30 listopada 2016

Mój książkowy format


Dzisiaj książki czyta się na wiele różnych sposobów. Jakkolwiek by to zdanie dziwne nie brzmiało, jest to prawda. Jednak ja, w świecie nowoczesnych wynalazków i udogodnień, jestem tradycjonalistką i czytam głównie książki wydrukowane - kupione, pożyczone czy wypożyczone.

Oczywiście to nie oznacza, że nie miałam styczności z innymi czytelniczymi formami. Eksperymenty mi jednak nie wyszły :)

E-book. Przeczytałam kilka książek na komputerze. Było to dość niewygodne, bolały mnie oczy i musiałam za każdym razem gdzieś sobie zapisywać, na której stronie skończyłam. Najgorzej jednak było, gdy dostałam do recenzji książkę pdf. Czas mnie naglił, więc czytałam też na telefonie. To było najtrudniejsze - ogarnąć ile przeczytałam na telefonie, a ile na komputerze. W takim wypadku najrozsądniejszym posunięciem byłoby kupienie czytnika. Cały czas słyszę, że czytnik ma same zalety i każdy mol książkowy powinien go mieć. Przeanalizowałam moje codzienne życie i doszłam do wniosku, że przydałby mi się tylko w jednej sytuacji -  gdy jeżdżąc codziennie do pracy, nie mam możliwości się oprzeć lub usiąść w autobusie czy pociągu. A że to rzadko się zdarza, to nie jest to argument, który przekona mnie do wydania pieniędzy.

Audiobook. Z  tą książkową formą to miałam styczność już w dzieciństwie, kiedy rodzice kupowali bajki na kasetach magnetofonowych i puszczali nam je przed snem. Coś musieli wykombinować, gdy skończyły im się pomysły na wymyślane opowiastki, a my z bratem chcieliśmy by je opowiadali non stop :) Dzisiaj nie potrafię się skupić na słuchaniu książek. Kilka razy próbowałam, ale zawsze mnie coś rozpraszało lub zaczynałam myśleć o czymś innym. Może to wynika z mojego przyzwyczajenia słuchania muzyki w trackie czytania książki.

Kiedy czytam książkę jadąc do pracy lub będąc w jakiejś podróży, zawsze mam słuchawki w uszach. Muzyka w tym przypadku zagłusza wszystkie dźwięki i rozmowy dookoła. Nic mnie nie rozprasza i mogę się skupić na tym, co czytam, bo całą listę utworów znam na pamięć. Czasami się przełączam - przestaję czytać i wsłuchuję się w jakąś melodię, a potem wracam do lektury. Dziwnie to brzmi, ale dobrze się sprawdza :)

Wolę jednak papierową książkę. Jej wygląd, wykonanie i zapach -  to coś, czego żaden elekroniczny wynalazek nie uchwyci.
Kiedy pracuje się z książkami, to chyba nie ma innego wyjścia :) A jeśli pracuje się z książkami wydawanymi w innych zakątach świata, to człowiek się uzależnia. Widuję prawdziwe dzieła sztuki introligatorskiej.

A jak jest u Was?

31 października 2016

Książkowe nowości na półce

Kiedy codziennie ma się wokół siebie tysiące książek, ciężko jest czegoś nie kupić :) Ostatnio przyhamowałam ze zdobywaniem nowych tytułów, ponieważ nadrabiam to, co mam już na półce.

Ostatnia notka dotyczące książek pojawiła się w maju, a od tamtej pory niewiele nowości znalazło się na mojej półce. Powinnam być się siebie dumna :) Choć myślę, że to stan nie będzie trwać długo. Jeszcze chwila i zabieram się za przygotowywanie kulturalnych list świątecznych. A książki są na takich listach priorytetem ;)

Poniżej pięć tytułów, które czekają na przeczytanie.

Wydawnictwo Literackie

źródło

Jeszcze jeden oddech Paul Kalanithi

Paul Kalanithi był jednym  z najzdolniejszych amerykańskich neurochirurgów i ogromnym miłośnikiem poezji. W wieku 36 lat, po blisko 10-letniej pracy w charakterze neurochirurga i pod koniec wyczerpującej rezydentury, w momencie gdy Paulem zaczęły interesować się najważniejsze instytuty badawcze i najbardziej prestiżowe kliniki, młody lekarz usłyszał diagnozę IV stadium raka płuc. W jednej chwili Paul zmienia się z lekarza ratującego życie w pacjenta, który sam podejmuje walkę z chorobą.

Po przeczytaniu tego opisu wiedziałam, że sięgnę po tę książkę. Jednego dnia układasz plany i cieszysz się życiem, a drugiego otrzymujesz wyrok śmierci. I jak sobie z tym poradzić? Co zrobić w takiej ekstremalnej sytuacji? Nie jest to łatwe zadanie, ale opowiada o tym ktoś, kto tego doświadczył.




źródło


Wodnikowe Wzgórze Richard Adams

Źle się dzieje w królikarni Sandleford. W miejscu, w którym króliki wiodą spokojny żywot, ma powstać nowe osiedle. Wygodne nory i zielone łąki zostaną unicestwione. Nie jest łatwo opuścić swój dom. Stado kłapouchów pod wodzą dwóch niezłomnych braci – Piątka i Leszczynka – musi jednak wyruszyć w podróż w poszukiwaniu nowego miejsca na ziemi. Tak rozpoczyna się królicza epopeja. Nie trzeba dodawać, że po drodze naszych bohaterów czeka  mnóstwo przygód i jeszcze więcej niebezpieczeństw.

Tę powieść chciałam przeczytać od momentu, gdy Andrzej Sapkowski wspomniał o niej w swoim przewodniku, po uroczym tytułem: Rękopis znaleziony w Smoczej Jaskini
Brzmiało to tak: Opowieść o królikach, którym grozi zagląda i eksterminacja ze strony ludzi. Zagrożone królicze plemię musi wyłonić ze swego grona grupę śmiałków, która wyruszy na bohaterską wyprawę, aby zdobyć jakiegoś króliczego Graala, pokonać jakiegoś króliczego Saurona i uratować współplemieńców.


Wydawnictwo Albatros

źródło
Rok 1997. W miasteczku Carter Crossing w Missisipi znaleziono kobietę z poderżniętym gardłem. Czy zabójcą jest ktoś z pobliskiej bazy wojskowej? Na miejsce zostaje wysłany major żandarmerii wojskowej Jack Reacher. Ma ocenić sytuację i złożyć przełożonym raport. Sprawą zajmuje się szeryf okręgowy, Elizabeth Deveraux. Niestety, śledztwo nie posuwa się ani o krok. Reacher tymczasem zaczyna zdawać sobie sprawę, że stoi wobec decyzji, która rozstrzygnie o jego karierze wojskowej. Czy będzie mógł żyć sam ze sobą, jeśli zrobi to, czego oczekuje od niego armia? Czy armia będzie mogła żyć z nim, jeśli tego nie zrobi? Czy to jego ostatnia sprawa w mundurze?
Tę książkę dostałam w prezencie. Nie czytałam do tej pory nic Lee Childa. Widziałam tylko dwa filmy nakręcone na podstawie jego powieści. Zobaczymy, czy mi się spodoba, zwłaszcza że zacznę w połowie serii :)




Wydawnictwo Media Rodzina

źródło
Harry Potter i przeklęte dziecko. Część pierwsza i druga Joanne K. Rowling, Jack Thorne, John Tiffany

Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej nie ma go teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym. Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, którego nigdy nie chciał przyjąć. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.

Nie da się uciec od Harry'ego Pottera. Dorastanie z książkami pani Rowling powoduje, że przeczyta się wszystko, co jeszcze napisze, bądź sygnuje swoim nazwiskiem. Ta książka wywołała radość, jeszcze większy entuzjam, falę krytyki oraz mocne poczucie rozczarowania. Zauważyłam jedną rzecz: nikt nie zwraca uwagi na okładkę. Jest tam napisane: na podstawie oryginalnej opowieści J.K Rowling. Co oznacza, że książka nie jest jej autorstwa. Poza tym to sztuka sceniczna - inaczej się  ją odbiera niż powieść. Może to stąd te wszystkie sprzeczne reakcje? Wkrótce sprawdzę :)


Wydawnictwo Znak

źródło
W codziennym zabieganiu wydaje nam się, że wszystko jest tymczasowe, a kiedyś zaczniemy żyć naprawdę. Ale to właśnie zwykłe dni decydują o tym, jak przeżywamy swoje życie. Wyobraź sobie, że masz czas na odpoczynek, na spacer, pogłaskanie kota, popołudniową wycieczkę. Że możesz sobie pozwolić na przerwę i wolny dzień. Nie odkładaj życia na potem. Planuj odpoczynek. Wyznaczaj priorytety. Próbuj nowych rzeczy. Znajdź czas na codzienne rytuały. Życie we własnym tempie jest sztuką. Zacznij stawiać pierwsze kroki.

Bardzo rzadko czytuję tego typu książki. Jednak lubię czytać bloga Joanny - styledigger.com, więc pomyślałam sobie, że sprawdzę co ciekawego ma do przekazania. Zwłaszcza, że mam ostatnio spory bałagan życiowy :) Jak już przeczytam, to na pewno podzielę się przemyśleniami.



Tyle ode mnie. 
K.

19 października 2016

W kilku słowach...

... z kina.  Co ciekwe, na dwóch z tych trzech filmów byłam na sali kinowej zupełnie sama. Po raz pierwszy zdarzyła mi się taka sytuacja. To bardzo surrealistyczne uczucie - tylko ty i wielki ekran. Jakby specjalnie dla mnie puszczali film :)







źródło
Jeszcze mi się nie zdarzyło pójść do kina na western. Nigdy nie był to mój ulubiony gatunek filmowy, stąd nie znam oryginalnych Siedmiu wspaniałych z 1960 roku. Kojarzę tylko Siedmiu samurajów, którzy byli inspiracją dla amerykańskich filmów. Jednak zaintrygowana zwiastunem, wybrałam się na seans, nie czytając opisów czy ogólnych opinii. I chyba dobrze zrobiłam. Nie miałam w głowie żadnego porównania, spekulacji i oskarżycielskich komentarzy, których w internecie pełno. Obejrzałam bardzo sprawnie zrobiony film. Film o męskiej przyjaźni, honorze i sprawiedliwej zemście. Aktorstwo na poziomie - każda postać miała swoje kilka minut, świetne sceny akcji i niezła muzyka.
Ocena: 7/10



źródło
Jak już kiedyś pisałam, nie lubię książkowej Bridget. To jeden z nielicznych wyjątków, gdzie wolę film niż książkę. Filmowe perypetie w wykonaniu Renée Zellweger są o niebo lepsze i zawsze poprawiają mi humor. Nie mam pojęcia jak druga i trzecia część odnosi się do pierwowzoru literackiego, ale w wersji ekranowej dobrze się ze sobą zgrywają. Bridget jak zwykle narozrabia, bo wiek jej do niczego nie zobowiązuje, gdzieś po drodze się pogubi i zwątpi, ale ostatecznie znowu znajdzie to, czego szuka. Jest śmiesznie, jest nowocześnie i jest taki nieoczywisty happy end.
Na poprawę humoru jak znalazł :)
Ocena: 7/10



źródło
Książka mi się podobała. Rzadko czytam thrillery psychologiczne, więc dałam się zaskoczyć. Po takim sukcesie marketingowym, film był tylko kwestią czasu. I muszę przyznać, że twórcy nieźle sobie z tą historią poradzili. Nie pamiętam dokładnie fabuły książki, bo czytałam ją ponad rok temu, ale to co mi zostało w głowie, w miarę dobrze współgra z tym, co widziałam na ekranie. Miałam może ze dwa - trzy momenty zgrzytu czy coś nie zostało zmienione. To naprawdę dobra ekranizacja książki, ze świetną rolę Emily Blunt. Nie można od niej oderwać oczu.
Ocena: 7/10

30 września 2016

The Tonight Show Starring Jimmy Fallon

źródło
Mam taki poranny zwyczaj: szykując się do pracy zawsze oglądam filmiki z amerykańskich programów rozrywkowych. Nie dość, że to świetna rozrywka, to przy okazji ćwiczę angielski i poznaję bardziej szczegółowo amerykańską kulturę. Tam jest mnóstwo odniesień do filmów, książek, motywów muzycznych, programów i postaci, o których nigdy nie miałam pojęcia.

Każda liczą się stacja telewizyjna w Stanach Zjednoczonych, ma w swojej ramówce codzienny rozrywkowy program typu talk-show. Znam tylko kilka, które w miarę regularnie oglądam, ale jak zaczęłam na ten temat czytać, to zgubiłam się w natłoku informacji ;) The Tonight Show..., Late Night with...,  The Late Late Show... - ich ilość i zmieniający się prowadzący się w tej chwili nie do ogarnięcia. Choć kiedyś może zrobię sobie jakiś spis :)

Moim pierwszym ulubionym programem jest The Tonight Show Starring Jimmy Fallon. Ilość dziwnych konkurencji i absurdalnych pytań jest tu powalająca. Ale zapraszani gości zawsze mają niezły ubaw.

18 września 2016

Kilka kulturalnych marzeń z okazji urodzin

Taki piękny bukiet dostałam :)
Źródło

Dzisiejsza data, jak co roku, informuje mnie, że jestem starsza. A im jestem starsza, tym coraz mniej myślę o urodzinach. Zaczęła mnie przerażać liczba, jaką muszę teraz podawać w urzędzie ;)

Kiedy ktoś z moich bliskich pyta mnie, co bym chciała dostać w prezencie urodzinowym, zawsze ciężko mi coś wymyślić. Prezent ma być niespodzianką i im mniej o nim wiem, tym lepiej. Ostatecznie i tak często daję się nagiąć, więc podaję listę rzeczy, które chcę mieć/są mi potrzebne/nie zmieściły się w zakupowym budżecie/zawsze się przydadzą. Niby zostawiam sobie ten mały element zaskoczenia, ale i tak jestem w stanie przewidzieć prezent.

Jest jednak kilka marzeń, których nie jestem jeszcze w stanie zrealizować, może też nigdy nie dojdą do skutku. Poniżej pięć wybranych.