem okrętem, najłatwiej uderzyć w niskie tony. Największej grupie ludzi najłatwiej sprzedać to co żeruje na najniższych instynktach. Tym co broni przed takimi produkcjami jest kultura filmowa danego kraju. Ale u nas – mimo wielkich tradycji, kultura leży i kwiczy. Na nasze własne życzenie. 

To jest zapewne temat na wielogodzinną dyskusję, co z resztą pokazały komentarze pod wpisem Zwierza. Mnie jednak w tej wypowiedzi trochę razi stwierdzenie, że ludzie mają gdzieś edukację filmową, a osoby wykształcone kompletnie nic nie wiedzą o kinie. Z mojego doświadczenia i codziennych obserwacji wynika, że kino mieści się głównie w strefie indywidualnych zainteresowań (tak jak teatr, opera czy muzyka) - filmowe podstawy są gdzieś sygnalizowane przez edukację, o resztę trzeba jednak zadbać samemu. I tutaj hobby biegnie dwutorowo - albo traktuje się to poważnie i poszerza wiedzę w przeróżnych aspektach, albo tylko ogląda się filmy dla rozrywki, by pogadać ze znajomymi. Najczęściej drugi aspekt przeważa.

I niestety, nie da się zmienić przekonania, że kino to głównie rozrywka, która przyciąga promocjami, dużą, wygodną i klimatyzowaną salą oraz gadżetami. A im lepsza reklama, tym więcej osób do niej lgnie.

Zainteresowania to sprawa przeważnie prywatna i jeśli ktoś nie przejawia chęci sięgnięcia po więcej informacji, to żadna teoria nie zmieni jego postawy. Nic na siłę. Nie raz się spotkałam ze stwierdzeniem, że oglądanie filmów nie może być poważnym hobby, to jest raczej chwilowa przyjemność.



Ja zainteresowanie kinem wyniosłam z domu - filmy są moim życiu obecne odkąd pamiętam. Ale kiedy moja fascynacja zaczęła się rozrastać poza zwykle obejrzenie czegoś w telewizji czy w kinie, to nie miałam żadnych dostępnych źródeł wiedzy na wyciągnięcie ręki, takich jakie są dzisiaj. Dorastałam w środowisku, gdzie taka pasja nie była rozumiana. Moi znajomi nie interesowali się filmami, w mieście nie było żadnych dodatkowych zajęć z tego tematu, a w bibliotekach dobrych książek. Miałam tylko jedną kumpelę, która podzielała moją pasję i to z nią obejrzałam bardzo dużą część filmów. Do kina chodziłam sporadycznie, bo na prowincji mało kiedy grali różnorodny repertuar (to dziś się to nie zmieniło) i nie puszczali filmu w tygodniu, gdy na sali nie było conajmniej 5 osób.

Te przeszkody jakoś mnie nie zniechęciły. Nie mam za sobą profesjonalnej edukacji filmowej. Wszystko, co wiem o kinie wynika z dużej mierze z ilości obejrzanych filmów, na wieloletnim wyszukiwaniu informacji oraz na rozmowach z ludźmi, którzy też uważają, że historia na ekranie to coś więcej. To była moja nauka. Ale z drugiej strony nie dążyłam do bardzo kompetentnej wiedzy, którą mogłabym się czasem pochwalić.

Nie potrzeba filmowej wiedzy, by trafienie wybierać kinowe seanse, nie potrzeba profesjonalizmu by wygłaszać swoje opinie. Trzeba jednak mieć tę iskierkę fascynacji kinem, by nie nazwać go tylko rozrywką. Mam jednak wrażenie, że takich iskierek jest coraz mniej, bo pasje wymagają wysiłku. Dziwi mnie fakt, że w dzisiejszych czasach, mając taki dostęp do źródeł, ludzie z nich nie korzystają. Jest tyle wiedzy w mediach, której nie było za moich nastoletnich czasów. Nie ma się czemu dziwić, że kino jest uważane za rozrywkę bez wartości.


Zwierz ma rację jeszcze w jednym - generalnie kultura jest droga, w mniejszych miastach wybór kinowy jest dość ograniczony, a nasze rodzime polskie produkcje nie należą do najlepszych. A jeśli są zdarza się dobre polskie kino, to już nie jest za bardzo dostępne i reklamowane.

Z drugiej strony: idziesz do kina na film - a tam cała sala, pełna ludzi chrupiących popcorn i żłopiących colę za taką cenę, za którą można spokojnie ugotować obiad na dwa dni lub kupić kolejny bilet do kina.

Cóż,  to temat na niekończące się dyskusje :)

30 września 2017

W kilku słowach...

... wybrane filmy z seansów lipcowo-sierpniowych...


Pasażerowie (2016)

źródło
Ten film nie był specjalnie ciepło przyjęty przez widzów. A mnie się wyjątkowo spodobał. Może dlatego, że nie oczekiwałam wielkiego wow po zwiastunie i nie skupiałam się na bardzo szczegółowych detalach fabuły - choć widać było niedociągnięcia. Dobrze się go oglądało i tyle. Niezbyt mnie raziło tempo akcji: najpierw spokojna samotność człowieka w kosmosie, potem szybkie love story, a na koniec szaleńcze tempo akcji zmierzające do szczęśliwego zakończenia. Aktorsko też wypadło nieźle, a to pewnie spowoduje, że zobaczę ten film ponownie.
Ocena: 7/10



żródło
Ten film ma kilka fajnych momentów, jest nieźle nakręcony i nie ma w nim przesadnie użytych efektów specjalnych. Ale czy to jest film, który długo zostaje w głowie? Niestety nie. Nawet wysokobudżetowe produkcje potrafią namieszać widzowi w głowie, że chętnie się do nich wraca. A Kong nie zrobił takiego wrażenia - przynajmniej na mnie. Jest po prostu przeciętny, aż szkoda na niego czasu. A właśnie - King Kong wygląda świetnie - to największy plus ;)
Ocena: 5/10



źródło
Na ten film po prostu szkoda czasu. Nie mam pojęcia, co mnie podkusiło, by to zobaczyć - chyba tylko jakiś niezrozumiały sentyment do serialu, który oglądałam wyrywkowo będąc dzieckiem. Power Rangers od zawsze byli kiczowaci, ale mieli swoje oddane grono fanów. Dziś w dobie filmów Marvela i DC raczej nowych nie znajdą, więc jest to po prostu powrót do przeszłości dla pokolenia lat 80. i 90. Z tym, że ten powrót jest jeszcze bardziej nieudany niż sam serial. Pod względem fabularnym film kompletnie leży. Prawie cały film oglądamy jak bohaterowie się poznają i próbują opanować nowe umiejętności, aż tu nagle pojawia się ostateczna konfrontacja i bohaterowie od razu genialnie sobie radzą (choć nic na to nie wskazywało...) Totalna porażka.
Ocena: 3/10


Dom dusz (1993)

źródło
Wielowątkowa opowieść oparta na prozie Isabel Allende. Samej książki nie czytałam, ale film ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Tempo jest powolne, nie ma nagłych zwrotów akcji. Śledzimy losy rodziny na przestrzeni pięćdziesięciu lat, próbując zrozumieć i wytłumaczyć sobie ich zachowanie, decyzje i wybory. A to wszystko w czasie politycznych zmian w Chile. Jest też wątek magiczny (w końcu to adaptacja powieści Allende), co jeszcze bardziej gmatwa sytuację. Pulsem jest też świetna obsada - genialne role Meryl Streep i Gleen Close. Nawet Antonio Banderas dał radę ;)
Ocena 7/10

18 września 2017

Nieogarnięte recenzje


Cóż, człowiek pisze tak, jak może, Obywatelu Redaktorze.

Konstanty Ildefons Gałczyński, List z fiołkiem, 1946




Nie przepadam za klasycznymi schematami pisarskimi. Jak nie mam weny lub pomysłu, to potrafią mocno dać mi w kość. Najgorzej było w szkole i na studiach - narzucone tematy i koncepcje zwykle źle wpływały na jakość tekstów, które oddawałam do sprawdzenia.

Na szczęście dziś nic mnie nie ogranicza. Piszę tak, by przekazać moje myśli. Staram się, by tekst był przejrzysty wizualnie i zrozumiały dla czytającego. Zdarza mi się zaszaleć i stworzyć coś bardziej w klasycznej formie, ale wymaga to ode mnie większego wysiłku.

Nawet w pracy łamię zasady pisarskie. Nie lubię sztywnej oficjalności, więc wymyśłiłam sobie własne schematy pisania, by mój odbiorca nie czuł się nieswojo. Póki, co to się sprawdza :)

A jak jest z recenzjami? Zwykle są nieogarnięte - krótkie, zwięzłe (lub nie) i na temat. Ale często zdarza mi się, że mam problem z ich napisaniem. Nie mam pojęcia jak przelać wszystkie myśli w sensowne kilka zdań. A jak się rozpiszę, to wyjdzie mi jeden wielki bełkot. Staram się układać to wszystko w głowie, ale po napisaniu nie wygląda to tak dobrze, jak w myślach. Więc próbuję od innej strony - dyskusja. Wtedy mam dobre argumenty, ale zaczynam się zastanawiać... czy są one moje, po tak długich rozważaniach? Czy tylko ktoś mi wyjaśnił swoje zdanie i idealnie pasuje do tego, co chciałam napisać? A może to zlepek wspólnych wniosków? Zaczynam się motać i ostatecznie odpuszczam.

A miało być tak łatwo :)

Kiedyś miałam taki zwyczaj, że oglądając film kładłam obok otwarty notatnik. I zapisywałam w nim wszystkie luźne myśli, jakie przychodziły mi do głowy w czasie seansu. Oczywiście nie dotyczy to oglądania filmów w kinie :) Chyba muszę do tego wrócić, bo jak sięgam pamięcią, to wtedy znacznie sprawniej mi się pisało. Miałam swój własny materiał do obróbki.
Muszę się przyznać, że dziś łapię się na tym, że dość dobrze pamiętam akcję, ale gdzieś mi się ulatniają moje wrażenia na jej temat.

Całkiem inaczej wygląda sprawa z książkami. Nie zrobię żadnych notatek podczas czytania, bo by mnie to wkurzało. Poza tym mam dość dobrą pamięć i fabuła na długo zostaje mi w głowie. Ale książki wymagają więcej uwagi i większej ilości słów. Więc w pisaniu o książkach szukam inspiracji - czyli przeglądam inne recenzje, by nie powielać tych samych wniosków i ocen. I tak się naczytam, że czasem dociera do mnie, że nie wiem co napisać :P Tutaj jeszcze bardziej się gmatwam przy pisaniu. Jeszcze nie wymyśłiłam dobrego sposobu, ale intensywnie nad nim pracuję :)


Przelewanie myśli nie zawsze jest łatwie. Ale podobno liczy się efekt końcowy. Mam nadzieję, że mój efekt do tragicznych nie należy ;)


Aktualizacja P.S. Zmieniłam na próbę dodawanie komentarzy na Disqus, ale musiałam go usunąć, bo pojawiał się jakiś błąd - czasem bywam nieogarnięta w komputerowych sprawach :)
whitequeen1408 prośba o dodanie komentarza raz jeszcze ;)